Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Historia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Historia. Pokaż wszystkie posty

30 września 2022

Celeron de Bienville postać fikcyjna

     

Internet nie jest zbyt wiarygodnym źródłem wiedzy, o czym można się samemu przekonać, poszukując różnych informacji. Trzeba z dużą dozą ostrożności podchodzić do internetowych rewelacji. Najlepiej weryfikować je w innych źródłach.

Zwróciłem uwagę na jedną z takich rewelacji, na postać znana z historii Nowej Francji a dosyć powszechnie nazywaną Celeron de Bienville. Jest to oczywiście błąd by nie powiedzieć iż taka postać nie istniała i jest fikcja niż rzeczywistością. Oczywiście prawidłowo pisane nazwisko tego porucznika armii francuskiej to Pierre Joseph Céloron de Blainville, skąd więc wzięło się błędne zapisywane jego nazwisko?

Można jedynie domniemywać iż pomyłka wynika z tego, że pomylono Intel Celeron procesor przeznaczony na rynek niskobudżetowy z imieniem Céloron. W powszechnej świadomości się zlało to w jedno bez rozróżnienia. Natomiast Blainville jest często błędnie pisane jako Bienville, z powodu pomyłki z imieniem bohatera Nowej Francji Jean-Baptiste Le Moyne de Bienville. Podobieństwo nazwisk powoduję iż te dwie postaci są mylone.

Jean-Baptiste Le Moyne de Bienville

Urodził się w 1680 r. w Montrealu a zmarł w 1767 r. w Paryżu. Francuski kolonizator i odkrywca, w 1698 r. wraz z bratem Pierre’em Le Moyne d’Iberville otrzymali patent na zbadanie dolnego biegu rzeki Missisipi i zlokalizowanie jej ujścia do Zatoki Meksykańskiej . Pod koniec 1698 roku ekspedycja złożona z 4 statków, 200 żołnierzy i kolonistów, wpłynęła na wody zatoki. W roku 1700 bracia założyli na wyspie Dauphin pierwszą stałą osadę francuską. Do roku 1702 Benville przebadał najbliższe tereny, nawet zapuszczając się do Teksasu, a wkrótce przeniósł kolonistów z wyspy na ląd stały, gdzie założył Fort Maurepas, Fort de la Boulaye na południe od dzisiejszego Nowego Orleanu w stanie Luizjana, a w 1710 Fort Louis - dzisiejsze miasto Mobile w stanie Alabama. Jego zasługą było tworzenie wielu osiedli francuskich w dolinie rzeki Missisipi, a także w dzisiejszych stanach Tennessee i Arkansas.

Pierre Joseph Céloron de Blainville

Urodził się w 1693 roku w Montrealu, zmarł w 1759 roku w Montrealu. Znany jest gównie z tego iż w 1749 roku przeprowadził tzw. wyprawę z ołowianą płytą aby potwierdzić roszczenia Francji do doliny rzeki Ohio.

 

Mylenie tych dwóch postaci jest błędem, a tworzenie z nich jednej fikcyjnej postaci jest błędem karygodnym.



18 sierpnia 2022

Karabin czy muszkiet???

Oto jest pytanie, jak prawidłowo w języku polskim, powinno nazywać się czarnoprochową broń odprzodową z zamkiem skałkowym? Muszkiet czy karabin? W literaturze anglojęzycznej istnieje na określenie takiej broni słowo musket, którego odpowiednikiem jest francuskie słowo le fusil. Niektórzy, a może i większość tłumaczy czy pisarzy w Polsce stosuje kalkę językową i używa określenia muszkiet na czarnoprochową broń odprzodową z zamkiem skałkowym. Ale czy jest to słuszne ?

Zajrzyjmy najpierw do Wikipedii, co ona w tym temacie mówi :

Muszkietdługa gładkolufowa broń strzelecka zwykle wyposażona w zamek lontowy i wymagająca podparcia lufy na forkiecie, używana od XVI do XVII wieku.

Karabiny wyewoluowały w XVII w. od używanych dawniej muszkietów i arkebuzów. Szybko zdobywając popularność, od XVIII w. były już powszechnie podstawową bronią żołnierzy utrzymując się w tej roli aż po współczesność. Ze względu na ogromną rozpiętość produkcji w czasie, karabiny są bronią bardzo zróżnicowaną pod względem konstrukcyjnym.

Generalnie sprawa już powinna być jasna, jednakże w literaturze uparcie można znaleźć określenie muszkiet dla broni z XVIII wieku. Zapewne dzieje się tak iż samo słowo muszkiet wydaje się archaiczne i bardziej pasujące do epoki, wszak karabin brzmi tak współcześnie i nie pasuje do naszego wyobrażenia w przeszłości. Zostawmy jednak te dywagacje na boku i zobaczmy czy może inne źródła potwierdzą lub zaprzeczą wszechwiedzącej Wikipedii.

W XVI wieku powstał również nowy rodzaj broni palnej, zwany muszkietem. Była to ręczna broń palna o gładkiej lufie kalibru 18-20 mm. Muszkiet był najpierw używany przez piechotę hiszpańską i francuską, a następnie szeroko rozpowszechniony w całej Europie. Żołnierz obsługujący muszkiet nazywał się muszkieterem. Ze względu na znaczną masę wynoszącą ok. 10 kg, muszkiet podczas strzału opierano o podpórkę, zwaną forkietem, którą jednym końcem wtykano w ziemię. (Zenon Mendygrał : Arsenał Bellony, Wyd. MON, Warszawa 1977)

Tyle o muszkiecie w książce, ale czy jest cokolwiek o karabinie? Otóż jest, ale dla autora to już broń współczesna choć wprowadza nam nowy typ broni zwany strzelbą. Oddajmy jeszcze raz głos autorowi Arsenału Bellony :

Jednym z ostatnich przedstawicieli ręcznej broni palnej o gładkiej lufie ładowanej od wylotu była strzelba z zamkiem skałkowym wynaleziona we Francji w połowie XVII wieku; nazywano ją z francuska fuzją, a z niemiecka flintą. Była to broń mająca celownik i używana powszechnie jako broń palna piechoty, aż do pojawienia się broni odtylcowej, to jest ładowanej od tyłu. Nazwa fuzja jest używana do dnia dzisiejszego i oznacza myśliwską broń śrutową.

Niby jaśniej ale nie do końca. Fuzja to nic innego jak kalka językowa z francuskiego le fusil, tak samo jak w przypadku muszkietu, o czym wcześniej wspomniałem.

Zobaczmy więc co bardziej „profesjonalne” źródło ma do powiedzenie w temacie muszkiet/karabin. Zaglądamy więc do Leksykonu wiedzy wojskowej, Wyd. MON, Warszawa 1979 :

Muszkiet – długa ręczna odprzodowa broń palna piechoty, zaopatrzona w zamek lontowy lub kołowy, używana od początku XVI wieku do końca XVII wieku. Ze względu na duży ciężar opierana w czasie strzelania na podpórce, którą nazywano forkietem.

Karabin – indywidualna broń palna strzelecka, o długiej (w porównaniu z kalibrem) lufie, nadająca wystrzeliwanemu pociskowi dużą prędkość początkową. Nazwy karabin używano w różnych okresach dla oznaczenia różnego rodzaju ręcznej broni palnej. W połowie XVIII wieku wygląd zewnętrzny broni palnej strzeleckiej zbliżony był do współczesnych karabinów. Do polowy XIX wieku karabin stanowiły broń jednostrzałową, ładowaną od wylotu lufy (odprzodową), odpalaną za pomocą zamków lontowych, kołowych, skałkowych, kapiszonowych.

Z tego można wysnuć wniosek iż muszkiet od karabinu różni się tylko tym, iż muszkiet był tak ciężki że trzeba było używać podpórki by strzelać a karabin takiej podpórki nie potrzebował bo był lżejszy.

Zerknijmy jeszcze do książki Jeana Colina : Piechota w XVIII wieku. Taktyka, Wyd. Napoleon V, Oświęcim 2011, gdzie mamy całe rozdziały niezbyt obszerne o broni palnej pt. : Broń palna. Arkebuzy i muszkiety oraz Pojawienie się karabinu i bagnetu. Oto krótka notka z tegoż ostatniego rozdziału. Pamiętajmy jednak iż autor jest Francuzem :

Muszkiet w naszej armii (francuskiej) powoli ustępował miejsca karabinowi. W Niemczech proces ten zaszedł dużo bardziej gwałtownie, a karabin przyjął się w 1689 roku. Zniknęły niedogodności związane z lontem, wzrosła znacznie szybkość wystrzału : zużycie amunicji było na tyle duże, że trzeba było ja racjonować na polu bitwy. W końcu pojawianie się w 1689 roku bagnetu, zwiastowało rychłe wycofanie pikinierów […] Wojna z Ligą Augsburską była ostatnią, w której piechota była uzbrojona w muszkiety [...]Zarządzenie z 15 grudnia 1699 roku definitywnie pieczętowało przyjęcie karabinu z bagnetem oraz wycofanie muszkietów. Szybkość ostrzału w 1700 roku wynosiła mniej więcej, jeden wystrzał na minutę i szybko rosła. Sam karabin z 1699 roku, aż do połowy XIX wieku uległ jednakże tylko kosmetycznym zmianom. To co nastąpiło później, było już jedynie historią kolejnych ulepszeń, wprowadzonych w celach taktycznych, aby jak najefektowniej wykorzystać karabin…

I chyba ten tekst już wszystko wyjaśnia. Dla broni z XVIII wieku powinniśmy używać konsekwentnie nazwy karabin, a dla wcześniejszej muszkiet albo arkebuz. Mam nadzieję iż te krótkie wyjaśnienia zostaną zaakceptowane na tyle by w przyszłości nie było z tym problemu, czy posiadam muszkiet czy karabin. Odtwarzając sylwetkę żołnierza z XVIII wieku posiadasz karabin, a muszkiety zostawmy Muszkieterom Dumasa.

 

 

27 marca 2022

Dywagacje na temat deliberacji o tuque

W niniejszych rozważaniach, ku uciesze i przerażeniu niektórych Czytelników, zajmę się tematem nakrycia głowy, zwanym tuque. Poprzez meandry nieścisłości i narosłych wiekowych legend, postaram się, w miarę dostępnej mi niedoskonałej wiedzy, choć troszeczkę wyjaśnić tę sprawę. Przyznaję, że temat nie jest łatwy do rozgryzienia i co trzeba jasno powiedzieć, nie uważam iż wszyscy muszą się z nim zgadzać. Wychodzę jednak z założenia, iż informacja jest tyle warta co jej źródło, więc opierając się na znanych mi źródłach przechodzę już do tematu.

Przede wszystkim trzeba wyjaśnić co to jest tuque, choć wszyscy i tak to wiedzą, ale nie zaszkodzi przypomnieć najważniejszych rzeczy. W Kanadzie tuque oznacza po prostu czapkę wełnianą, noszoną w zimie zrobioną na drutach w kształcie tuby zwężającej się na końcu. Ta wełniana czapka była wystarczająco długa, aby jej szczyt mógł się zwiesić do ucha użytkownika, choć nie było to regułą. Tak samo jak ściągacz, który to czapka ta mogła posiadać albo i nie, wszystko zależało od zdolności matki, żony czy kochanki, która robiła dla swego mężczyzny czapkę. Jedynie w Historic Colonial French Dress wspomina się, iż tuque mogły być robione z tkaniny wełnianej ze starych ubrań. Przyjmuję jednak, że robione na drutach były najczęściej używane.

 


Czasami używa się pisowni touque lub toque. W tym miejscu nie będę zajmował się etymologią samego słowa czy też wczesną historią tego nakrycia głowy, bo nie to jest ważne. W literaturze przedmiotu, w stosunku do tuque używa się też następujących nazw : bonnet w sensie czapka, bonnet de laine w rozumieniu czapka wełniana, bonnet de tricot jako dziergana czapka oraz bonnet drape lub bonnet de st. maisxent albo bonnet ecarlete. No i wystarczy tych nazw, w dalszej części tekstu będę używał nazwy tuque.

Istotniejsze jest, jak wymawiać ten trudny wyraz? Przyznać się muszę, iż sam jako niemota lingwistyczna, popełniałem błąd, wymawiając to jako tuke. No cóż, nie jestem alfą romejo i nie myli się ten kto nic nie robi, to tak na swoje własne usprawiedliwienie piszę. Z racji tego, iż tekst ten ma wyjaśnić pewne niejasności, to poszukałem sobie wymowy tegoż wyrazu i na tyle na ile moje ucho zdołało wyłapać wymowę, to podzielę się tym z Wami. Otóż tuque powinno się wymawiać jako tuk (powiedzmy ze zmiękczonym t, czyli tj), dla ułatwienie dodam, iż rymuje się z angielskim wyrazem duke lub francuskim luc. Natomiast toque, na moje ucho brzmi jako touk (tołk). W języku polskim funkcjonuje wyraz toczek (tok), i odnosi się do innego nakrycia głowy, więc wydaje mi się, iż nie powinno się go używać w odniesieniu do naszej kanadyjskiej czapki. Myślę, że bardziej sprawni w językach obcych oczywiście mnie poprawią.

Tuque śmiało można nazwać kultową czapką Nowej Francji, choć nie była unikalna dla Kanady, ale te dywagacje zostawię na boku i skupię się na meritum. Przypomnę, że dla przeciętnego Kanadyjczyka, czy to bogatego kupca czy oficera czy też cywila tuque było najczęściej używanym nakryciem głowy. Skąd wiemy, że to nakrycie głowy było tak popularne ? Otóż mówią nam o tym zapiski z epoki. I tak ojciec Pierre Philippe Potier, belgijski jezuita notuje zimą 1746 r., że prawie wszyscy canadiens noszą (na głowie) to co nazywają tuque. W 1749 r. Jean-Luc de la Corne, który przyprowadził francuskie oddziały do Akadii, by broniły przesmyku Chignecto podczas tzw. wojny ojca Le Loutre, z królewskich magazynów w Quebecu pobrał m. in. 141 czerwonych tuque. W zamówieniach Jeana-Armanda barona de Dieskau z 1755 r. jest wzmianka o tuque, które otrzymać miały francuskie oddziały regularne wyruszające do Nowej Francji. W 1755 r. komendant fortu Duquesne, kapitan Claude-Pierre Pecaudy de Contrecoeur wysłał do Montrealu zamówienie na tuque dla swoich ludzi. Francuski dokument datowany na 1757 r. wspomina o zamówieniu 8 000 tuque dla milicji kanadyjskiej. No i na koniec, Louis-Antoine de Bougainville w swoim dzienniku Adventure in the Wilderness wspomina iż w 1757 r. tuque były wydawane mariniakom, czyli żołnierzom Compagnies Franches de la Marine. Oczywiście są też artefakty z fregaty Machault, ale o tym za chwilę.

Już wiemy, że tuque było bardzo popularnym nakryciem głowy w Kanadzie i nosili je żołnierze, milicja kanadyjska jak i ludność cywilna. W Historic Colonial French Dress napisano, że tuque były wykonywane we wszystkich dostępnych kolorach wełny, czyli były białe, brązowe, czerwone, zielone i niebieskie. W książce La Marine podobnie jest napisane, że tuque były w różnych kolorach ale najbardziej popularne wśród mariniaków były niebieskie i szkarłatne (powiedzmy, że chodzi o odmianę czerwieni). Znalezione okazy w ładunku fregaty Machault pokazują, że były w użyciu dwa typy tuque, pojedyncze czyli cienkie oraz podwójne czyli grubsze. Te podwójne to po prostu dwie tuby zrobione w odbiciu lustrzanym (w kształcie piłki do rugby), gdzie jedną część wpycha się w drugą, tworząc właśnie podwójną czapkę. Nie wiem jak jaśniej to wytłumaczyć, mam nadzieję, że jesteście w stanie to sobie wyobrazić.

Teraz wrócę do wspomnianej wyżej fregaty Machault. Odcięcie drogi do Europy przez flotę brytyjską i utrudnienia handlowe komplikowały niepomyślną sytuację gospodarczą Nowej Francji. Jedna czwarta ludności stała pod bronią, co powodowało zaniedbania w gospodarce rolnej. Trzeba było żywić ok. 6 000 żołnierzy przysłanych z Francji. Brakowało broni i żywności a Indianie zaczęli odchodzić od swych dotychczasowych sojuszników i zawierali pokój z Anglikami. W tej jakże trudnej sytuacji gubernator generalny Nowej Francji Pierre de Rigaud markiz de Vaudreuil prosił króla o jak najszybsze dostawy broni i żywności. Tylko kupcy francuscy mogli sprostać temu zadaniu więc finansowanie zakupu zapasów i uzbrojenia statków zostało powierzone przez państwo różnym kupcom i armatorom z Bordeaux. W ten sposób konwój zaokrętował ponad dwa tysiące baryłek żywności i amunicji, a także czterysta żołnierzy. Wyczarterowano pięć statków handlowych: Bienfaisant, Sun, Aurora, Fidélité i Marquis de Malauze eskortowane przez fregatę Machault, którą dowodził kapitan François Chenard de la Giraudais. Fregata była stosunkowo nową jednostką bo zwodowano ją w 1757 r. w Bayonne, została zaprojektowana do przenoszenia 26 dział, ale w rzeczywistości miała 32 działa. Aby zabrać do Nowej Francji jak najwięcej zaopatrzenia to również na Machault zaokrętowano 150 żołnierzy oraz zabrano niezbędne zapasy. Konwój ruszył w 1760 r. do Montrealu ale nigdy tam nie dotarł. W skrócie, między 28 czerwca a 8 lipca 1760 r. doszło do bitwy na rzece Restigouche (dzisiejsze okolice Nowego Brunszwiku). Aby uniknąć schwytania i by wróg nie przejął zaopatrzenia kapitan zatapia Machault. Gdy w XX wieku zaczęto eksplorować wrak, stał się on cennym źródłem artefaktów. Trzeba nadmienić iż Montreal bez zaopatrzenia padł dokładnie dwa miesiące później 8 września i na tym skończyła się de facto wojna. 

                                              model Machault

 

Oprócz opisów mamy więc tez znaleziska archeologiczne, więc wszystko powinno być jasne w sprawie tuque, ale nie jest. Nowe badania przewracają do góry nogami to co do tej pory uważaliśmy za niepodważalne fakty. Otóż w literaturze przedmiotu pojawiają się informacje o milicji kanadyjskiej i trzech brygadach w różnych kolorach tuque. Pozwolę sobie zacytować fragment z książki Quebec 1759 w interesującym nas temacie : dopiero w 1759 r kompanie kanadyjskiej milicji zorganizowano w trzy korpusy regionalne, których członkowie różnili się od siebie kolorem specjalnie wprowadzonych przy tej okazji nakryć głowy (rodzaj dzianej szlafmycy). Milicjanci z Quebecu nosili czerwone, z Trois-Rivieres białe,a z Montrealu niebieskie czapki, które do końca pozostały jedynym elementem ich oficjalnego umundurowania. Pozwolę sobie jednak odnieść się do tego krótkiego fragmentu zanim coś więcej napisze o kolorystyce tuque milicji kanadyjskiej. Przede wszystkim autor powyższego cytatu nie używa nazwy tuque, ale porównuje tą charakterystyczna czapkę do szlafmycy, może postąpił tak, że nie znał tej nazwy, a może dlatego i bezkrytycznie przepisał to zdanie z z książki Philipa Katcher’a i jak widać nie tylko rodzimi autorzy powielali tą informację. Sprawa druga, nie jest prawdą, że tuque (u Wojtczaka szlafmyca) zostało specjalnie wprowadzone na wyposażenie milicji kanadyjskiej, bo przecież to nakrycie głowy było powszechne w użyciu w Kanadzie. Autorowi zapewne chodziło, że przypisano kolory odpowiednim brygadom. Fragment powyższy sugeruje jednak coś innego, ale zostawmy to na boku.

Nie jest też prawdą iż trzy brygady milicji francuskiej nosiły różne kolorystycznie tuque, jednak w literaturze przedmiotu ten pogląd jest constans. Warto zapoznać się z nowszymi badaniami i tak Francis Back w artykule z 2000 r. „Le bonnet blue des patriotes” tak pisze : „jedną z uporczywych legend jest to, iż milicja Nowej Francji nosiła czerwone, niebieskie lub białe czapki, zależnie od tego z którego dystryktu pochodziła. Ten mit pochodzi z Les Cours d’histoire du Canada księdza Jeana-Baptiste-Antoine Ferlanda, które opublikowano w 1865 r. Możemy tam przeczytać, że czapki ludzi ze wsi z dystryktu Montreal były niebieskie, podczas gdy w Quebecu były czerwone i białe z dystrykty Trois-Rivières. Analiza francuskich archiwów potwierdza jednak iż czerwone czapki były najczęściej noszone przez milicję, niezależnie od tego z jakiego dystryktu pochodzili. Pojawienie się niebieskich czapek jest fenomenem XIX w, powiązanym z rebeliami w Kanadzie w 1837 r., natomiast białe czapki z Trois-Rivières są wymysłem księdza Farlanda.

Nowa literatura przedmiotu powinna uwzględnić nowsze badania i już nie popełniać tego błędu. Po tych długich i nudnych rozważaniach dochodzę do konkluzji, iż milicja kanadyjska nosiła czerwone czapki i możliwe, że właśnie czerwone tuque były wprowadzone by wyróżnić milicję kanadyjska od cywilów, ale to już mój wymysł. Cywilni mieszkańcy Nowej Francji nosili tuque w różnych kolorach a mariniacy preferowali albo czerwone albo niebieskie.

To wszystko co udało mi się znaleźć na temat tuque, choć nie uważam by temat był skończony ale oddaję ten tekst pod dyskusję.


Przy pisani tekstu korzystałem z :

  • https://www.thecanadianencyclopedia.ca/en/article/tuque (dostęp z dnia 25.03.2022)

  • Andrew Gallup, Donald Shaffer – La Marine. The French Colonial Soldier in Canada 1745 – 1761, Heritage Books 2008 r.

  • Mary Moyars Johnson, Judy Forbes, Kathy Delaney – Historic Colonial French Dress. A guides to re-creating North American french clothing, Smoke & Fire News 1982 r.

  • Francis Back – Le bonnet blue des patriotes, Cap-aux-Diamonds (No 61) 2000 r.

  • Steve Delisle – The Equipment of New France Militia 1740 – 1760, Kebeca Liber Ata Co 1999 r.

  • French Soldier’s Small Clothes years 1750– La Fleur de Lyse 2004 r.

  • James A. Hanson – Voyager’s sketchbook, The Fur Press 1981 r.

  • Jarosław Wojtczak – Quebec 1759, Bellona 2000 r.

  • Philip Katcher – Armies of The American Wars 1753 – 1815, Osprey Publishing Ltd 1975 r.

  • Henryk Zins – Historia Kanady, Ossolineum 1975 r.



2 listopada 2021

Między entuzjazmem a paniką

"Royal-Syntaxe” w obronie Quebecu (1759)
 
     26 czerwca brytyjska flota po dowództwem admirała Charlesa Saundersa wylądowała na wyspie Ile d’Orleans, około 5 km na północny wschód od miasta Quebec. Wraz ze zbliżającymi się Brytyjczykami pod Quebec, Francuzi zintensyfikowali przygotowania do obrony stolicy Nowej Francji. Markiz de Montcalm, dowodzący wojskami francuskimi w Kanadzie, odnotował w swoim dzienniku , pod datą 21 czerwca, wysiłki cywilów kanadyjskich w obronie miasta. Wśród różnych oddziałów milicji zmobilizowanych przez władze znajdujemy grupę 35 studentów z kolegium jezuickiego, którzy zgłosili się na ochotnika, pomimo całkowitego braku doświadczenia wojskowego. Montcalm zauważa, że „kiepscy żartownisie” nadali tej grupie entuzjastycznych studentów nazwę „Royal-Syntaxe”. Nazwę tę można przetłumaczyć jako Królewska Składnia lub Królewska Syntaksa i uznawano ją za zabawną obrazę dla tych przepełnionych entuzjazmem, zagorzałych obrońców miasta. Seminarzyści byli „umundurowani” w niebieskie kapoty, tricorn i białe sasze.




     Niestety nie można znaleźć w źródłach, komu należy przypisać tę nazwę, która była co najmniej zabawna, ponieważ dawniej tak nazywano klasę szkolną, w której uczono składni. Oficerowie francuscy, na czele z Bougainville, bardzo lubili tego typu dowcipy.

     Sama nazwa „Royal-Syntaxe” odnosi się do nazw niektórych pułków armii francuskiej. Francuskie pułki armii ancien régime mógłby nosić nazwę prowincji królestwa (częściej występowały w piechocie), znajdujemy więc na przykład pułki Nawarry, Akwitanii, Burgundii, a dla żołnierzy walczących w Ameryce z Montcalmem pułki Béarn, Berry, itp. Pułki mogły również nosić imię swojego właściciela; pułk Penthièvre, regiment Biron, a nawet pułk kawalerii Montcalm (utworzony przez markiza de Montcalm podczas jego europejskiej kariery). Wreszcie powstały tzw. pułki „królewskie”, których bezpośrednim właścicielem był król. Pod tą nazwą znajdziemy pułki zagraniczne (królewsko-szkockie, królewsko-szwedzkie), ale także francuskie, takie jak Royal-Roussillon. Jako pułk królewski, jednostka ta miała króla jako pułkownika i była dowodzona na polu przez podpułkownika.

     Jedyną akcją militarną, w której Royal-Syntaxe wzięli udział, okazała się totalnym fiaskiem. Brytyjczycy przybyli pod Quebec 27 czerwca. 29 czerwca admirał Saunders zalecił zajęcie Point Levis, na przeciwległym brzegu rzeki św. Wawrzyńca, naprzeciwko Quebecu. Celem było zdobycie bezpiecznego kotwicowiska poprzez uniemożliwienie Francuzom wzniesienia baterii na wysokim terenie powyżej cypla. Ta górująca nad otoczeniem pozycja wydawała się nieobsadzona i nieufortyfikowana. Brygadier Monckton zajął Point Levis, gdzie doszło do potyczki z oddziałem wydzielonym Francuzów. Zajęcie Point Levis umożliwiło Brytyjczykom umieszczenie ciężkich baterii na wzgórzach naprzeciwko Quebecu.

     Niebezpieczeństwo, w jakim znalazło się miasto było oczywiste i 11 lipca niektórzy zaniepokojeni mieszkańcy poprosili gubernatora Vaudreuila o zezwolenie na zebranie korpusu ochotników do przeprawy przez rzekę i wypędzenia oblegających z Point Lévis. Mieszany oddział składał się z około 1500 ludzi, w tym żołnierzy z regularnych oddziałów, Indian i milicjantów, w tym naszych bohaterów Royal-Syntaxe. Wieczorem 12 lipca oddział przekroczył rzekę i skierował się na pozycje brytyjskie. Brytyjczycy nie wykryli ich przeprawy, ale w drodze do celu czekała ich 11 kilometrowa wspinaczka. Marsz w ciemności po nierównym terenie w kierunku nieprzyjaciela, o którym wiedziano, że jest dobrze uzbrojony, byłby trudny nawet dla dobrze wyszkolonych żołnierzy. Dowódca troupe de la marine Jean-Daniel Dumas powinien zostawić studentów z tyłu na straży łodzi. Można było przewidzieć, że się przestraszą i ostrzelają własne siły. Tak też się stało. Oddział francuski podzielił się na dwie grupy by osaczyć Brytyjczyków. Royal-Syntaxe pogubili się i wzięli Francuzów z drugiego oddziału za przeciwnika i ostrzelali go. Zginął jeden człowiek a dwóch zostało rannych. Podczas strzelaniny panika ogarnęła wszystkich Kanadyjczyków. Oficerom udało się opanować panikę i oddział ruszył w dalszą drogę na pozycje Brytyjczyków, gdy w końcu dotarli w pobliże baterii, która była celem ich misji, panika ponownie ogarnęła Francuzów i zaczęli uciekać. Ani groźby oficerów, ani nawet modlitwy nie pomogły, francuski oddział porzucił broń i siekiery i zaczął uciekać, by jak najszybciej dostać się do pozostawionych na brzegu łodzi. Jedynie towarzyszący Francuzom Indianie działali skutecznie, pozostali wycofali się w nieładzie.Po powrocie operacja ta została ochrzczona jako Rajd Chłopców (Coup des Ecoliers lub Schoolboys" Raid). Co późniejdziało się z Royal-Syntaxe nie wiadomo, ponieważ znikają oni z ewidencji wojskowej.

     Co najciekawsze Brytyjczycy nie wykryli ich obecności. Następnej nocy brytyjska bateria otworzyła ogień na miasto, ale to już inna historia.

W książce "Quebec 1759" Jarosława Wojtczaka opisany jest całkowicie inny przebieg wydarzeń. Wersja autora według której Francuzi odniesli w tej ekspedycji sukces jest wyssana z palca.

 

9 października 2021

Co świętują Amerykanie 4 lipca?

Wszyscy wiedzą, że tego dnia w USA obchodzony jest Dzień Niepodległości. Jeśli ktoś nie wie to uprzejmy internet łaskawie poinformuje o tym, bo Amerykanom wydaje się iż jest to najważniejsze święto na świecie. Ale co to jest ten Dzień Niepodległości? Zawsze chętna wikipedia podaje : Dzień Niepodległości (ang. Independence Day) – święto państwowe w Stanach Zjednoczonych obchodzone corocznie 4 lipca w rocznicę ogłoszenia Deklaracji niepodległości Stanów Zjednoczonych od Wielkiej Brytanii, co miało miejsce w 1776 roku. Ale czy aby to jest prawdą?

W czerwcu 1776 roku Drugi Kongres Kontynentalny Kolonii, który obradował w Filadelfii, zadecydował o utworzeniu komisji, tzw. Komitetu Pięciu, której zadaniem było przygotowanie dokumentu zrywającego więzi z Wielką Brytanią, czyli ogłoszenie niepodległości. W pracach komisji brali udział: Thomas Jefferson, John Adams, Roger Sherman, Benjamin Franklin i Robert R. Livingston. Jednakże Adams obarczony był wielką liczbą obowiązków w obradującym ciągle Kongresie, a Franklin był zbyt dostojna postacią więc to Jeffersonowi przypadło w udziale przygotowanie wstępnej wersji Deklaracji Niepodległości. Adams i Franklin wnieśli do niej tylko drobne poprawki a pozostali zaś dwaj członkowie prawdopodobnie nawet nie czytali tekstu. Komisja przedłożyła Kongresowi proponowany tekst deklaracji, ale Kongres zajął się w pierwszej kolejności nie tym dokumentem, lecz samą kwestią ogłoszenia niepodległości. Wniosek taki przegłosowano formalnie 2 lipca 1776 roku (bez udziału Nowego Jorku, który dołączył swój głos 9 lipca) – i był to moment zadeklarowania niezależności od Wielkiej Brytanii czyli formalne ogłoszenie niepodległości. Dlaczego więc Dzień Niepodległości obchodzony jest w dniu 4 lipca? Ponieważ dopiero po tym akcie politycznym, Kongres przystąpił do debaty nad wyrazem słownym deklaracji co zajęło dwa dni. Dyskutowano nad zaproponowanym przez komisję tekstem. W trakcie debaty niektóre sformułowania zostały skreślone, inne przeredagowane, w większości z korzyścią dla ostatecznego dokumentu. W dniu 4 lipca 1776 roku podczas ponownego głosowania ostatecznie przyjęto i podpisano tekst Deklaracji Niepodległości (Nowy Jork ponownie dołączył swój głos po kilku dniach).

Ostateczny tekst deklaracji zwanej Jednogłośna Deklaracja Trzynastu Zjednoczonych Państw Ameryki, wydrukowano i podpisami opatrzyli : prezydent Drugiego Kongresu Kontynentalnego John Hancock oraz sekretarz Kongresu Charles Thomson. Tekst Deklaracji dotarł 9 lipca do Jerzego Waszyngtona, który kazał odczytać ją przed frontem wszystkich oddziałów armii.

Po uchwaleniu Deklaracji miał zabrzmieć Dzwon Wolności, choć pierwszy taki opis pojawił sie dopiero w połowie XIX w. w popularnym romansie. Dzwon Wolności słynie z pęknięcia, które sprawia, że nie może już wydawać dźwięku. Dzwon pękł jednak nie, jak głosi legenda 4 lipca 1776 roku, lecz znacznie później, prawdopodobnie dopiero w 1835 roku. Wtedy jednak, i jeszcze później, nikt nie przypisywał mu historycznej roli, a w 1828 roku Filadelfia chciała go nawet sprzedać na złom.

Wracajmy jednak do Deklaracji. Po dwóch tygodniach od ogłoszenia dokonano tzw. powiększenia, czyli ręcznego przepisania tekstu Deklaracji Niepodległości dużymi literami na pergaminie. W odróżnieniu od oryginału, podpisanego przez dwie osoby, pod tym powiększonym tekstem wszyscy delegaci składali 2 sierpnia swoje podpisy. Nie wszystkie 56 podpisów pod deklaracją złożono tego samego dnia, ostatni dopiero po pięciu latach, a dwaj delegaci nie podpisali jej w ogóle.

Mamy już trochę historii Deklaracji Niepodległości, ale jak to sie stało, że to 4 lipca jest świętem narodowym? Otóż w rok po uchwaleniu Deklaracji dopiero 3 lipca przypomniano sobie o przypadającej na poprzedni dzień rocznicy ogłoszenia niepodległości i siłą rzeczy musiano się zadowolić naprędce przygotowanymi obchodami rocznicy uchwalenia Deklaracji Niepodległości, przypadającej na 4 lipca. Jak widać nie jest świętowana data ogłoszenia niepodległości. Ale to też nie wszystko. Tradycja nazywania 4 lipca Dniem Niepodległości sięga dopiero roku 1791, chociaż święto nieoficjalnie obchodzono już od 1777 roku, dopiero w 1870 roku Kongres Stanów Zjednoczonych oficjalnie ustanowił 4 lipca dniem wolnym od pracy bez wynagrodzenia dla urzędników federalnych. W 1941 r. zmieniono prawo, przyznając im wynagrodzenia za dzień wolny od pracy.

Po swoim zaprzysiężeniu na 1. prezydenta USA, Jerzy Waszyngton zaproponował Jeffersonowi objęcie urzędu sekretarza stanu, którą to funkcję przyjął i objął urząd 26 września 1789. Już wówczas rodziły się silne antagonizmy pomiędzy sekretarzem stanu a sekretarzem skarbu Alexandrem Hamiltonem. Stronnictwo Jeffersona poczęło podkreślać jego nadzwyczajną rolę w opracowaniu tekstu Deklaracji Niepodległości, ku zdziwieniu samego Jeffersona, który początkowo niezbyt poczuwał się do samodzielnego autorstwa. W miarę jednak upływu czasu zaczął jednak w nie wierzyć i kazał nawet wyryć odpowiednią inskrypcję na swym nagrobku. Thomas Jefferson zm. 4 lipca 1826 (w 50. rocznicę podpisania Deklaracji Niepodległości) w Charlottesville w stanie Wirginia, gdzie jest pochowany. Przy wejściu na cmentarz znajduje się granitowy obelisk, na którym napisano: Tu spoczywa Thomas Jefferson, autor Deklaracji Niepodległości, Statutu Wirginii na rzecz Wolności Religii i ojciec Uniwersytetu Wirginii.

W Deklaracji Niepodległości, która jest nie tylko dokumentem ogłaszającym niepodległość dawnych kolonii od Wielkiej Brytanii, ale w której określono również fundamenty późniejszej państwowości Stanów Zjednoczonych, zawarto między innymi te zdanie, które współcześni Amerykanie powinni pamiętać i się do niego stosować a nie będą mieli wewnętrznych kłopotów : Uważamy następujące prawdy za oczywiste : że wszyscy ludzie stworzeni są równymi, że Stwórca obdarzył ich pewnymi nienaruszalnymi prawami, że w skład tych praw wchodzi życie, wolność i swoboda ubiegania się o szczęście.


 

17 marca 2021

Pierwszy szturm na Fort William Henry marzec 1757

   Z początkiem zimy 1756/57 dowódcy francuscy stworzyli plan ataku na Fort William Henry. Zmusiły ich do tego informacje indiańskich zwiadowców o dużej ilości łodzi budowanych przez Brytyjczyków. Mogłoby to zagrozić Fortom : Carillon i Saint-Frederic. W związku z tym Markiz Pierre de Rigaud de Vaudreuil, gubernator Nowej Francji polecił swojemu bratu Markizowi Francois de Rigaud de Vaudreuil zebranie w Forcie Saint-Jean małej armii celem przygotowania do ataku. Zastępcą Francois Rigauda miał być Paul Joseph Le Moyne de Longueuil i jako dowódca brygady Jean Daniel Dumas, kapitan Campagnie Frenches de la Marine. Siły jego liczyły około 1500 ludzi i składały się z:
  • Wojsko regularne (4 oddziały fizylierów i 1 grenadierów) pod dowództwem kpt. grenadierów Francois Medard de Poulhariee z Royal Roussilion Infanterie
  • Campagnies Franches de la Marine (300 ludzi)
  • Milicja (600 ludzi)
  • Ochotnicy z Montrealu pod dowództwem kpt. milicji Markiza Dufy de Sauniee (50 ludzi)
  • Indianie (300 wojowników)
   Ekspedycja planowała wyruszyć w styczniu ale z powodu poważnej choroby Rigauda wyruszyli dopiero pod koniec lutego. Pierwsza kolumna sił Rigauda opuściła Fort Saint-Jean 20 lutego. Składała się z 6 bardzo dobrych kompanii (kolonistów i milicji) oraz Indian Abenaki z Saint-Francois. Dowódcą kolumny był Narkiz de Saint-Martin, porucznik oddziałów kolonialnych. Druga kolumna dowodzona przez Markiza Duchat, kapitana Languedoc Infanterie wyszła 21 lutego. Składała się z 2 oddziałów wojska, 3 mieszanych kompanii, Indian Abenaki z Becancour, Algonkinów i Indian Nippissing. Trzecia kolumna dowodzona przez kapitana Markiza Ducoin z Royal Roussillion Infanterie wyszła 22 lutego. Składała się z 2 oddziałów wojska, 3 mieszanych kompanii oraz Indian Iroquois z Sault-Saint-Louis(1). Tego samego dnia, niespodziewanie nastąpiła odwilż powodująca pękanie lodu na rzece. Opóźniło to wyjście czwartej kolumny, która 25 lutego opuściła w końcu Fort Saint-Jean. Składała się z oddziału grenadierów, kompanii ochotników, 4 mieszanych kompanii, Indian Iroquois z Deux-Montagnes i Huronów z Lorette.
    Odwilż zatrzymała również 3 poprzednie kolumny, którym zamokło zaopatrzenie i zmusiło do oczekiwania na nową dostawę. Markiz de Longueuil z Huronami z Lorette, będąc oddzielony od swojej kolumny, dołączył do kolumny pierwszej dowodzonej przez Saint-Martina. Po przybyciu do Fortu Saint-Frederic (późniejszy Crown Point) przygotowali wszystko dla nadchodzących następnych oddziałów. Marsz tych oddziałów odbywał się z wieloma perypetiami spowodowanymi złą pogodą. Jednak sukcesywnie kolumny przybywały do fortu by wreszcie 5 marca wszystkie osiągnęły Fort Saint-Frederic.
    Tymczasem Rigaud wysłał wcześniej dowódcę artylerii, kapitana Markiza le Chevalier Lemercier do Fortu Carillon (późniejszy Fort Ticonderoga) celem poczynienia odpowiednich przygotowań do planowanej operacji. Miał on nadzorować naprawę muszkietów i wykonanie około 300 drabin oblężniczych.
   Ciągle trwająca odwilż coraz bardziej opóźniała marsz Francuzów. 15 marca dotarli wreszcie do Fortu Carillon skąd zabrano drabiny i rozpoczęto przygotowania do przejścia z Jeziora Champlain na Jezioro Saint-Sacrament (Jezioro George). O świcie, 16 marca około 100 Indian wyszło na zwiad a następnie wyruszyła kolumna osłaniana z boków przez Langueuila z Indianami podzielonymi na dwie grupy. W przedniej straży szła kompania ochotników z Montrealu wyszukując miejsc na odpoczynek. Indiańscy zwiadowcy rozpoznawali wzgórza przed kolumną wojska i szukali śladów wroga. 17 marca kolumna podeszła do drogi do Fortu George a rankiem następnego dnia była 6 km od osłoniętego wzgórzami Fortu George (Fort William Henry czasem nazywany był fortem George choć pewnie chodzi o ufortyfikowany obóz, zimą nie obsadzony załogą). Wieczorem 18 marca, ciągle niezauważeni Francuzi byli już w pobliżu Fortu William Henry. Rigaud rozdzielił Poulhariee, Dumasa i Lemerciera z Francuzami i Indianami do obserwacji fortu z oddalonych o 2 km wzgórz. Rigaud planował wykorzystać zaskoczenie i wspiąć się po drabinach na mury. Jeśli by się to nie udało, pozostawało blokować fort i zniszczyć barki, łodzie, magazyny i wszelkie zabudowania pod fortem.
    Garnizon fortu liczył 346 żołnierzy irlandzkich i rangersów. Dowódcą fortu był uzdolniony major William Eyre z 44th Regiment of Foot. Rangersami, dowodził John Stark. Pod rozkazami Starka było 50 rangersów. Oficerami Starka byli jego kolega Jonathan Brewer i dobry przyjaciel (prywatnie sąsiad) James Rogers, starszy brat Roberta Rogersa (James później, podczas nieobecności porucznika Bulkeleya dowodził Hobb's Rangers Company).
 

    Brytyjczycy nie spodziewali się ataku i byli zupełnie nieświadomi zagrożenia. Tym bardziej, że 17 marca mieli obchodzić święto Św. Patryka(2). Wieczorem,16 marca Stark przypadkowo dowiedział się, że jego rangersi, chociaż nie są katolikami zamierzają razem z irlandzkimi żołnierzami obchodzić święto ich patrona. Wiedział, że większość żołnierzy to Irlandczycy i jego rangersi też w większości byli irlandczykami lub jak on sam szkocko-irlandzkiego pochodzenia. Wiedział też, że świętować będą nadmiernymi ilościami rumu i świerkowego piwa. Świętowanie było dla nich okazją do przełamania monotonii obozowego życia. Zdawał sobie jednak sprawę jakim zagrożeniem dla fortu byliby pijani żołnierze i rangersi, i jaką to stwarzało okazję do ewentualnego ataku. Wydał więc stosowne rozkazy markietantowi rangersów, który między chatami rangersów miał swoje składy. Zakazał mu wydawać rangersom wszelkich „spirituous liquors” bez jego pisemnej zgody. Dzięki temu większa część rangersów obchodziła dzień Św. Patryka na trzeźwo chociaż protestów, żali i przekleństw Stark słuchać musiał cały dzień. W tym dniu był najbardziej znienawidzonym dowódcą. Rangersi stojący na warcie we wschodniej części fortu przeklinali Starka widząc pod nimi świętujących żołnierzy. 
   W czasie gdy większość irlandzkich żołnierzy była pijana, w pobliżu fortu byli już Francuzi. Irlandzcy żołnierze zmęczeni wieczornymi balangami i codziennymi, rutynowymi obowiązkami dnia, noc spędzali w głębokim śnie. Gdy noc 17 marca i następny dzień minęły spokojnie, Stark przechodząc między barakami rangersów, widząc ich ponure miny zaczął się zastanawiać czy zrobił dobrze zakazując im imprezowania z żołnierzami. Jednakże wkrótce jego przeczucia się sprawdziły gdy jeden z rangersów pilnujących chat po wschodniej stronie fortu odkrył lekki ruch na zamarzniętym jeziorze (prawdopodobnie Francuzi sprawdzali grubość lodu). Stark natychmiast powiadomił komendanta, który rozkazał rangersom schronić się do fortu. Rozkazał również obudzić wszystkich żołnierzy i zająć im stanowiska na wałach obronnych. Miano zachować absolutną ciszę.
    Gdy Rigaud zorientował się, że stracił okazję zaskoczenia, najpierw wycofał się by kilka godzin później powrócić i otoczyć fort. Brytyjczycy prowadzili do nich energiczny ale mało skuteczny ostrzał z muszkietów.
    W nocy z 19 na 20 marca Brytyjczycy znów usłyszeli skradających się po lodzie Francuzów. Po otwarciu ognia w stronę dochodzących do nich dźwięków zmusili Francuzów do odwrotu. Kilka prób ponownego zdobycia murów zakończyło się fiaskiem. W tej sytuacji zgodnie z rozkazami Francuzi próbowali podpalić 2 żaglowce i pozostawioną na brzegu dużą ilość łodzi bateaux ale ich mokre naręcza chrustu zapaliły tylko kilka z nich. Rangersi wyskoczyli z fortu by je ratować ale było już za późno. Tak te ataki opisywali Brytyjczycy: „Niedługo potem wróg próbował podejść pod fort ale napotkał na tak gorące i niespodziewane przyjęcie, że zmusiło go to do wycofania się” i dalej: „Nie było widać śladów Francuzów ale nocą powrócili...zamierzając wspiąć się na mury ale obrońcy nieustannym ogniem, gdy tylko podchodzili robili ich zamysł bezskutecznym”.
    Następnego dnia, w niedzielę 20 marca w odległości około 1 mili od fortu Brytyjczycy dostrzegli zdradzający położenie francuskiego obozu dym. Major Eyre natychmiast rozkazał rangersom wyjść na rozpoznanie. Rangersi powrócili przed południem informując, że Francuzów jest bardzo dużo i szykują się do następnego ataku. Około 12:00 w południe cała armia francuska wyszła na jezioro zbliżając się do fortu. Brytyjczycy poczuli grozę, patrząc z wysokości wałów na idące jak okiem sięgnąć wojsko. Francuzi nieśli ze sobą drabiny oblężnicze i duże ilości suchego chrustu. Oddział Indian wysłano do zablokowania drogi do Fort Edward. Jednakże idący na czele Francuzi zaczęli machać do Brytyjczyków flagą. Brytyjski oficer z kilkoma ludźmi wyszedł na spotkanie i z zawiązanymi oczami przyprowadził do fortu szefa kanadyjskiej artylerii François-Marc-Antoine le Merciera. Mercier w imieniu Rigauda przekazał majorowi Eyre propozycję poddania fortu na bardzo korzystnych warunkach. W razie odmowy zagroził generalnym szturmem i masakrą. Eyre odpowiedział, że będzie się bronił do końca. Merciera z ponownie zawiązanymi oczami wyprowadzono z fortu. Rigaud użył tych negocjacji jako małej dywersji. Nie mogąc wcześniej zdobyć murów wysłał Merciera by od wewnątrz podejrzał najsłabsze miejsca do uderzenia. Teraz należało spodziewać się oczekiwanego ataku. Armia francuska zbliżyła się do fortu, rozpoczęto obustronną kanonadę. John Stark wspominał później w swoich dziennikach, że nawet chorzy na szkorbut(3) żołnierze i rangersi z ewakuowanego do fortu szpitala, którzy mogli chodzić wstali z łóżek i stanęli na szańcach obronnych. Jednak spodziewanego generalnego szturmu nie było, Francuzi skupili się na paleniu brytyjskiej floty i wszystkiego pod fortem.
    W nocy z 20 na 21 marca Francuzi rozpalili kilka ognisk. Kanadyjscy ochotnicy podpalili ponad 300 bateaux i 3 żaglowce. Brytyjczycy odpowiedzieli tylko kilkoma salwami armatnimi i bombami. Podpalono również 30 sążni(4) drewna opałowego dla garnizonu, magazyny pełne ubrań, broni i wyposażenia. Przed świtem prawie wszystko wokół Fortu William Henry było w ogniu. Brytyjczycy mieli dużo szczęścia, że nie było wiatru, gdyby nie to drewniane elementy palisady zapaliłyby się od temperatury.
  Około godziny 10:00, 21 marca, ogień przygasł a zaczął sypać gęsty śnieg. Opady trwały cały dzień i całą noc pokrywając jezioro i ziemię ponad metrową warstwą śniegu.
   Nocą z 21 na 22 marca kontynuowano oblężenie mimo bardzo złej pogody. Burza śnieżna i topniejący śnieg prawie całkowicie uniemożliwiały rozpalenie jakiegokolwiek ognia. Ostatnim, nie podpalonym jeszcze żaglowcem był duży, prawie gotowy do wodowania okręt, niemal stykający się bukszprytem z jednym z bastionów fortu. Rozzłoszczony odwilżą i narzekającymi Indianami francuski dowódca przywiązywał bardzo dużą wagę do jego zniszczenia. Zatem rankiem 22 marca grupa 20 francuskich ochotników i żołnierzy dowodzonych przez Markiza Wolfa podjęła śmiałą próbę podpalenia stojącego na drewnianej pochylni okrętu, nie spalonych jeszcze niektórych magazynów, szpitala, tartaku, zapasów bali i tarcicy oraz kilkunastu chat rangersów. Ustawienie ich było takie, że były chronione ogniem fortowych muszkietów. Jednak komendant Eyre widząc determinację Francuzów postanowił poświęcić wszystkie zewnętrzne budynki. Rangersi musieli patrzeć jak płonie ich dobytek pozostawiony w pośpiesznie opuszczonych chatach. Błagali by pozwolić im zrobić wypad celem odrzucenia wroga i ratowania pozostawionych rzeczy. Ostatecznie łupem Francuzów padły 2 galery 28-30 wiosłowe i część zabudowań pod fortem, w tym chaty rangersów. Straty Francuzów w tym wypadzie to 5 żołnierzy, 1 oficer i ranny wojownik indiański.
   23 marca, wobec przedłużającej się odwilży francuski dowódca zdecydował zakończyć operację i armia wyruszyła w drogę powrotną. Dzień później Francuzi dotarli do Fortu Carillon, skąd część wojska i milicji wysłano do Fortów Saint Frederic i Saint Jean.
   Atak na Fort William Henry trwał od 18 – 23 marca 1757 roku. Efektem francuskiej kampanii było zniszczenie dużej ilości zaopatrzenia i co było bardzo ważne prawie całej floty brytyjskiej na Jeziorze George. Opóźniło to znacznie operacje ofensywne Brytyjczyków w tym rejonie. Dzięki czujności rangersów Starka fort został obroniony. Po tych wydarzeniach fort wzmocniono a pod koniec marca nowym dowódcą mianowano podpułkownika George Monro. Jednak pod nowym dowódcą fort nie miał tyle szczęścia, 5 miesięcy później podczas drugiego ataku fort musiał stawić czoło kilkakrotnie silniejszej armii Montcalma. Podczas tego ataku Fort William Henry został całkowicie zniszczony.

Oprac. YP

Źródła:

www.kronoskaf.com

Burt Loescher - The History of Rogers Rangers vol.1

Reminiscences of French War Containes Rogers Expedition by John Stark

Fort William Henry 1755–1757 – Ian Castle, Osprey

 * * * 

PRZYPISY

(4) Miara miała długość rozpostartych ramion dorosłego mężczyzny. Pochodną sążnia jest sąg – jako sześcienna miara drewna

(3) Szkorbut jest spowodowany brakiem witaminy C w organizmie. Szkorbut swoim oddziaływaniem możne objąć wiele narządów, stąd jest zakwalifikowana jako choroba wielonarządowa. Szkorbut dawniej często występował wśród żeglarzy, piratów i innych osób znajdujących się na pokładzie statków na morzu dłużej niż mogły być przechowywane nietrwałe owoce i warzywa (żywiąc się zamiast tego, peklowanym i solonym mięsem, suszonymi ziarnami) oraz wśród żołnierzy, podobnie pozbawionych takiej żywności przez dłuższy czas.

(2) Dzień Świętego Patryka - święto patrona Irlandiiśw. Patryka, obchodzone 17 marca.

(1) Chodzi o Caughnawaga

 

22 lutego 2021

Wspominki o Gorham Rangers

 

W Nowej Szkocji działały dwie znane kompanie rangersów – Gorham's Rangers i Dank's Rangers. Tej pierwszej warto poświęcić więcej miejsca ponieważ była to najstarsza kompania rangersów działająca nieprzerwanie od 1744 roku do jej rozwiązania w 1763. Rangersi Gorhama zaczynali jako Kpt. John Gorham's Indian Rangers of the Woods. Kompania złożona była głównie z Indian Mohawk i Metysów, doskonale zaznajomionych z indiańską taktyką. We wrześniu 1744 roku ówczesny gubernator Nowej Szkocji, William Shirley wysłał kompanię Gorhama do Annapolis celem wzmocnienia garnizonu. Podczas tej kampanii przeprowadzili wiele potyczek z indiańskimi sprzymierzeńcami Francuzów. W 1747 roku John Gorham dostał od króla Jerzego II patent oficerski kapitana armii regularnej do dowodzenia kompanią 100 ludzi w celu obrony twierdzy Annapolis i prowincji Nowa Szkocja. W latach 1747 – 1749 Gorham's Rangers wspólnie z głównymi siłami bronili prowincji wspierani przez dwa uzbrojone, prywatne okręty żaglowe Gorhama. Operując na wodzie i lądzie, zastraszali Indian i akadyjskich Francuzów systematycznie powiększając obszar angielskiego panowania. W 1749 roku kompania włączona została do wojsk Nowej Szkocji stając się właściwie regularnym oddziałem. I chociaż Wojna króla Jerzego zakończyła się w 1748 roku, oni ciągle zaciekle walczyli z Francuzami i Indianami aż do 1752 roku. W latach 1749 – 1752 kompania Gorhama czasowo połączona była z dwoma innymi, krótko istniejącymi kompaniami. Przez cały ten czas prowadzili rekrutację wzmacniając kompanię. W październiku 1750 roku ogłoszenie w Boston Weekly News zachęcało „dżentelmenów ochotników” do zaciągania się do Niezależnych Kompanii Rangersów w Nowej Szkocji. Rekruci obiecane mieli uniformy z niebiesko-czarnego sukna, fundusze na rozrywki i w dyskretny sposób nagrody za indiańskie skalpy.


W 1751 roku zmarł John Gorham, jego następcą został młodszy brat Joseph, który do tej pory był pierwszym porucznikiem w kompanii.


W 1755 roku zapiski francuskie wymieniały ich jako „...niezależną kompanię 120 porządnych Maringhams (Mohican) Indian, którymi nasi indiańscy sprzymierzeńcy pogardzają i złych obywateli z innych narodów. Korpus ten przeznaczony jest do działań w lasach”, dodając że oni nie „rezydują w Halifax”. Wtedy kompania miała 110 szeregowych i 6 oficerów, później w 1757 roku zwiększono stan do 130 rangersów i 8 oficerów. W 1758 roku Gorham's Rangers byli częścią armii gen. Amhersta podczas oblężenia twierdzy Louisbourg chroniąc tyły i flanki Brytyjczyków przed Francuzami i Indianami. Następnego roku rangersi Gorhama byli jedną z sześciu kompanii rangerskich wchodzących w skład armii gen. Jamesa Wolfe'a biorącej udział w ataku na Quebec. W rzeczywistości Gorham's Rangers działali bardziej na wschód od Quebecu, niszcząc w sierpniu i na początku września 1759 roku wiele osad takich jak La Malbaie i Kamouraska. Wrócili do Nowej Szkocji po kapitulacji miasta. W sierpniu 1760 roku Joseph Gorham w uznaniu zasług awansowany został na stopień majora armii regularnej. Jego rangersi nazywali się teraz North American Rangers i jako jedyny oddział rangerski włączeni zostali w skład armii regularnej. Oddział składał się z jego własnej i jednej lub kilku innych kompanii. Prawdopodobnie część z nich wysłano do dzisiejszego Nowego Brunszwiku. W 1762 roku jakieś 225 rangersów Gorhama wysłano do New York skąd wypłynęli do Hawany gdzie dołączyli do oblegających miasto Brytyjczyków. Po upadku Hawany rangersi wcieleni zostali do innych brytyjskich regimentów stacjonujących na Kubie. Gorham i jego oficerowie powrócili do New York przeprowadzając nową rekrutację do tworzącego się Corps of Rangers. Oddział ten rozwiązano pomiędzy 1763 – 1764 rokiem chociaż później część z nich walczyła przeciwko Pontiakowi.

 

oprac. Duch Niagary

 

PS. :

tekst pochodzi z nieistniejącej już naszej starej strony o rangersach 



„Tajemnicze wyspy” Windward Islands

       Compagnies franches de la Marine stacjonowali nie tylko w Nowej Francji, ale i w innych koloniach francuskich. W anglojęzycznych opra...