5 grudnia 2015

Podsumowanie sezonu 2015 - cz. 2

17-18 kwietnia - Zumberk
W jedno osobowym składzie dołączyliśmy do francuskiej ekipy ze Świdnicy i wyruszyliśmy na manewry w Czeskim Zumberku. Jak to na manewrach bywa w tym roku Francuzi bronili obozu przed skutecznymi atakami brytyjczyków. Wyjazd ten sporo nas nauczył i pokazał dystans jaki mamy do Czechów "bawiących" się w FIW już prawie 20 lat. Manewry w Zumberku z pewnością są tym o co nam chodzi i do czego należy dążyć.



5-6 czerwca - Gdańsk Oliwa Zoo
Wzięliśmy udział, w dwuosobowym składzie, w charytatywno-edukacyjnej imprezie "Wieczór marzeń" w Oliwskim Zoo. W imprezie wzięli też udzial inni indianiści. Wspólne udało się pokazać kilka kobiecych tańców, w rozbitym tipi przy pieczeniu chleba snuły się opowieści o Indianach. Wieczorne ognisko  i wspólne zwiedzanie zoo były zasłużonym relaksem.




12-14 czerwca - Skansen w Chorzowie
VI Zjazd Rycerstwa Chrześcijańskiego, pod taką nazwą kryła się impreza na którą przyjechało kilkanaście grup rekonstrukcyjnych i my mieliśmy możliwość wziąć w niej udział. Tym razem w większym gronie pięciu osób, po raz pierwszy  postawiliśmy wigwam, w którym nocowaliśmy. Niektórzy z nas wzięli udział w turnieju łuczniczym, a na zakończenie imprezy uczestniczyliśmy w Bitwie Epok.





cdn

29 listopada 2015

Podsumowanie sezonu 2015 - cz.1

Tegoroczny sezon się skończył warto więc skrótowo go podsumować. Zaznaczymy imprezy na których byliśmy i tam gdzie pamięć pozwoli  znajdzie się więcej szczegółów. Nie na wszystkich imprezach była cała grupa, ale odnotujemy tutaj te imprezy na których pojawiliśmy się nawet w  małym składzie. Sezon tegoroczny możemy uznać za udany.

27-28 lutego - Łochowo
Dwe osoby z naszej grupy pojechały na spotkanie doroczne 14 Regimentu z Luizjany, naszych znajomych odtwarzających Wojnę Secesyjną. Odbyliśmy pouczające rozmowy, jak również wzięliśmy udział jako goście w przemarszu regimentu, zakończonego uroczystą kolacją.



7 marca - Patrol na pożegnanie zimy.   
W składzie czteroosobowym zrobiliśmy jednodniowy patrol na Jurze w okolicy góry Birów. Troszkę poganialiśmy sobie po skałkach, odbyła się też musztra rangersów, jak i odpowiadaliśmy na pytania zaciekawionych turystów.






11-12 kwietnia - Pow wow Uniejów
Zaznaczyliśmy swoja obecność na 13 wiosennym pow wow w Uniejowie. Na tym pow wow swój debiut miała nasza pierwsza publikacja z serii French Indian War pt. Torby, sashe i srebro w XVIII w. Broszura cieszyła się powodzeniem. Nasza grupa została  zauważona na  szerszym forum indianistycznym.

cdn.

3 listopada 2015

Tricorn z kaplina v. 1.0

Jak zrobić tricorna z półproduktu jakim jest kaplin. Poniżej jedna z możliwych wersji. Do zrobienia tricorna potrzeba :

1. kaplin
2. żelazko z możliwością produkcji pary
3. koc i stół
4. miska o wymiarach naszej głowy
5. szpilki i krochmal z mąki ziemniaczanej

Kaplina kupujemy w  Evicie o odpowiednim rozmiarze. 


Zakładamy kaplin  na głowę i zaznaczmy miejsce gdzie ma zaczynać się rondo. Wywijamy  rondo w górę a do środka wkładamy miskę, zmięte gazety itp i przyszpilamy tą konstrukcję do koca leżącego na stole. Przy pomocy żelazka z dużą ilością pary wypłaszcamy rondo, przyszpilając brzegi ronda do koca. Pod wpływem gorącej pary filc daje się łatwo kształtować. Po ostygnięciu wkładamy na głowę, sprawdzając czy kapelusz pasuje. Jeśli nie pasuje zaznaczamy miejsca gdzie trzeba coś poprawić i znowu traktujemy kapelusz gorącą parą. Robimy tak aż do skutku czyli do zadowalającego nas efektu. Na samym końcu usztywniamy kapelusz krochmalem.



 gotowy tricorn
 


napisane na podstawie info z : Northern Trail Forum

więcej zdjęć w albumie  Tricorn


14 października 2015

Tricorn - krótka historia

   Tricorn, czyli kapelusz trójgraniasty pojawił się w wyniku ewolucji kapelusza z okrągłym, szerokim rondem, używanym we Flandrii w XVII w. przez wojska hiszpańskie. Aby lepiej chronić się przed warunkami atmosferycznymi, zaczęto podwijać do góry brzeg kapelusza z jednej strony.

 Hiszpańscy żołnierze w XVII w.

   Z czasem zaczęto podwijać do góry rondo z trzech stron, w taki sposób, że tworzył się kształt zbliżony do trójkąta, co powodowało, że deszcz z rogów swobodnie spływał.

   
   Podczas wojny Francji z Hiszpanią o Niderlandy w XVII wieku, ten typ kapelusza rozprzestrzenił się w armii francuskiej a następnie trafił na dwór Ludwika XIV co zaowocowało modą w Europie zarówno wśród wojskowych, a od ok. 1720 r. wśród cywili.
   Tricorn był bardzo popularny w XVIII w. a u szczytu swej popularności kapelusz różnił się znacznie w stylu i wielkości. W wieku osiemnastym kapelusze te były określane mianem "cocked hat". Na brzegach często były umieszczane pióra, rozety, kokardy czy też obszycia, które funkcjonowały jako znak przynależności do oddziału czy narodu lub jako wyraz lojalności wobec władcy.

   
   Kapelusz trójgraniasty noszono  zwykle jednym z rogów nad czołem. Zazwyczaj był wykonany z włókien pochodzenia zwierzęcego, ekstrawaganckie ze skóry bobra i tańsze z filcu. Taki styl kapelusza spełniał też dwa cele, po pierwsze pozwalał pokazać najbardziej aktualny styl modnych peruk, a tym samym status społeczny właściciela. Po drugie był na tyle mały, że łatwo dawał się schować pod pachę, gdy etykieta wymagała zdjęcia kapelusza.


    

   Tricorn po ok. 1786 r. w wojsku został zastąpiony przez bicorn (dwuróg), ale w ubiorach cywilnych był używany aż do XIX wieku. W USA tylko pięciu pierwszych prezydentów nosiło ten styl kapelusza. W Polsce upowszechniły się w czasach saskich i używane były powszechnie jeszcze w epoce stanisławowskiej, choć po zmianie przepisów dotyczących umundurowania armii polskiej na strój narodowy, zostały zastąpione przez kaszkiety, kapelusze i rogatywki.


A.styl cywilny

B.styl wojskowy

oprac. 
z info znalezionych w internecie

 

1 października 2015

Irokeski sash

   Sash tego rodzaju (A-kia-tan-ha O-ken-ha) pozostawał w powszechnym użyciu wśród  plemion Ligii Irokeskiej, stanowił cenny przedmiot wymiany handlowej a Indianie sami go wykonywali. Noszono je przerzucone przez ramię, w sposób jaki możemy obserwować u kolonialnych oficerów, którzy nosili szable przy boku z wykorzystaniem podobnych szarf lub na których zawieszali swoje torby. Sashe wykorzystywano także by się nimi przepasać, wtedy pełniły funkcję ozdobnego pasa, do którego można było przymocować, dopiąć potrzebne rzeczy, jak. np. torebki itp.


   Pierwotnie wykonywano sashe w sposb ręczny tj. tkano je w palcach, stanowiły połączenie skomplikowanych wzorów i ornamentów. Substytutem tej techniki jest robienie szarf na drutach, co także umożliwia wykonanie pięknych sashy z wykorzystaniem wielobarwnej wełny. Sash można wykonać także jako jednobarwne o czarnym tle, na którym później naszywa się wzory z białych koralików.

   
   Rozmiary sash'a wahają się od ok. 8 cm do ok. 25 cm szerokości i od 120 cm do 240 cm długości, niemniej każdy musi indywidualnie dobrać sobie długość  szerokość sasha. 
  Wiele szarf ,także i tych współczesnych, wykonanych jest na bazie paska skórzanego o odpowiedniej długości i szerokości, zdobionego koralikami.

   
   Współcześnie bardzo popularne stały się sashe z aksamitu lub wełny w kolorach jasnej czerwieni, ciemno niebieski lub czarny, który naszywa się na sztywniejszy materiał np. filc lub płótno brezentowe. Brzeg takiego sasha zdobi się kontrastową lamówką zaś lewa strona zwykle jest wykonana z innego jasnego materiału.

   
   Sash lub raczej szarfa taka ma zwykle ok. 10 d0 15 cm szerokości i ok. 120 d0 150 cm długości. Zanim ostatecznie zszyje się oba końce szarfy, wkłada się pomiędzy tworzące sasha warstwy odcinki delikatnej jasnej skóry o szerokości sasha i długości ok. 60 cm.

   
   Po zszyciu dodane odcinki skóry po obu stronach, tnie się na frędzle. Aksamit lub wełna powinna być wcześniej ozdobiona koralikami lub srebrnymi broszami.

  
   Każdy rodzaj sasha będzie interesującym dodatkiem do stroju. Dodać należy, że jest możliwe noszenie du  szarf jednocześnie, przewieszonych przez oba ramiona.

tłum. Janusz Cree

źródło :
Bob Gabor - Costume of Iroquois



14 września 2015

Lacrosse : Irokeska tradycja



   Dzisiaj tę grę uprawia się na całym świecie, sport o nazwie lacrosse pochodzi od Indian Haudenosaunee (liga irokeska), znanej już u nich w pradawnych czasach, a zwanej przez Oneidów Ga-lahs.
   Do uprawiania tej gry wymagana jest niezwykła zręczność aby złapać, przenieść i podawać piłkę używając do tego celu specjalnego kija do gry, na którego końcu znajduje się coś w rodzaju koszyczka. Aby dobrze grać w lacrosse ważnymi cechami, którymi musi wykazać się zawodnik to szybkość, wytrzymałość i siła.
   Oneidowie, podobnie jak i inne irokeskie plemiona namiętnie grali w tę grę, traktując ją jako dobrą rozrywkę i rodzaj ćwiczeń fizycznych. Można także powiedzieć, że gra lacrosse była pewnego rodzaju religijną uroczystością.
    Ustana tradycja mówi o początku Ligii Irokeskiej, w której wyszczególnia się iż młodzi wojownicy zaprezentowali tę grę samemu Hajawacie, jednemu z założycieli Ligi, aby pocieszyć go po stracie swoich dzieci.
   Mówi się, że lacrosse jest dla Stworzyciela nie tylko przyjemnością ale również świętym obrzędem dla Istoty Grzmotów, siedmiu szacownych Dziadków przemieszczających się po niebie z zachodu na wschód, oczyszczając ziemię za pośrednictwem wiatrów i deszczu. W niektórych społecznościach irokeskich, lacrosse uznaje się też jako uzdrawiający rytuał stosowany przez szamanów w czasie wizji.


     HISTORYCZNE OPISY GRY U ONEIDÓW

Ebenezer Elmer przekazuje nam oto taki opis gry, który pochodzi z 1776r. :

     Gra polega na wielokrotnym uderzaniu piłki i przerzucaniu jej poza wyznaczone linie znajdujące się po stronie przeciwnika. W grze brało udział od 15 do 20 zawodników po każdej stronie. Linie wyznaczone były przez 40-50 kołków, prętów wbitych w ziemię w odpowiednich odległościach. Uderzenie piłki wymagało największej zręczności i nie mniejszej aktywności jak i nieprzeciętnych zdolności operowania ciałem aby kontynuować bieg przez całe boisko z wielką furią przez co najmniej 2 godziny.
    
Znana jest relacja Josepha Bloomfielda z 1776r., w której czytamy, że swego czasu rozegrano dwa wielkie mecze pomiędzy Oneidami a Tuscarora :

     Za każdym razem kiedy robiono zakłady w postaci różnych ozdób wartość ich oceniano na blisko 100 dolarów, które po wygranym meczu stały się własnością Tuscarorów. Oneidowie do tej pory wygrywali wszystkie mecze. W czasie tych zawodów  robiono zakłady, zbierane głównie przez kobiety liczne ozdoby w tym wampumy, srebra, bransolety z paciorków, kolczyki, różnego rodzaju biżuteria, naszyjniki, pasy, czy szpilki stanowiły nagrody w obstawionych zakładach. Rozgrywane mecze to swego rodzaju targi, przy czym godne uwagi jest to, że w takich przypadkach nie występują nigdy oszustwo czy żadne inne niewłaściwe zachowanie.

Kolejny opis z 1790r. pochodzi od Paolo Andreani :
 
   W miesiącach letnich zbiorów naród Oneida nie urządzał polowań. Pewnym wyjątkiem było nadzwyczajne zdarzenie kiedy to w tym czasie mężczyźni prawie każdego dnia zabawiali się grając w grę polegającą na podrzucaniu piłki. Każdy gracz wyposażony jest w rodzaj rakiety, długiej na ok. 4 stopy i 6 cali na końcu zakrzywionej i splecionej sznurkiem, służące do chwytania i rzucania piłki. Gracz, któremu uda się złapać tym instrumentem piłkę a następnie wyrzucić  ją w ten sam sposób, musi przez cały czas baczyć aby inni mu jej nie dotknęli i wytrącili, co czynili z wielką determinacją przez wiele okrążeń wielkiego boiska. Gra ta wymaga dużej zwinności jak i doświadczenia.

Alfred Cope w 1849r. pisze, że :

 Uczestnicy  gry przygotowują się do niej stając w dwu liniach-szeregach twarzami do siebie w odstępach ok. 4 stóp. Każdy chłopiec wyposażony był w kij odpowiedniej długości. Dwóch liderów-kapitanów rywalizujących ze sobą drużyn przed rozpoczęciem gry prezentuje swoje kije unosząc je do pozycji pionowej zetknięte razem, przytrzymując między nimi przez chwilę spokojnie zawieszoną piłkę. Na dany sygnał następuje gwałtowna walka, każdy wytężając wszystkie swoje siły by pokonać natarcie przeciwników, wyrzucał piłkę w kierunku bramki, która znajdowała się po ich lewej stronie. Wkrótce siła zawodników przeważyła na korzyść jednej strony i piłka szybko została rzucona w powietrze lecąc z szybkością strzały. Cała grupa natychmiast była ścigana i otaczana na najwyższej szybkości. Sposób w jaki czyniono pogoń za przedmiotem gry częstymi zrywami tam i z powrotem, w przód i w tył, z jednej strony na drugą, młodzi Indianie podskakując odbijając się od ziemi stwarzają niezwykły widok, gdzie godne podziwu było panowanie nad sobą, które zawodnicy zachowywali przez całe zawody, mimo że przeciwstawne strony często w ferworze walki wzajemnie się powalały, zadawane były ciosy i uderzenia. Wielka zwinność młodych mężczyzn i zadziwiająca elastyczność ich ruchów wprowadzały w zachwyt oglądających ich widzów.

znalazł i tłum. : One Arrow


5 sierpnia 2015

Joshua Goodenough – portret rangersa - cz.2

    Odpoczynek zimą i wiosną 1758 roku upłynął na w niewielkiej skali misjach zwiadowczych. Z nadejściem lata rozpoczęła się nowa kampania uchwycenia Fortu Carillon (Kampania Abercromby'ego). Goodenough opisał dużą ilość potyczek na północnym końcu Jeziora George gdzie zginął Lord Howe. Rangersi szanowali Howe'a jako dobrego oficera a Goodenough zapisał że: „Lord Howe został postrzelony przez pierś, wszyscy byli bardzo przygnębieni ponieważ był on naszym prawdziwym przywódcą i bardzo podnosił nadzieję na nasz sukces”. Goodenough również podkreślił rolę francuskiego planu obronnego pod Fortem Carillon wykorzystującego ścięte drzewa.
     „Kierowaliśmy się ku francuskiej pikiecie i weszliśmy w otwarty teren gdzie powalone szczytami do nas drzewa tworzyły potężną fortyfikację (abbatis)... [To] było wszystko co mogliśmy zrobić pod buchającymi kulami francuskimi armatami i muszkietami chociaż konary i odłamki latały wokół nas... Szeroka, czerwona ściana oddziałów brytyjskich nacierała szeregiem z zamiarem szturmu na bagnety... Plątanina powalonych drzew...przełamane ich pozycje i francuski piekielny ogień i śmierć
     Dalej notuje: „Uczestniczyłem w wielu bitwach i potyczkach ale nigdy nie byłem świadkiem takiej rzezi i tak szaleńczej walki jak brytyjski szturm na Ticonderogę


     Goodenough brał udział w jednym z ataków uderzeniowych ale zmuszony był wrócić. Wydaje się, że nie został ranny podczas walki. On i inne małe grupki rangersów użyte były do osłaniania brytyjskiego odwrotu przed atakami Francuzów i Indian. Potwierdza również, że Armia Brytyjska była prawie kompletnie zdemoralizowana po tych dniach walk. Później, jak podaje zwolnił się i powrócił w rejon na zachód od Albany. Pracował jako handlarz do wiosny 1759 roku, kiedy to stwierdził, że jego życie jest tak nudne, że jeszcze raz spróbuje dołączyć do rangersów. Wrócił do Albany i spotkał się z majorem Robertem Rogersem, któremu wspomniał, że pragnie dołączyć do oddziału.
     W tym miejscu wydaje się, że jego dziennik zawiera chyba trochę nieścisłości. Goodenough podaje, że spotkał się z innymi rangersami w Crown Point. Miałoby to sens gdyby mówił o lipcu lub sierpniu 1759, ale on opisuje duży oddział 250 lekkich piechurów i rangersów wyruszających do Isle-au-Noix w czerwcu. Skoro ten atak miałby mieć miejsce w czerwcu to Brytyjczycy wtedy jeszcze nie zdobyli Carillon ani Crown Point.
     Po jego powrocie do rangersów notuje, że niektórzy starzy żołnierze opuścili korpus. Zauważa że: „była wielka zmiana w szeregach rangersów, wielu starych, okrzepłych wróciło do domu”. Jego stary przyjaciel Shanks wciąż był z korpusem. Stary w porównaniu z innymi Shanks pragnął pozostać. Goodenough mówi: „[Shanks] miał taką nienawiść do Francuzów a szczególnie do kanadyjskich Indian, że wciąż chciał z nimi walczyć. Oni zabili wszystkich jego krewnych w New Hampshire czyniąc go zawziętym ich wrogiem. Mówił, że mogą oni zabić również jego i tym samym zakończyć jego rodzinę”.
     Jak poprzednio wspomniano, oddział 250 rangersów i lekkiej piechoty skierował się w łodziach wielorybniczych do Isle-au-Noix. Po przybyciu na wyspę i rozbiciu obozu stoczyli potyczkę z żołnierzami francuskimi. Duży oddział atakujący skierowany został wówczas na północ w kierunku St.Jean. Postanowili jednak nie atakować, ale ruszyli do innego fortu, którego Goodenough nie wymienia z nazwy. Ich atak zaskoczył garnizon a Goodenough przedstawił interesujący opis, który może świadczyć o znęcaniu się nad ludnością cywilną w forcie. Jak podaje: „Pojmaliśmy cały garnizon, mężczyzn, kobiety i dzieci. Później spaliliśmy i zniszczyliśmy wszystko. Kobiety i dzieci zostawiliśmy na łasce losu ale mężczyzn popędziliśmy naprzód jako jeńców”. Kobiety i dzieci pozostawili oczywiście bez żywności ponieważ wszystko było zniszczone. Oddział wycofał się na południe do Crown Point. W dzienniku tego nie ma ale kiedy oddział wrócił, pozostał na południu Jeziora Champlain do czasu aż generał Amherst nie wyruszył na północ w 1760 roku. Goodenough wspomina, że rangersi przeprowadzali różne rajdy wzdłuż jeziora w okresie jak przypuszczamy jesieni i zimy 1759 oraz wiosny 1760 roku. Kończy swój dziennik opisem marszu jego oddziału z całą armią na północ, drogą do Chambly, gdzie dowiedzieli się o kapitulacji Francuzów. Wówczas Goodenough po raz drugi zwalnia się i wraca do domu podejmując prace handlarza na zachód od Albany.

 
tłum. YP
Źródło :
Daniel Marston - The French-Indian War 1754-1760
 
 

Jeffrey Amherst

 

„Tajemnicze wyspy” Windward Islands

       Compagnies franches de la Marine stacjonowali nie tylko w Nowej Francji, ale i w innych koloniach francuskich. W anglojęzycznych opra...