21 lutego 2017

Kurtka mundurowa RR – jak to jest

     Wiele się o niej mówi, wiele grup rekonstrukcyjnych je nosi i co ciekawe czasem różnią się te kurtki od siebie znacznie. Więc jak to jest z tą „kurtką rangerską”?
     Wiemy, że w kompaniach Rogersa przed 1758 rokiem nie było jednolitego umundurowania. Była to mieszanka europejskich i tubylczych ubiorów w ziemistych kolorach (burych, szarych, brązach, czerniach) i doskonale maskujących zieleniach. Rogers jako świetny obserwator widział zalety zielonych odcieni w puszczach. W tym czasie w innych oddziałach rangerskich charakterystyczna była różnorodność umundurowania, dowództwo próbowało w obrębie każdej kompanii wprowadzać inne umundurowanie. Dla przykładu Gorham's Rangers nosili ubiory ciemnoniebieskie lub czarne, Dunn's Rangers szare, Putnam's Rangers i Gage's 80th Light Infantry brązowe. Ludzi Rogersa kojarzono z kurtkami zielonymi.
   Wspomina o tym kpt. J.Knox w swoich dziennikach. Również Henry Pringle wspomina jak w marcu 1758 podczas II Bitwy na Rakietach Śnieżnych rangersi w krytycznej sytuacji zrzucali z siebie kurtki by nie być łatwym celem na białym śniegu. Notuje wtedy o kurtkach różnych kolorów, w tym i zielonych. Rogers również pozbył się swej zielonej podczas ucieczki. Po bitwie Francuzi i Indianie znaleźli wiele różnorodnych kurtek o różnej kolorystyce. Oczywiście oficerowie i rangersi nosili kurtki czy płaszcze ale różniły się one długością, krojem, materiałem czy odcieniami. Była to zbieranina różnego rodzaju praktycznych kurtek i płaszczy począwszy od kurtek myśliwskich po cywilne, wojskowe i sportowe z tendencją właśnie na kolor zielony. Ale nie były to kurtki mundurowe. O kurtce mundurowej Rogers Rangers możemy mówić właściwie od 1758 roku (właśnie po II Bitwie na Rakietach Śnieżnych). Markietant z Albany zanotował, że w kwietniu Rogers zlecił u producentów z Albany zamówienie krótkich, zielonych kurtek z grubej wełny, z zieloną, bawełnianą lub lekkiej wełny podszewką i białymi, metalowymi guzikami. Kurtek mało znanych jeszcze w tym czasie, w których Rogers zastosował kilka modyfikacji. Byłoby jednak dużym błędem przypuszczenie o całkowitej jednorodności ubiorów rangersów w 1758 roku. Letnia inwentaryzacja w Halifax wykazała posiadanie jeszcze wielu typowych cywilnych ubrań z Nowej Anglii noszonych również z nowymi kurtkami.
     Jak więc wyglądała ta zagadkowa kurtka RR? Niestety nie zachowały się żadne kurtki z tego okresu, nie ma dokumentacji!!! Istnieją tylko opisy. Początkowo badacze próbowali opierać się na badaniach m.in. ubioru postaci z obrazu „The Death of General Wolfe”.  Nie było to jednak wiarygodne źródło. Pozostały więc opisy, na podstawie których historycy próbują zrekonstruować wzór. Przypuszcza się, że źródłem pochodzenia kurtki mogły być wojskowe kurtki lub bardzo lubiane przez rangersów krótkie, dwurzędowe sportowe kurtki z Nowej Anglii. Trudno też określić jakie zmiany wprowadził Rogers. Prawdopodobne jest, że zmienił zapinanie klap by zachodziły na siebie zapewniając więcej ciepła. Mógł też wprowadzić kieszenie, których kurtki wojskowe nie posiadały (miały naszyte tylko klapy) a w kurtkach sportowych były na piersiach. Nie ma jednolitej zgody co do wyglądu. Udało się jednak wypracować kompromis zaakceptowany przez większość historyków, artystów i rekonstruktorów (m.inn. Ron i Gerry Embleton, Gary Zaboly). Ustalono jakie kryteria powinna spełniać taka kurtka i przedstawiono prawdopodobny szkic/wzór. Zaprezentowano go w jednym z zeszytów Sketchbook 56 vol.I Rogers Rangers z zastrzeżeniem, że jest to tylko hipotetyczny wygląd kurtki RR.
     Jeśli więc zdecydujemy się na uszycie takiej kurtki powinniśmy wiedzieć kilka podstawowych rzeczy:
  • kurtka mundurowa jest z grubej wełny koloru zielonego, obszycia i mankiety z trochę ciemniejszej zieleni niż korpus kurtki, podszewka z lekkiej wełny, bawełny koloru zielonego
  • kurtka mundurowa jest krótka, dwurzędowa, z rozciętymi lub prostymi mankietami (pokazane na szkicach dwie odmiany mankietu wydają się być właściwe)
  • kurtka może być z kołnierzem lub bez
  • kurtka może posiadać kieszenie (mogą też być naszyte tylko klapy) 
  • guziki z białego metalu/pewter (28,6mm) mogą być płaskie lub wypukłe (odwrócone „R” na guzikach nie jest udokumentowane). Zapinanie na haczyki lub oczka w górnej części kurtki.
 

     Kurtkę w wersji oficerskiej i rangerskiej, opracowaną według tych wskazówek posiada Jaeger Battalion. Była ona wielokrotnie modyfikowana w miarę poznawania nowych faktów. Nie jest w niej ustalony konkretny odcień ale jak wynika z opisów może to być ciemna leśna zieleń. Z batalionem współpracuje wiele osób znających i badających okres FIW. Wiedza i wkład jaki wnoszą te osoby w poznawanie codziennego życia XVIII w. pozwala na wiarygodność tego co przedstawia w/w grupa rekonstrukcyjna, chociaż nie zawłaszcza sobie ona wyłączności na ostateczne i właściwe poznanie ubioru RR.
     Planując w przyszłości zakup lub uszycie takiej kurtki mundurowej Rogers Rangers powinieneś o tym pamiętać. I jeśli masz jakieś wątpliwości lepiej sobie odpuść. Niejednolitość i szeroki zakres ubiorów stosowanych przez rangersów pozwoli Ci wybrać coś dla siebie. Odtwarzając jakąś postać z okresu FIW pamiętaj o najważniejszym – Przedstawiasz postać historyczną a nie wymyślasz własnej.

Poniżej Marc Grieves – Robert Rogers, autorska wizja postaci i kurtki wg szwedzkiego artysty


oprac. : YP


Źródła:

  • Sketchbook 56 vol.I Rogers Rangers – Ted Spring
  • A Guide for Proper Clothing and Gear in the 1750 – Jaeger's Battalion Rogers' Rangers
  • American colonial ranger. The northern colonies 1724-64 Osprey
  • The Battalion Journal - Spring 2016

26 stycznia 2017

Snapsack czyli worek

Snapsack jest wczesną formą plecaka i był powszechnie stosowany, głównie przez cywilów. Jest to tubowata torba związana na jednym końcu i podobną funkcję spełnia melok czyli worek żeglarski. Zrobiony jest z grubszego płótna i przydaje sie do przenoszenia całego dobytku. Wymiary snapsacka mogą byc różne, pas nośny może być skórzany lub z tego samego płótna co  tuba. Najważniejsze jest to by był wygodny do dłuższego noszenia, bo cały dobytek tam będzie. Poniżej przykładowe wymiary snapsacka 24x36 cala

 
wykrój tuby

 
sposób szycia


gotowy snapsack nie związany jeszcze


związany worek gotowy do użycia

Miłej zabawy podczas szycia i użytkowania


5 stycznia 2017

Jak zrobić wigwam - cz. 2

     Przykładowe pokrycie z materiału

     Gdy mamy już postawioną konstrukcję to trzeba ją czymś pokryć. Najprościej jest zrobić pokrycie z grubego płótna bawełnianego lub lnianego, zależnie do jakiego mamy dostęp. Może być oczywiście wodoodporne ale nie jest to konieczny warunek. Konstrukcja pokrycia jest konstrukcją, jak pisaliśmy wcześniej, otwartą co znaczy, że można zwiększać lub zmniejszać powierzchnię użytkową wigwamu. Poniżej podajemy przykładowe wymiary płacht z jakich składa sie pokrycie na wigwam. oczywiście można je sobie zmieniac dowolnie i na tyle na ile pozwoli dostepny materiał. W tym konkretnym wypadku wykorzystano całą szerokość materiału dostepnego. Trzeba też pamiętać, że chcemy pokryć kulę, a raczej jej połowę prostokątnymi płachtami, co niestety spowoduje, że będa powstawały  zagięcia. Jednakże zagięcia te w pewnym stopniu da sie ukryć kolejnymi warstwami i co najważniejsze w niczym nie przeszkadzają w użytkowaniu wigwamu.
     Gdy mamy juz postawiony szkielet to zaczynamy układać płachty od dołu i pierwsze układamy dolne płachty. Przykładowe wymiary płachty na rysunku,  im więcej dolnych płacht tym więcej połączeń, dlatego lepiej mniej płacht dłuższych niż więcej krótszych. Minimum to dwie by konstrukcja mogła być rozwojowa  i by w pewnych granicach można było zwiększać lub zmniejszać powierzchnie wigwamu. Do płacht przyszywamy uszka do których przywiązujemy sznurki i wiążemy do szkieletu a dół kołkujemy do ziemi.. 

     
     Oczywiście pamiętamy o otworze wejściowym, który później będzie zasłonięty, bo przecież jakoś musimy do środka wejść. Kolejne płachty zakładamy na górę konstrukcji, tak by zachodziły na zakładkę na dolne płachty. generalnie na górę powinno wystarczyć cztery płachty, przykładowe wymiary na rysunku poniżej.


    
     Proponujemy jednak od razu zrobić dwie dodatkowe płachty, czyli sześć. Płachty te wiążemy do konstrukcji by zachodziły na dolne i zostawiamy  u szczytu otwór. Tym otworem nie trzeba zbytnio się przejmować, wcale nie musi być symetryczny, zależnie od tego jak nam sie ułoży, jednak otwór ten musi być aby później przez niego uciekał dym z ogniska. Gdy już mamy wszystkie płachty powiązane na samą górę wrzucamy kolejną płachtę z wyciętym otworem dymnym.

    
      Ta płachta zakryje nam oczywiście wszelkie niedociągłości na szczycie wigwamu jakie powstały przy wiązaniu płacht górnego okrycia. Pamiętamy oczywiście, że wiążemy kwadrat na półkuli i tak naciągamy tą płachtę by otwór dymny był na środku i niwelujemy wszelkie fałdki, które powstaną. Płachtę tę wiążemy do kołków wbitych w ziemię, co wzmocni nam całą konstrukcję i ważne jest dobre umocowanie kołków i dobre naciągnięcie linek. Już prawie wigwam jest postawiony ale by dym nie snuł sie po wnętrzu a uciekał w górę potrzebna jest wiatrownica.

    
      Wiatrownica jest bardzo ważna i niestety trzeba ją ustawiac zależnie od tego z którtej strony wiatr wieje, podobnie jak w tipi. Płachta ta ma kieszenie na każdym rogu, aby łatwiej można było wsunąć tyczkę i postawic wiatrownicę, bez specjalnych poszukiwań odpowiedniego rogu na tyczkę. Tyczkę, nie za grubą oczywiście aby nam konstrukcji nie zawaliła wkładamy do jednej z kieszeni i po przekątnej drugi róg wiążemy do tyczki. Spowoduje to że dwa rogi po lewej i prawej stronie tyczki sa wolne i do nich wiążemy odpowiednio długie sznurki.Tyczkę wraz z przywiązaną wiatrownicą zarzucamy na postawiony wigwam  tak by zasłoniła otwór dymny. Z jednej striony będzie przylegać do wigwamu a z drugiej będzie uniesiona ponad pokrycie, co da nam swoisty komin którym będzie uciekał dym. Wspomniane wolne rogi wiążemy do osobnych kołków na ziemi. Można oczywiście  dowiązać więcej sznurków  do innych uszek wiatrownicy i dokołkować do ziemi, zwiększy to bezpieczeństwo przy mocniejszych wiatrach. Oczywiście wiatrownicą się operuje by wiatr nie wciskał dymu do środka, wtedy należy odkołkować ją i obrócić na tyczce w inną, odpowiednią stronę i przykołkować ponownie.



     Zostają jeszcze drzwi, które powinny być szersze od otworu który zostawiliśmy wcześniej. Dobrze by było aby drzwi posiadały dwa tunele w które można wsunąć kije usztywniające drzwi. Jeden tunel na dole a drugi mniej więcej pośrodku. usztywni to drzwi i spowoduje,że nie będą wpadały do środka. Na górze są uszka które przywiązujemy do ramy konstrukcji od środka i wykładając resztę materiału na zewnątrz wigwamu.  Woda powinna spływac po drzwiach. Oczywiście można sobie inaczej rozwiązać konstrukcje drzwi.
     Dwie dodatkowe płachty mniejsze górnego pokrycia mogą posłużyc nam na  uzupełnienie dołu, gdy źle wymierzyliśmy sobie promień okręgu i powstała szpara oraz na górne pokrycie gdy powstanie  jakaś szpara której nie da się inaczej zakryć.
     Wigwam jest gotowy i smiało można w nim palić ognisko. Nie wszystko da się łatwo opisać ale po kilkukrotnym postawieniu samemu dochodzi sie do pewnych rozwiązań. 

Powodzenia


19 grudnia 2016

Indianie leśni w starych publikacjach

    Jest mało publikacji po polsku dotyczących Indian leśnych, jednakże w przeciągu kilkunastu lat powstały krótkie opracowania dotyczące poszczególnych plemion leśnych. Nie są one zbyt obszerne i jedynie sygnalizują temat, ale są to perełeczki z którymi warto sie zapoznać. Oczywiście publikacje nie ograniczają się tylko i wyłącznie do XVIII w, ale warto poznać historie plemion z którymi biali wchodzili w różnego rodzaju interakcje. I na osłodę trochę legend i opowieści plemion z algonkińskiej rodziny językowej.
     Poniżej linki do odnalezionych "monografii" leśnych Indian, z którymi każdy może sie zapoznać. Wystarczy kliknąć na nazwę.

Ojibway źródło nieznane

Konfederacja Illinois copyright Robert Fester

Lisy i Saukowie  copyright Lee Sultzman

Menominee oprac. M. C.

Algonkini właściwi   copyright Lee Sultzman

Plemiona irokeskie copyright Lee Sultzman

Legendy plemion algonkińskich  źródło i tłum nieznany

Dziękujemy wszystkim autorom tekstów i mamy nadzieję, że z czasem lista sie rozrośnie. 

Miłej lektury.

16 listopada 2016

Jak zrobić wigwam - cz. 1

      Dla tych co samodzielnie chcą wykonać jak i postawić wigwam.

    Tytuł tego posta może jest na wyrost, bo w warunkach polskich zrobienie  wigwamu z prawdziwego zdarzenia jest nie lada wyzwaniem. Zdobycie odpowiedniego pokrycia z kory brzozowej czy to wiązu to nie lada wyzwanie graniczące z niemożliwością. Nikt nie będzie stawiał wigwamu  na stałe a raczej okazjonalnie od czasu do czasu i trzeba też pamiętac o transporcie wszystkich elementów wigwamu. Dlatego zaprezentujemy konstrukcję wigwamu na europejskie warunki, wykonaną z płótna.  Ewentualna wymiana  elementów pokrycia wigwamu równiez wiąże się z kosztami i mniejsze są one gdy trzeba wymienić płótno a nie płaty trudnej do zdobycia kory. Pamiętać trzeba również i o tym, że istnieje ponad 100 gatunków brzozy a w Polsce rośnie ich tylko 7, tak podają niezliczone żródła. Wniosek nasuwa się sam, nie ma w naszym kraju odpowiedniego gatunku brzozy na pokrycie wigwamu. 
    Pokażemy na rysunkach jak wygląda przykładowe pokrycie wigwamu z płótna. Oczywiście każdy może sobie sam dobrać odpowiednie wymiary płacht służących za pokrycie wigwamu. Taka konstrukcja jest konstrukcją "otwartą" czyli można ją powiększać w razie potrzeby o kolejne płachty płótna.
    Ale na początek aby postawić wigwam to trzeba zbudować konstrukcję na której będziemy kłaść płachty aby pokryć wigwam. Konstrukcję taką buduje sie podobnie jak szałas pary, jeśli ktoś budował, ale odpowiednio większą. Dla tych co nie budowali szałasu wystarczy spojrzeć na rysunki poniżej aby stwierdzić, że konstrukcja ta jest podobna do namiotów typu "igloo".

 wbijamy osiem prętów drewnianych jako podstawa konstrukcji

 zginamy i wiążemy u góry wcześniej wbite pręty aby utworzyły kopułę

 wbijamy w ziemie kolejnych osiem prętów po dwa w wolne przestrzenie

zginamy  pręty i wiążemy je jak powyżej, dodatkowo na zewnątrz powstałej konstrukcji wkoło dowiązujemy wzmacniające cieńsze pręty drewniane,  na rys. pokazane aż cztery. Minimum potrzeba jednak dwa w tym jeden mniej więcej na wysokości przyszłej dolnej ścianki którą będziemy przywiązywać do wcześniej położonych wkoło prętów. Nie zapominamy oczywiście o tym by pozostawic wolna przestrzeń na otwór wejściowy, bo jakos trzeba do środka wejść.

Tak postawiona konstrukcją lekko wbita w ziemię i dobrze powiązana jest konstrukcją stabilną na której póżniej będziemy kłaść pokrycie wigwamu. Oczywiście ilość prętów na konstrukcję uzależniona jest od jakości materiału jakim dysponujemy. Ilość prętów pokazana na rysunkach jest najbardziej optymalną ale zawsze można sobie próbować z inna ilością. 

Wysokość jak i promień konstrukcji zależna jest też od ilości materiału jakim dysponujemy na póżniejsze pokrycie całości. Trzeba pamiętać jednak aby nie postawić zbyt dużej konstrukcji bo pożniej braknie nam materiału na pokrycie i pozostaną dziury, których niczym nie da się zasłonić. Dlatego warto sobie wszystko dokładnie przemyśleć jak i metodą prób i błędów dojść do najbardziej nam odpowidającej wielkości. Oczywiście z czasem dojdzie się do wprawy i stawianie konstrukcji będzie łatwiejsze.

cdn

9 października 2016

Čechy pod Kosířem - z dziennika rangersa

      Trudno jest opisać słownie wszystko co działo sie na imprezie w Czechach w dniach 30.09 - 02.10 br.
 
     Teren imprezy to teren parku przyzamkowego, ogrodzony płotem i bardzo rozległy, nawet nie doszliśmy do jego granic i różnorodny topograficznie. Jest jeziorko, górki, lasy, Czerwona Wieża itp itd, co daje możliwość zrobienia różnych inscenizacji.

      Po dojechaniu na miejsce rozbiliśmy namiot w obozie brytyjskim, w szyku innych namiotów i byliśmy częścią obozowiska brytyjskiego. Tarpa, czyli płachtę trzeba było rozbić na uboczu by swym widokiem nie psuł całej koncepcji  regularnego obozowiska. Dało to nam możliwość dyskretnego obserwowania życia obozowego i prowadzenia rozmów w j. polskim bez zwracania uwagi na niektóre polskie wyrazy, które w Czechach są wulgaryzmami. Ot taka ciekawostka.


     Obozowisko składało się z namiotów jednostek brytyjskich i kolonistów amerykańskich, czyli 77th Highlanders, 60th Regiment Piechoty, New Hampshire Provincial Regiment oraz Rangersów, który to oddział był brygadą międzynarodową składającą się z Czechów, Niemców i Polaków.
 
     Obozowisko Francuzów i Indian  było nieopodal i nie miało tak formalnego wyglądu, tam namioty i tarpy były wymieszane i stwierdzam że Francuzi i Indianie  to luzacy. Z racji tego że przebywaliśmy w brytyjskim  obozowisku to nie wiem co działo się w obozowisku przeciwnika.
  • dzień pierwszy
      Pobudka o 5 rano i łagodny głos "stavame, budimy se" uświadomił nam, że to nie przelewki i trzeba się zbierać. Cóż było zrobić trzeba było  wstać bez szemrania jak reszta brytyjskiego obozowiska.. Po pobudce był czas na śniadanko i kawkę. Niestety z racji tego że cała impreza była na terenie przyzamkowego parku na nasz brytyjski obóz przypadało aż jedno ognisko i trzeba było jakoś przełamać barierę językową i podejść do Czechów i tą wodę na kawkę sobie jakoś zagrzać. To był mankament ale spowodował też że musieliśmy w jakąś interakcje z Czechami wejść. Dało się też zauważyć przy ognisku stylowe naczynia  epokowe naszych gospodarzy. Po śniadanku jeszcze w ciemnościach odbył się apel brytyjskich jednostek. Każdy oddział stawał w dwuszeregu i wniesiono poczet sztandarowy, któremu oddawało się cześć. Piękny widok, stojące oddziały i głównodowodzący honorujący sztandar. i Podczas apelu zostały omówione oczywiście po czesku zasady bitwy porannej. Póżniej odbył się wymarsz na stanowiska bojowe. My jako rangersi zaczailiśmy się w lesie, bo Francuzi i Indianie mieli nadejść od strony obozu polną drogą. Jednak jak to na wojnie bywa plany swoje a rzeczywistość swoje, francuscy zwiadowcy zaszli nas od tyłu i trzeba było improwizować.Uwagę trzeba było skupić na frot i tył. Główne natarcie francuskie poszło jednak od tyłu i musieliśmy ganiająć po krzakach walczyć z przeciwnikiem. Poranna potyczka skoczyła sie pokonaniem zjednoczonych sił francuzko - indiańskich pod Czerwoną Wieżą.


      Nie pamiętam już ile dokładnie w tym dniu odbyło się bitew, bo nie była to tylko jedna bitwa, trzeba było mieć pełną torbę ładunków by nie brakło. Kolejne potyczki - przeplatane odpoczynkiem w obozie -  odbywały się w coraz to innej części zamkowego parku. Zasada jednak zawsze była jedna - rangersi biedni szli na szpicy brytyjskich oddziałów by oczyścić pole z nieprzyjacielskich harcowników dla czerwonych kurtek, które krokiem defiladowym i przy dzwięku kobzy i bębna wkraczały na pole bitwy by dokończyć dzieła.
      
     W tym dniu uczestniczyliśmy też w nauce musztry (drill lub grill jak kto woli). To była dobra szkoła, dużo nam dała. Rangersi brali udział w drill'u czerwonych kurtek i uczyliśmy się też tego co rangersom nie jest potrzebne : jak  zawracanie w szyku, strzelanie w dwuszeregu czy trójszeregu. Póżniej czeski sierzant rangersów zabral na bok oddział. Powiedział i pokazał to co rangersom jest niezbędne i użyteczne czy to podczas potyczki w lesie czy przemarszu.  Mogę powiedzieć że szyk zwarty daje moc, poczucie siły, zjednoczenia i niezwyciężoności. Ale to nie dla rangersów.
  • dzień drugi
Tym razem pobudka o 7 rano, by po śniadanku udać się na teren bitwy. Francuzi i Indianie troszkę zaspali, chyba po upojnym wieczorze i trzeba było ich budzić. Tą sprawą zajęli się Highlandersi, którzy wpadli z kobzą na obozowisko francusko - indiańskie przygrywając i krzycząc budzili naszych przeciwników. Z kimś trzeba było walczyć przecież. I podobnie jak poprzedniego dnia apel, tym razem w szyku stanęli też francuscy de la Marine z flagą i odbyło się omówienie zadań na dzień nadchodzący. Póżniej udaliśmy się wszyscy w kierunku pola przyszłej bitwy. Ta bitwa była odmienna od bitwy dnia poprzedniego, bo była robiona pod publikę. Przy zamku zebrał się dosyć spory tłum turystów, którzy z daleka dla swego bezpieczeństwa obserwowali potyczkę. Tym razem potyczka odbyła się nad jeziorkiem i zotały do niej wykorzystane canoe. Tradycyjnie rangersi na szpicy natknęli się na zwiadowców indiańskich beztrosko obozujących na polanie przy jeziorku. Po wymianie ognia Indianie uciekli na canoe po posiłki francuskie które nadeszły niedługo w przeważającej sile. Rangersi plądrujący prowizoryczne obozowisko Indian ostrzeliwując sie gęsto musieli się wycofać i wysłać gońca z New Hampshire Provincial Regiment po pomoc.

 
     We wszystkich bitwach  nieliczny ale bitny oddział z New Hampshire Regiment współdziałał z rangersami i dzielnie stawał z przeciwnikiem, choć nie byli tak zadziorni jak rangersi. Cofający się rangersi raz po raz  ponawiali kontrataki na przeważające siły francuskie i czekali na nadchodzące posiłki brytyjskie. I jak zwykle czerwone kurtki marszowym krokiem z muzyką wkroczyły na pole bitwy i rozprawiły się z Francuzami i Indianami dobijając niedobitki przeciwnika w walce wręcz. Po całej bitwie i owacji widzów nastapiło przedstawienie tła konfliktu oraz biorących w inscenizacji jednostek. To było pod publikę oczywiście i co muszę przyznać z dużą swobodą i humorem wszystko zostało przedstawione. Następnie krokiem marszowym z bronia na ramieniu udały się wszystkie jednostki na teren obozu, który był otwarty przez godzinę dla turystów. Niestety bariera językowa nie pozwalała wykazać się elokwencją i znajomścią tematu przed ludnością tubylczą.

     Oczywiście nie opisałem wszystkich bitew, bo było ich napradę dużo jak na tak krótka imprezę, ale powiem że nigdy tak długo jeszcze nie czyściłem karabinu i podczas jednej imprezy nie wystrzelałem tak dużo ładunków.


      Po zakończeniu całej imprezy otrzymaliśmy żołd w postaci papierowych funtów z epoki, każdy biorący aktywny udział dostał taki żołd i zostało to skrupulatnie odnotowane w księgach. Wszystko było stylowo, główny obożny brytyjskiego obozu zapisywał gęsim piórem (abo innym) i atramentem nazwisko rekruta w odpowiedniej tabeli - jako oficera lub szeregowca, a każdy z uczestników miał zapoznać się z regulaminem (niestety po czesku lub niemiecku) i własnoręcznie podpisać go stylowym osiemnastowiecznym ołówkiem.

                                                szeregowy z Gorham Rangers

7 września 2016

Rekonstrukcja a zdrowy rozsądek

  Przepaska biodrowa (ang.  breechcloth) podstawowe odzienie dla  Indian, to prostokątny kawałek skóry lub materiału noszony między nogami (jak pielucha) i wsunięty za pas tak, że klapy osłaniające opadają z przodu i tyłu. Również kobiety i młode dziewczyny mogły nosić przepaski biodrowe pod spódnicami.

 
Uwagi dotyczące granic autentyczności
   
     Zachowane przyklady w kolekcjach i rysunkach z epoki wskazują, że osiemnastowieczna przepaska biodrowa Indian leśnych była stosunkowo wąska - ok. 13 - 18 cm szerokości - oraz krótka, niekiedy klapy osłaniające w znikomym stopniu opadały poniżej pasa na którym były zawieszone. Jednakże rekonstruktor żyje i odtwarza w czasach post-wiktorianskich. Jeśli jednak  rekonstruktor zdecydowałby się  na noszenie prawdziwie autentycznej przepaski biodrowej mogłby narazić się na nieprzyjemności ze strony sponsorów imprezy, widzów, kościoła i lokalnych organów porządkowych.
      Osoba mająca w pasie 91 cm lub mniej powinna nosić przepaskę biodrową o szerokości ok. 30 - 33 cm aby uniknąć posądzenia o obnażanie się w miejscach publicznych i obrazę moralności. Tęższy rekonstruktor powinien odpowiednio poroporcjonalnie poszerzyć swoją przepaskę. Również klapy osłaniające, zarówno przednia jak i tylna, powinna opadać ok. 3 cm poniżej krocza.
     Natomiast poły koszuli powinny być co najmniej tak dlugie jak klapy osłaniające przepaski. Koszula powinna zatem sięgać górnej części legginów bądż nieznacznie na nie nachodzić.



tłum. John Doe

żródło :
Mary Johnson,Judy Forbes, Kathy Delaney - Historic Colonial French Dress


„Tajemnicze wyspy” Windward Islands

       Compagnies franches de la Marine stacjonowali nie tylko w Nowej Francji, ale i w innych koloniach francuskich. W anglojęzycznych opra...