17 maja 2017

Gorham's Rangers

Gorham's Rangers to najstarsza kompania rangersów działająca nieprzerwanie od 1744 r. do jej rozwiązania w 1763 r. Rangersi Gorhama pełnili swą służbę na niepewnym pograniczu Nowej Szkocji. Jeszcze przed wybuchem Wojny Brytyjczyków z Francuzami i Indianami, znanej także jako Wojna Siedmioletnia, rangersi Gorhama często bronili angielskich osadników w Nowej Szkocji przed najazdami nieprzyjaznych indiańskich oddziałów. Niemniej tuż po oficjalnym ogłoszeniu wybuchu wojny rangersi Gorhama natychmiast zostali zaangażowani w prowadzenie licznych operacji militarnych, pod egidą armii brytyjskiej, z uwagi na ich nietypowe doświadczenie w prowadzeniu nietypowych działań wojskowych.W trakcie swojej historii Gorham's Rangers zmieniali kolorystykę umundurowania. Poniżej ogólny opis umundurowania z 1759 r. wg kapitana Johna Knoxa


John Doe w mundurze Gorham's Rangers




Nakrycie głowy


  • niebieski szkocki bonnet (beret bez pompona)
  • dopuszczalna dżokejka (jockey cap)


Krawat (neckstock)


  • biały


Kamizelka
(bezrękawnik lub ocieplacz)


  • Czarna kamizelka bez rękawów z wyłogami (ocieplaczami) koloru niebieskiego i naramiennikami w kształcie jaskółczych gniazd. Guziki z powteru


Kurtka


  • Czarna kamizelka z rękawami i niebieskimi mankietami z „nacięciem”


Bryczesy


  • kalesony czyli uproszczone bryczesy
  • dopuszczalne białe bryczesy
  • dodatkowo krótki niebieski kilt zapięty z przodu na guzik lub spódnica (petticoat)


Kamasze


  • czarne z czarnymi guzikami
  • dopuszczalne czarne legginy lub ciemne


Obuwie


  • mokasyny typu leśnego
  • dopuszczalne buty w stylu europejskim


Wyposażenie skórzane


  • naturalny kolor skóry


Ładownica


  • przy pasie, w naturalnym kolorze skóry ale dopuszczalna czarna
  • zamiast ładownicy może być torba

5 maja 2017

Pianie z zachwytu

czyli subiektywna krytyka

   Literatura w oficjalnym obiegu, dotycząca osiemnastowiecznej Ameryki jest w Polsce wielką rzadkością i każdy tytuł jest na wagę złota. Rozumię, że w dobie kapitalistycznego zysku mało które wydawnictwo decyduje się na na ryzyko wydania książek z tak niszowego tematu, który nie rokuje dużych zysków. Osiemnastowieczna Ameryka to również Indianie ale temat indiański kojarzony jest nie z poważną literaturą popularnonaukową, ale z powieściami dla dzieci i młodzieży, tyle złego zrobił Winnetou. Grono czytelników takich książek nie jest wielkie, ale każdy zainteresowany historią czy też kolekcjoner chętnie sięgnie po tego typu publikacje i o tym oficjalne wydawnictwa zapominają.  A jest to bardzo ciekawy okres w historii i na polskim rynku mało albo wcale nieznany, choć są oczywiście ludzie posiadający ogrom niewykorzystanej wiedzy w tym temacie, ale nie o nich chciałem napisać.
   Poszukując informacji na temat nowości wydawniczych natrafiłem na stronę Wydawnictwa Inforteditions a stamtąd na nieoficjalne forum tego wydawnictwa. Po przejrzeniu kilkunastu wpisów w interesującym mnie temacie z zażenowaniem opuściłem to forum z postanowieniem, że już więcej tam nie zajrzę.  Samozachwyt autorów niektórych postów jak i właśnie to pianie z zachwytu nad niektórymi książkami przerosło mnie i dlatego postanowiłem napisać kilka słów o konkretnych publikacjach moim zdaniem przecenianych na w/w forum. Aby było przejrzyściej opiszę każdą publikację osobno.

Jarosław Wojtczak - Quebec 1759
Wyd. Bellona, Warszawa 2000 r., str. 192

Jest to jedna z książek o której czytałem pochlebne recenzje. Bellonę ceniłem sobie gdy jeszcze wydawała serię Historyczne Bitwy w białej obwolucie, obecnie im więcej książek wydają tym niższe loty, chyba zasadą stało się dużo i pobieżnie. Sama książka Quebec pana Wojtczaka powinna nosić tytuł Podbój Nowej Francji, ponieważ tytułowa bitwa zostaje opisana dopiero od 129 str. w rozdziale Oblężenie Quebecu i Bitwa na Równinie Abrahama. Wcześniejsze strony to praktycznie historia Nowej Francji opisana w sposób dosyć pobieżny. Autor nie ustrzegł się również od błędów merytorycznych o czym wspominał w swoim artykule Flota w bitwie o Quebec 1759 Krzysztof Gerlach (artykuł zamieszczony w Morza, statki i okręty nr 6/2005). Jako poważny "historyk" jak sam o sobie mówi autor powinien wystrzegać się takich błędów i poprawić swój warsztat merytoryczny. Dociekliwym proponuje również porównać zdjęcie z pierwszej wklejki ze zdjęciami ( str. 4 zdjęć) z tej książki podpisane żołnierze francuscy w Nowej Francji w końcu XVII w. ze zdjęciem zamieszczonym w książce tegoż samego autora  Alamo-San Jacinto 1836 również z pierwszej wklejki ze zdjęciami (str. 2 zdjęć) i znaleźć trzy różnice. Miejmy nadzieję, że jest to tylko przeoczenie wydawnictwa ale i tak rzutuje na jakość serii. Również bibliografia tej książki woła o pomstę do nieba, możliwe jednak że autor nie miał dostępu do innej literatury bardziej fachowej. Powoływanie się na Historię wojen Indian Ameryki Północnej (Poznań 1995) to moim zdaniem nieporozumienie. Ta wspomniana książka ani słowem nie napomknęła nawet o konflikcie zwanym z angielskiego French Indian War, pomiędzy 1725 r. a 1759 r. nic się nie działo. Indianie nie brali udziału w żadnej wojnie.Autor w jednej książce chciał napisać o wszystkim a wyszło mu o niczym.

Marcin Suchacki - Wojna o Nową Francję 1752 - 1763
artykuł zamieszczony w De Re Militari nr 3/2016
Poświęciłem się i wydałem  spora kasę na te czasopismo zainteresowany tym artykułem i do dzisiaj pluje sobie w brodę.  Zacznijmy od końca w w/w czasopiśmie są dwa artykuły pana Suchackiego, drugi dotyczy XIX w i jak zdążyłem się zorientować to chyba jest główne zainteresowanie autora, który popełnił kilka książek w tematyce dziewiętnastowiecznej. Proponuje więc by autor trzymał się tej epoki a nie zapuszczał się na teren zupełnie mu nieznany. Używanie słownictwa rodem z  Trylogii nie pasuje do "poważnego" artykułu.Cytat : ....pod wodzą najsłynniejszego angielskiego zagończyka tamtej epoki, kapitana Roberta Rogersa.....Pisanie w czasopismach dla jakowyś punktów na uczelnie czy innych profitów mija się z celem, artykuły takowe są ogólnie mówiąc nieprecyzyjne. Zabrakło mi w tym artykule przede wszystkim bibliografii na samym końcu by można było sobie zweryfikować podane informacje ze źródłem. Szukanie w przypisach jest męczące. Sam artykuł jest nudny i nic nowego nie wnosi do poruszanej tematyki. Znalazłem w samym artykule sporo błędów ale za mało miejsca jest by wszystkie opisać napomknę tylko o drobiazgach. Troupes de la Marine to nic innego jak Samodzielne Kompanie Piechoty Morskiej (Compagnies Franches de la Marine) o czym pan Grabowski na którego autor się powołuje nie pamięta.Cytat : ...wódz irokeskich Seneków o imieniu Tanaghrisson, mieniący się królem całego kraju Ohio... Szkoda, że autor nie dotarł do książki Aleksandra Sudaka  Leksykon 300 najsłynniejszych Indian Wyd. Akcydens, Poznań 1995 r., z której mógłby się dowiedzieć, że tytułem pół-króla Anglicy obdarzali przywódców wyznaczonych przez Ligę Irokezów jako ich rzeczników. Wychodzi tutaj nierozeznanie autora w kolonialnej Ameryce. Sam wspomniany Tanaghrisson bardziej znany jest pod imieniem Tanacharison. Używanie nazwy Irokez to tak jakby  pisząc o Polakach używając określenia Europejczyk, plemion irokeskich było kilka(naście) i nie wszystkie wchodziły w skład Ligii Irokezów (świadome moje uproszczenie w nazwie). Na inne poważniejsze potknięcia autora nie ma tutaj miejsca, może kiedyś...

 Rafał T. Czarniecki -  Wojna Małego Żółwia 1786–1795.  Masakra w lasach Ohio
zapowiedź na maj 2017 r. Wyd. Inforteditions, str. 227

Tej książki jeszcze nie ma na półkach księgarskich, można o niej poczytać w zapowiedziach wydawnictwa. Już sam dobór tytułu jest niefortunny zapominając o udziale jaki wniósł Niebieski Kaftan w ta wojnę. Ale nie ma się czemu dziwić skoro sam Julian Ursyn Niemcewicz uwiecznił postać Małego Żółwia i poprzez swoja ugodową politykę stał się on bardzo popularny w kręgach rządu amerykańskiego. A skoro historie piszą zwycięzcy to nie ma sie czemu dziwic że wojna ta zyskała jego imię. Trudno pisać o książce której jeszcze nie ma (lada dzień będzie) ale rozdział II Plemiona Północnego Zachodu, bardziej kojarzy mi się z Tlingitami niż z terenem opisywanym przez autora czyli Starym Północnym Zachodem. Figura językowa jakiej użyto do promocji książki ...Celem niniejszego opracowania jest opis jednego z najważniejszych i najcięższych, lecz kompletnie nieznanych w naszej literaturze konfliktów indiańskich, jakie toczyły w swej historii Stany Zjednoczone, czyli tzw. „Północnozachodniej Wojny Indiańskiej”... Sam autor książki jako wytrawny znawca Wikipedii, jak go reklamują, powinien wiedzieć że polska Wikipedia ten konflikt nazywa Wojna z Indianami Północnego Zachodu. Poza tym rekomendacje dla autora, jakie wystawiło mu wydawnictwo niezbyt zachęcają do zakupu tej książki. Co wspólnego ma uczestnictwo  we wczesnośredniowiecznej grupie odtwórstwa historycznego z podbojem Ameryki. Chciałem też zauważyć że nie ma się czym chwalić publikacjami na Wikipedii gdyż nie jest to kompetentne źródło wiedzy i sporo w nim nieścisłości jak i pomyłek. Ale poczekamy na książkę by ją ocenić obiektywniej.

Wielka szkoda, że wydawnictwa nie chcą więcej publikować w tematyce osiemnastowiecznej Ameryki mimo usilnych próśb i błagań. Nawet Napoleon V, który rozpoczął wydawanie cyklu Ospreya jak ognia unika wydania czegoś z tego cyklu w interesującym temacie. Pozostaje czekać aż w końcu wydawnictwa zorientują się, że jest zapotrzebowanie na dobre i wartościowe książki o szeroko pojętej tematyce osiemnastowiecznej Ameryki.

całą odpowiedzialność za powyższe uwagi bierze autor
Borys



6 kwietnia 2017

Chrześcijańskie Indianki


      Indianie,  (z Nowej Francji) zarówno mężczyźni jak i kobiety bardzo szybko zaadoptowali te części europejskiej garderoby, które uznali za praktyczne i przydatne. Księża w Nowej Francji, których pisanymi dokumentami dysponujemy, zakładali iż odwiedzający placówki handlowe i forty Indianie przyjmą chrześcijaństwo. Wielu rzeczywiście zmieniło wyznanie. Miejscowi duszpasterze zakładali jednak, że chrześcijaństwo przyjmą wszyscy Indianie i w związku z tym np. opisywali stój indiańskich kobiet w kontekście przyjęcia nowej wiary.
      Indiańska kobieta adoptowała jednak tylko niektóre elementy kobiecego ubioru okresu Nowej Francji. Kobieta mogła ciągle nosić odkrytą głowę ale z upiętymi w warkocz włosami. Mogła nosić lnianą koszulę (chemise) i wełnianą spódnicę (petticoat), co było częstą praktyką. Opasywała się przy tym w pasie 3 lub 4 kolorowymi szarfami (sash). Często przy tym nosiła tradycyjną spódnicę (wrap-skirt). Mogła na co dzień chodzić boso lub nosić mokasyny aczkolwiek w przypadku posiadania za męża Francuza, mogła eksponować swój status dekorując noszoną koszulę na wysokości piersi srebrnymi ozdobami (trade silver).
     Na sashu jakim była przepasana, mogła zawiesić rodzaj niewielkiego haka w kształcie litery „S”, by tym samym zakomunikować innym, że przygotowując posiłki zawiesza garnki na żelaznym zaczepach a nie z wykorzystaniem drewnianych „haków”. Za pasem często nosiła nóż  zabezpieczony w pochwie.
     Pewną wariacją stroju indiańskich kobiet, które przyjęły chrześcijaństwo, było noszenie legginów pod spódnicą lub nawet samej tylko koszuli i legginów. Kobiece legginy sięgały kolan, w przeciwieństwie do legginów męskich sięgających bioder. Legginy wykonywano z wełny kupowanej w placówkach handlowych lub ze skór jelenich garbowanych z wykorzystaniem mózgu tych zwierząt.
     Na ramiona mogła dodatkowo zarzucić krótką męską  kurtkę, justacorp (szustokor) lub shortgown. Prawdopodobnie na sashu, jakim była przepasana, zawieszała także niewielką torbę oraz przewieszała przez swe ramię torbę typu bandolier. Torby te były zwykle bogato zdobione paciorkami lub z wykorzystaniem igieł ursona  / quillwork /.

Dzieci
Bardzo małe dzieci ubierano w jednoczęściową lnianą koszulę zaś na głowę zakładano im rodzaj czepka wykonanego z tego samego materiału.  Kobiety nosiły swe małe jeszcze dzieci na biodrach z wykorzystaniem specjalnego temblaka / nosidełka/ wykonanego z dość dużego kwadratowego kawałka materiału, złożonego w taki sposób by otrzymać trójkątne nosidło związane w taki sposób by móc przewiesić je na przeciwległym ramieniu.  


 
 
tłum. Janusz Cree

źródło :
Mary Moyars Johnson, Judy Forbes, Kathy Delaney - Historic Colonial French Dress




 

15 marca 2017

Squaw - rozważania w dyskusji

     Squaw, nie jest słowem pochodzącym z języka angielskiego. To fonetyczny zapis określenia algonkinskiego, które jednak samo w sobie  nie oznacza po prostu  kobiety. Słowo: „squaw” podobnie jak i określenia: „esqua”, „squa”, „skwa”, „skwe” czy inne warianty tego samego pojęcia, tradycyjnie oddają w swej treści to co można rozumieć jako pełnię kobiecości, żeński pierwiastek a nie po prostu kobietę jako wyznacznik pozwalający odróżnić ją od mężczyzny z perspektywy anatomii. Współcześnie określenie to interpretowane jest, przez młodych indiańskich aktywistów, jako obraźliwe i poniżające w stosunku do tubylczych kobiet. Aczkolwiek posługujący się językami algonkinskimi, zarówno Indianie jak i biali, tradycyjnie używają konstrukcji słownej: "nidobaskwa" co oznacza po prostu znajomą osobę płci żeńskiej lub "squaw sachem” oznaczającą kobietę przywódcę.Gdy Indianie Abenaki śpiewają swą Pieśń Narodzin przy urodzeniu dziewczynki używają w niej słowa : "nuncksquassis” co tłumaczy się jako „mała dziewczynka”- „ mała kobietka”. W okresie pierwszych kontaktów tubylczych Amerykanów, z północno – wschodnich części kontynentu, z białymi kolonistami, to ci ostatni zostali zapoznani ze słowem „squaw” i to sami koloniści po prostu implementowali to pojęcie  do swego codziennego słownika. Anglicy opisując „kobiece” rośliny lecznicze stosowali min. pojęcia: ”squaw vine” lub „squaw root”. Wiele zamieszania powstało także wokół słów używanych przez francuskich handlarzy futrami, uznanymi jako obraźliwe w stosunku do kobiet, którzy posługiwali się nimi będąc pośród plemion zamieszkujących dalej na zachód i nie znających języków algonkinskich. W tym jednak przypadku pejoratywny charakter słowa „squaw” wynikał z jego niewłaściwego stosowania a nie pierwotnego znaczenia.  W zasadzie każde słowo może zranić jeżeli użyte zostaje w roli swoistej broni przeciwko drugiej osobie. Zakaz używania takich czy innych słów, nie tylko że nie załatwi spraw z przeszłości ale wręcz przeciwnie da „oręż” tym którzy na co dzień ten język kształtują. Jakie kolejne słowa i pojęcia podzielą los określenia „squaw” ? Czy będzie to : pappoose, czy może sachem a może pow-wow ? Jeżeli, w przypadku określenia „squaw”, my sami damy przyzwolenie oszczerstwom i nieprawdom, sami upowszechnimy słowa, które mogą ranić i obrażać to nic jak tylko sami przyłożymy rękę ku temu by zdyskredytować indiańskie kobiety, które do dziś nie odczuwają zawstydzenia słysząc wypowiadane względem nich słowo: squaw”.  Pozwólcie że opowiem Wam następującą historię; pewien Starszy z jednego z plemion algonkinskich w Nowej Anglii, dał swej wnuczce tradycyjne imię, które kończyło się na –„skwa”, całe jej imię znaczyło „silna dziewczyna”. Pewnego dnia będąc jeszcze małą dziewczynką wróciła ona ze szkoły cała zalana łzami, pytając : dlaczego daliście mi tak okropne imię ?.  Wszyscy jej nauczycieli twierdzili że nosi urągające kobiecie imię.  Gdy nasze języki /słowa, imion / postrzegane są jako niestosowne czy obraźliwe, zarówno my sami jak i nasze dzieci pozostajemy w dużym niebezpieczeństwie utraty szacunku do samego siebie. Dziś nauczyciele tej szkoły wiedzą że słowo : „squaw” nie jest obraźliwe, że jest określeniem, które w wyniku niezrozumienia i zwykłego nadużycia nabrało złych skojarzeń znaczeniowych że rozumiane właściwie, zgodnie z jego tradycyjnym pochodzeniem stanowi istotny element imienia kobiety.  Niektórzy, współcześni indiańscy aktywiści, piszą do mnie mówiąc: „dobrze, używaj sobie tego słowa jak chcesz, dla nas jednak pozostanie niewłaściwym i obscenicznym”. Ale właśnie takie sztuczne „przyklejanie etykietki” mojemu językowi uważam za obsceniczne i rasistowskie. Dla Tubylczych Amerykanów nie ma zupełnie sensu takie czepianie się słów i przywieranie do błędnej ich interpretacji. Musimy ten proces zatrzymać i raczej zacząć edukować aniżeli tolerować powszechną ignorancję dotyczącą naszego języka.
     Z historycznego punktu widzenia przed przybyciem Europejczyków na kontynent północnoamerykański, słowo “squaw” nie miało w sobie nic z pejoratywnego znaczenia. Gdy w 1643 r.  Roger Williams przemawiał do Narrangansetów  dowiedział się o znaczeniu słów: squaw , które miało znaczyć po prostu „kobieta” i odpowiednio squawsuck – kobiety i dalej squashim – to zwierzę rodzaju żeńskiego czyli samica, keegsquaw to młoda panna, nie mężatka,  segousquaw  to wdowa. Williams jako przedstawiciel innej rasy nie był informowany co do nazewnictwa poszczególnych części ciała kobiety.
     W poczuciu delikatności tematu nie podaję tych nazw także i teraz. Nawet sami Indianie, którzy biegle posługują się angielskim, częściej na określenie kobiety wybierają słowo squaw aniżeli z angielska „woman”. Susanna Johnson uwięziona przez Indian w roku 1754 wspomina: …...moje nowe siostry i bracia traktowali mnie na równi z innymi, jakbym była jedną z ich rodziny, dali jej własnego konia by squaw mogła jeździć wreszcie uczyli ją tego wszystkiego co kobieta powinna umieć. Gdy jednak była leniwa jej nowa rodzina nie okazywała swej dezaprobaty inaczej jak tylko poprzez stwierdzenie niedobra squaw.  / Należy tu zwrócić uwagę na fakt emfazy na słowa: “ niedobra” a nie na samo squaw/. Rozumiem zmieszanie kobiet indiańskich, które czują się być obrażane gdy ktoś w stosunku do nich używa słowa squaw, niemniej sugeruję by raczej wspólnie popracować nad przywróceniem temu słowu jego właściwego pierwotnego znaczenia aniżeli wyrazić przyzwolenie na jego zniekształcenie.
     Jak mówi stare przysłowie: nie wylewa się dziecka razem z kąpielą, to jeżeli przyjmiemy że naszym dzieckiem będzie słowo squaw to zróbmy wszystko by po tej przysłowiowej kąpieli nasze dziecko miało się dobrze, czyli przywróćmy mu jego prawdziwe znaczenie. Są przecież miejsca, są okoliczności gdzie wyróżnienie płci jest istotne a i sam angielski może mieć z tym problemy jako że angielski „man” – mężczyzna, człowiek jest rdzeniem dla pojęcia zmodyfikowanego „woman”- kobieta.  Sama identyfikuję się pojęciem „woman” – kobieta chociaż to samo słowo może być użyte w kontekście poniżenia przez tych dla których kobiety są mniej inteligentne, słabsze i mniej zdolne niż mężczyźni.
     Myślę że możemy postąpić identycznie jak Institute for the Advancement of Aboriginal Women w prowincji Alberta w Kanadzie, gdzie słowo esquao, ekwiwalent słowa squaw, postanowiono nie kojarzyć już nigdy więcej ze słowem, które obraża czy poniża, wręcz przeciwnie uczyniono z niego pojęcie będące nośnikiem szacunku i honoru.
     Głęboko wierzę iż jedyną drogą ku temu by przerwać nawyk niewłaściwego użycia znaczeniowego słowa : squaw, jest ciągła edukacja co do właściwego znaczenia tego pojęcia i reagowanie gdy jest się świadkiem używania słowa w znaczeniach niepoprawnych, błędnych i obrażających.    
     Dziś jesteśmy dużo bardziej mądrzejsi aniżeli nasi ojcowie, i gdy dużo więcej ludzi ciągle posługuje się tubylczymi językami na co dzień, jest szansa na to by eliminować tego typu przekłamania. W zasadzie nie ma znaczenia jak wymawiamy to słowo, w swej istocie brzmi poprawnie, różnice w tym przypadku rodzą się pod piórami tych, którzy próbują przekładać tradycję ustną na język pisany. Jeżeli słowo kończące się na -skwa nie wywierało poczucia niesmaku u naszych przodków, którzy przecież posługiwali się tymi językami na długo przed kontaktem z Europejczykami, to czy dziś możemy twierdzić iż jest ono obraźliwe?
     Czy zmieniamy brzmienie naszych tradycyjnych pieśni ponieważ ich słowa są niezręczne dla naszych uszu albo dlatego iż jakiś głupi Europejczyk kpi z nas słysząc jak śpiewamy ?

 
Margie Bruchac                                                                                                                               
http://www.nativeweb.org//pages/legal/squaw.html
                                                                                                



  Tłum. i  oprac.: Janusz Cree



21 lutego 2017

Kurtka mundurowa RR – jak to jest

     Wiele się o niej mówi, wiele grup rekonstrukcyjnych je nosi i co ciekawe czasem różnią się te kurtki od siebie znacznie. Więc jak to jest z tą „kurtką rangerską”?
     Wiemy, że w kompaniach Rogersa przed 1758 rokiem nie było jednolitego umundurowania. Była to mieszanka europejskich i tubylczych ubiorów w ziemistych kolorach (burych, szarych, brązach, czerniach) i doskonale maskujących zieleniach. Rogers jako świetny obserwator widział zalety zielonych odcieni w puszczach. W tym czasie w innych oddziałach rangerskich charakterystyczna była różnorodność umundurowania, dowództwo próbowało w obrębie każdej kompanii wprowadzać inne umundurowanie. Dla przykładu Gorham's Rangers nosili ubiory ciemnoniebieskie lub czarne, Dunn's Rangers szare, Putnam's Rangers i Gage's 80th Light Infantry brązowe. Ludzi Rogersa kojarzono z kurtkami zielonymi.
   Wspomina o tym kpt. J.Knox w swoich dziennikach. Również Henry Pringle wspomina jak w marcu 1758 podczas II Bitwy na Rakietach Śnieżnych rangersi w krytycznej sytuacji zrzucali z siebie kurtki by nie być łatwym celem na białym śniegu. Notuje wtedy o kurtkach różnych kolorów, w tym i zielonych. Rogers również pozbył się swej zielonej podczas ucieczki. Po bitwie Francuzi i Indianie znaleźli wiele różnorodnych kurtek o różnej kolorystyce. Oczywiście oficerowie i rangersi nosili kurtki czy płaszcze ale różniły się one długością, krojem, materiałem czy odcieniami. Była to zbieranina różnego rodzaju praktycznych kurtek i płaszczy począwszy od kurtek myśliwskich po cywilne, wojskowe i sportowe z tendencją właśnie na kolor zielony. Ale nie były to kurtki mundurowe. O kurtce mundurowej Rogers Rangers możemy mówić właściwie od 1758 roku (właśnie po II Bitwie na Rakietach Śnieżnych). Markietant z Albany zanotował, że w kwietniu Rogers zlecił u producentów z Albany zamówienie krótkich, zielonych kurtek z grubej wełny, z zieloną, bawełnianą lub lekkiej wełny podszewką i białymi, metalowymi guzikami. Kurtek mało znanych jeszcze w tym czasie, w których Rogers zastosował kilka modyfikacji. Byłoby jednak dużym błędem przypuszczenie o całkowitej jednorodności ubiorów rangersów w 1758 roku. Letnia inwentaryzacja w Halifax wykazała posiadanie jeszcze wielu typowych cywilnych ubrań z Nowej Anglii noszonych również z nowymi kurtkami.
     Jak więc wyglądała ta zagadkowa kurtka RR? Niestety nie zachowały się żadne kurtki z tego okresu, nie ma dokumentacji!!! Istnieją tylko opisy. Początkowo badacze próbowali opierać się na badaniach m.in. ubioru postaci z obrazu „The Death of General Wolfe”.  Nie było to jednak wiarygodne źródło. Pozostały więc opisy, na podstawie których historycy próbują zrekonstruować wzór. Przypuszcza się, że źródłem pochodzenia kurtki mogły być wojskowe kurtki lub bardzo lubiane przez rangersów krótkie, dwurzędowe sportowe kurtki z Nowej Anglii. Trudno też określić jakie zmiany wprowadził Rogers. Prawdopodobne jest, że zmienił zapinanie klap by zachodziły na siebie zapewniając więcej ciepła. Mógł też wprowadzić kieszenie, których kurtki wojskowe nie posiadały (miały naszyte tylko klapy) a w kurtkach sportowych były na piersiach. Nie ma jednolitej zgody co do wyglądu. Udało się jednak wypracować kompromis zaakceptowany przez większość historyków, artystów i rekonstruktorów (m.inn. Ron i Gerry Embleton, Gary Zaboly). Ustalono jakie kryteria powinna spełniać taka kurtka i przedstawiono prawdopodobny szkic/wzór. Zaprezentowano go w jednym z zeszytów Sketchbook 56 vol.I Rogers Rangers z zastrzeżeniem, że jest to tylko hipotetyczny wygląd kurtki RR.
     Jeśli więc zdecydujemy się na uszycie takiej kurtki powinniśmy wiedzieć kilka podstawowych rzeczy:
  • kurtka mundurowa jest z grubej wełny koloru zielonego, obszycia i mankiety z trochę ciemniejszej zieleni niż korpus kurtki, podszewka z lekkiej wełny, bawełny koloru zielonego
  • kurtka mundurowa jest krótka, dwurzędowa, z rozciętymi lub prostymi mankietami (pokazane na szkicach dwie odmiany mankietu wydają się być właściwe)
  • kurtka może być z kołnierzem lub bez
  • kurtka może posiadać kieszenie (mogą też być naszyte tylko klapy) 
  • guziki z białego metalu/pewter (28,6mm) mogą być płaskie lub wypukłe (odwrócone „R” na guzikach nie jest udokumentowane). Zapinanie na haczyki lub oczka w górnej części kurtki.
 

     Kurtkę w wersji oficerskiej i rangerskiej, opracowaną według tych wskazówek posiada Jaeger Battalion. Była ona wielokrotnie modyfikowana w miarę poznawania nowych faktów. Nie jest w niej ustalony konkretny odcień ale jak wynika z opisów może to być ciemna leśna zieleń. Z batalionem współpracuje wiele osób znających i badających okres FIW. Wiedza i wkład jaki wnoszą te osoby w poznawanie codziennego życia XVIII w. pozwala na wiarygodność tego co przedstawia w/w grupa rekonstrukcyjna, chociaż nie zawłaszcza sobie ona wyłączności na ostateczne i właściwe poznanie ubioru RR.
     Planując w przyszłości zakup lub uszycie takiej kurtki mundurowej Rogers Rangers powinieneś o tym pamiętać. I jeśli masz jakieś wątpliwości lepiej sobie odpuść. Niejednolitość i szeroki zakres ubiorów stosowanych przez rangersów pozwoli Ci wybrać coś dla siebie. Odtwarzając jakąś postać z okresu FIW pamiętaj o najważniejszym – Przedstawiasz postać historyczną a nie wymyślasz własnej.

Poniżej Marc Grieves – Robert Rogers, autorska wizja postaci i kurtki wg szwedzkiego artysty


oprac. : YP


Źródła:

  • Sketchbook 56 vol.I Rogers Rangers – Ted Spring
  • A Guide for Proper Clothing and Gear in the 1750 – Jaeger's Battalion Rogers' Rangers
  • American colonial ranger. The northern colonies 1724-64 Osprey
  • The Battalion Journal - Spring 2016

26 stycznia 2017

Snapsack czyli worek

Snapsack jest wczesną formą plecaka i był powszechnie stosowany, głównie przez cywilów. Jest to tubowata torba związana na jednym końcu i podobną funkcję spełnia melok czyli worek żeglarski. Zrobiony jest z grubszego płótna i przydaje sie do przenoszenia całego dobytku. Wymiary snapsacka mogą byc różne, pas nośny może być skórzany lub z tego samego płótna co  tuba. Najważniejsze jest to by był wygodny do dłuższego noszenia, bo cały dobytek tam będzie. Poniżej przykładowe wymiary snapsacka 24x36 cala

 
wykrój tuby

 
sposób szycia


gotowy snapsack nie związany jeszcze


związany worek gotowy do użycia

Miłej zabawy podczas szycia i użytkowania


5 stycznia 2017

Jak zrobić wigwam - cz. 2

     Przykładowe pokrycie z materiału

     Gdy mamy już postawioną konstrukcję to trzeba ją czymś pokryć. Najprościej jest zrobić pokrycie z grubego płótna bawełnianego lub lnianego, zależnie do jakiego mamy dostęp. Może być oczywiście wodoodporne ale nie jest to konieczny warunek. Konstrukcja pokrycia jest konstrukcją, jak pisaliśmy wcześniej, otwartą co znaczy, że można zwiększać lub zmniejszać powierzchnię użytkową wigwamu. Poniżej podajemy przykładowe wymiary płacht z jakich składa sie pokrycie na wigwam. oczywiście można je sobie zmieniac dowolnie i na tyle na ile pozwoli dostepny materiał. W tym konkretnym wypadku wykorzystano całą szerokość materiału dostepnego. Trzeba też pamiętać, że chcemy pokryć kulę, a raczej jej połowę prostokątnymi płachtami, co niestety spowoduje, że będa powstawały  zagięcia. Jednakże zagięcia te w pewnym stopniu da sie ukryć kolejnymi warstwami i co najważniejsze w niczym nie przeszkadzają w użytkowaniu wigwamu.
     Gdy mamy juz postawiony szkielet to zaczynamy układać płachty od dołu i pierwsze układamy dolne płachty. Przykładowe wymiary płachty na rysunku,  im więcej dolnych płacht tym więcej połączeń, dlatego lepiej mniej płacht dłuższych niż więcej krótszych. Minimum to dwie by konstrukcja mogła być rozwojowa  i by w pewnych granicach można było zwiększać lub zmniejszać powierzchnie wigwamu. Do płacht przyszywamy uszka do których przywiązujemy sznurki i wiążemy do szkieletu a dół kołkujemy do ziemi.. 

     
     Oczywiście pamiętamy o otworze wejściowym, który później będzie zasłonięty, bo przecież jakoś musimy do środka wejść. Kolejne płachty zakładamy na górę konstrukcji, tak by zachodziły na zakładkę na dolne płachty. generalnie na górę powinno wystarczyć cztery płachty, przykładowe wymiary na rysunku poniżej.


    
     Proponujemy jednak od razu zrobić dwie dodatkowe płachty, czyli sześć. Płachty te wiążemy do konstrukcji by zachodziły na dolne i zostawiamy  u szczytu otwór. Tym otworem nie trzeba zbytnio się przejmować, wcale nie musi być symetryczny, zależnie od tego jak nam sie ułoży, jednak otwór ten musi być aby później przez niego uciekał dym z ogniska. Gdy już mamy wszystkie płachty powiązane na samą górę wrzucamy kolejną płachtę z wyciętym otworem dymnym.

    
      Ta płachta zakryje nam oczywiście wszelkie niedociągłości na szczycie wigwamu jakie powstały przy wiązaniu płacht górnego okrycia. Pamiętamy oczywiście, że wiążemy kwadrat na półkuli i tak naciągamy tą płachtę by otwór dymny był na środku i niwelujemy wszelkie fałdki, które powstaną. Płachtę tę wiążemy do kołków wbitych w ziemię, co wzmocni nam całą konstrukcję i ważne jest dobre umocowanie kołków i dobre naciągnięcie linek. Już prawie wigwam jest postawiony ale by dym nie snuł sie po wnętrzu a uciekał w górę potrzebna jest wiatrownica.

    
      Wiatrownica jest bardzo ważna i niestety trzeba ją ustawiac zależnie od tego z którtej strony wiatr wieje, podobnie jak w tipi. Płachta ta ma kieszenie na każdym rogu, aby łatwiej można było wsunąć tyczkę i postawic wiatrownicę, bez specjalnych poszukiwań odpowiedniego rogu na tyczkę. Tyczkę, nie za grubą oczywiście aby nam konstrukcji nie zawaliła wkładamy do jednej z kieszeni i po przekątnej drugi róg wiążemy do tyczki. Spowoduje to że dwa rogi po lewej i prawej stronie tyczki sa wolne i do nich wiążemy odpowiednio długie sznurki.Tyczkę wraz z przywiązaną wiatrownicą zarzucamy na postawiony wigwam  tak by zasłoniła otwór dymny. Z jednej striony będzie przylegać do wigwamu a z drugiej będzie uniesiona ponad pokrycie, co da nam swoisty komin którym będzie uciekał dym. Wspomniane wolne rogi wiążemy do osobnych kołków na ziemi. Można oczywiście  dowiązać więcej sznurków  do innych uszek wiatrownicy i dokołkować do ziemi, zwiększy to bezpieczeństwo przy mocniejszych wiatrach. Oczywiście wiatrownicą się operuje by wiatr nie wciskał dymu do środka, wtedy należy odkołkować ją i obrócić na tyczce w inną, odpowiednią stronę i przykołkować ponownie.



     Zostają jeszcze drzwi, które powinny być szersze od otworu który zostawiliśmy wcześniej. Dobrze by było aby drzwi posiadały dwa tunele w które można wsunąć kije usztywniające drzwi. Jeden tunel na dole a drugi mniej więcej pośrodku. usztywni to drzwi i spowoduje,że nie będą wpadały do środka. Na górze są uszka które przywiązujemy do ramy konstrukcji od środka i wykładając resztę materiału na zewnątrz wigwamu.  Woda powinna spływac po drzwiach. Oczywiście można sobie inaczej rozwiązać konstrukcje drzwi.
     Dwie dodatkowe płachty mniejsze górnego pokrycia mogą posłużyc nam na  uzupełnienie dołu, gdy źle wymierzyliśmy sobie promień okręgu i powstała szpara oraz na górne pokrycie gdy powstanie  jakaś szpara której nie da się inaczej zakryć.
     Wigwam jest gotowy i smiało można w nim palić ognisko. Nie wszystko da się łatwo opisać ale po kilkukrotnym postawieniu samemu dochodzi sie do pewnych rozwiązań. 

Powodzenia


„Tajemnicze wyspy” Windward Islands

       Compagnies franches de la Marine stacjonowali nie tylko w Nowej Francji, ale i w innych koloniach francuskich. W anglojęzycznych opra...