22 lutego 2021

Wspominki o Gorham Rangers

 

W Nowej Szkocji działały dwie znane kompanie rangersów – Gorham's Rangers i Dank's Rangers. Tej pierwszej warto poświęcić więcej miejsca ponieważ była to najstarsza kompania rangersów działająca nieprzerwanie od 1744 roku do jej rozwiązania w 1763. Rangersi Gorhama zaczynali jako Kpt. John Gorham's Indian Rangers of the Woods. Kompania złożona była głównie z Indian Mohawk i Metysów, doskonale zaznajomionych z indiańską taktyką. We wrześniu 1744 roku ówczesny gubernator Nowej Szkocji, William Shirley wysłał kompanię Gorhama do Annapolis celem wzmocnienia garnizonu. Podczas tej kampanii przeprowadzili wiele potyczek z indiańskimi sprzymierzeńcami Francuzów. W 1747 roku John Gorham dostał od króla Jerzego II patent oficerski kapitana armii regularnej do dowodzenia kompanią 100 ludzi w celu obrony twierdzy Annapolis i prowincji Nowa Szkocja. W latach 1747 – 1749 Gorham's Rangers wspólnie z głównymi siłami bronili prowincji wspierani przez dwa uzbrojone, prywatne okręty żaglowe Gorhama. Operując na wodzie i lądzie, zastraszali Indian i akadyjskich Francuzów systematycznie powiększając obszar angielskiego panowania. W 1749 roku kompania włączona została do wojsk Nowej Szkocji stając się właściwie regularnym oddziałem. I chociaż Wojna króla Jerzego zakończyła się w 1748 roku, oni ciągle zaciekle walczyli z Francuzami i Indianami aż do 1752 roku. W latach 1749 – 1752 kompania Gorhama czasowo połączona była z dwoma innymi, krótko istniejącymi kompaniami. Przez cały ten czas prowadzili rekrutację wzmacniając kompanię. W październiku 1750 roku ogłoszenie w Boston Weekly News zachęcało „dżentelmenów ochotników” do zaciągania się do Niezależnych Kompanii Rangersów w Nowej Szkocji. Rekruci obiecane mieli uniformy z niebiesko-czarnego sukna, fundusze na rozrywki i w dyskretny sposób nagrody za indiańskie skalpy.


W 1751 roku zmarł John Gorham, jego następcą został młodszy brat Joseph, który do tej pory był pierwszym porucznikiem w kompanii.


W 1755 roku zapiski francuskie wymieniały ich jako „...niezależną kompanię 120 porządnych Maringhams (Mohican) Indian, którymi nasi indiańscy sprzymierzeńcy pogardzają i złych obywateli z innych narodów. Korpus ten przeznaczony jest do działań w lasach”, dodając że oni nie „rezydują w Halifax”. Wtedy kompania miała 110 szeregowych i 6 oficerów, później w 1757 roku zwiększono stan do 130 rangersów i 8 oficerów. W 1758 roku Gorham's Rangers byli częścią armii gen. Amhersta podczas oblężenia twierdzy Louisbourg chroniąc tyły i flanki Brytyjczyków przed Francuzami i Indianami. Następnego roku rangersi Gorhama byli jedną z sześciu kompanii rangerskich wchodzących w skład armii gen. Jamesa Wolfe'a biorącej udział w ataku na Quebec. W rzeczywistości Gorham's Rangers działali bardziej na wschód od Quebecu, niszcząc w sierpniu i na początku września 1759 roku wiele osad takich jak La Malbaie i Kamouraska. Wrócili do Nowej Szkocji po kapitulacji miasta. W sierpniu 1760 roku Joseph Gorham w uznaniu zasług awansowany został na stopień majora armii regularnej. Jego rangersi nazywali się teraz North American Rangers i jako jedyny oddział rangerski włączeni zostali w skład armii regularnej. Oddział składał się z jego własnej i jednej lub kilku innych kompanii. Prawdopodobnie część z nich wysłano do dzisiejszego Nowego Brunszwiku. W 1762 roku jakieś 225 rangersów Gorhama wysłano do New York skąd wypłynęli do Hawany gdzie dołączyli do oblegających miasto Brytyjczyków. Po upadku Hawany rangersi wcieleni zostali do innych brytyjskich regimentów stacjonujących na Kubie. Gorham i jego oficerowie powrócili do New York przeprowadzając nową rekrutację do tworzącego się Corps of Rangers. Oddział ten rozwiązano pomiędzy 1763 – 1764 rokiem chociaż później część z nich walczyła przeciwko Pontiakowi.

 

oprac. Duch Niagary

 

PS. :

tekst pochodzi z nieistniejącej już naszej starej strony o rangersach 



16 lutego 2021

Benjamin Church

 Ojciec amerykańskich rangersów, jego postać troszkę po macoszemu została potraktowana przez polską wikipedie. https://pl.wikipedia.org/wiki/Benjamin_Church Już lepiej wygląda sprawa na angielskiej wiki. Poniżej przedstawiamy kilka ciekawostek dotyczących pierwszego rangersa.
  • Jego matką była Elizabeth, córka Richarda i Elizabeth Warrenów

  • Był stolarzem i osiedlił się w Little Compton w Rhode Island (ziemia Sakonnetów na południowym wschodzie zatoki Narragansett)

  • Jego żoną była Alice, córka Constanta Southworta, pasierba Williama Bradforda, czyli nie byle kim była.

  • Benjamin zaprzyjaźnił się z Awashonks, kobietą wodzem Sakonnetów.

  • Ranny podczas zdobywania fortu Narragansettów czyli tzw. Wielkiej Bitwy na Bagnach (Great Swamp Fight - 19 grudnia 1675 r.),

  • 12 maja 1676 r. urodził mu sie drugi syn, któremu nadal imię na cześć teścia, czyli Constant. Pierwszy syn mial na imię Thomas

  • Podczas tzw. Wojny króla Filipa w 1676 r. zwerbowal Sakonnetów kobiety wodza Awashonks oraz kilku białych do swej kompanii.

  • Kompania Churcha liczyła 18 Anglików i 22 Sakonnetów.

  • W ciągu dwóch miesięcy działalności kompani Church wział do niewoli 700 Indian, więcej niz pozostałe oddziały angielskie razem wzięte.

  • W chwili wybuchu Wojny królowej Anny w 1702 r., Benjamin tak sie roztył, że potrzebowal dwóch sług by sie poruszać

  • W latach 1689 – 1704 poprowadził pięc wypraw przeciwko Francuzom i Indianom z Maine.

  • W 1716 r. opublikował z pomocą starszego syna Thomasa “Ciekawe zapiski dotyczące wojny Filipa” (Entertaining Passages relating to Philip's War)

  • Jego otyłość stała sie przyczyna śmierci, gdy w 1718 r. koń sie potknął, zrzucił jeźdźca na ziemię z taką siłą, że pękło mu naczynie krwionośne doprowadzając do krwotoku i w końcu do śmierci.


     

14 czerwca 2020

Zamiast pierzyny taki śpiwór

Obozując w terenie, pod namiotem albo i pod chmurka czasem przydaje się coś więcej jak koc by się przykryć i odgrodzić od wilgoci nocy. Na poniższych rysunkach pokazujemy śpiwór jaki samemu można sobie uszyć. Jednak trzeba pamiętać iż pochodzi ono z tzw. okresu Fur Trade. Nie ma żadnych zapisków, albo nie udało się nam do nich dotrzeć, które mówiłyby o tym iż takie śpiwory używano podczas French Indian War. Jest to wymysł późniejszy, ale praktyczny, dlatego zostawiamy Wam decyzję czy chcecie sobie coś takiego zrobić czy też nie.

Oczywiście taki śpiwór to tylko pokrowiec, do którego wsadzamy coś by było nam miękko i w miarę wygodnie. Można więc wsadzić do środka koc lub jakiś inny materiał, wedle uznania. Ważne jest aby łóżko było przynajmniej od spodu wodoodporne, co będzie ratowało nasze nerki przed zapaleniem. Podane rozmiary są oczywiście tylko przykładowe, można sobie samemu dobrać najbardziej nam pasujący rozmiar.

Oto pierwszy śpiwór, trochę skomplikowany do zrobienia, na pierwszy rzut oka, ale to tylko złudzenie. Te wnęki pod głowę i nogi, nazwane kieszeniami D, E mogą być oczywiście tej samej wielkości.


Tak wygląda całość po zszyciu. Jak juz pisaliśmy jest to tylko wariant, Wy możecie sobie trochę coś pozmieniać. Dobrym pomysłem jest wypośrodkować klapy B, C którymi sie owijamy, tak by samo łóżko stało się uniwersalne. Spowoduje to, że nie będzie miało znaczenia gdzie ma być głowa a gdzie nogi. Uwieżcie czasem się to bardzo przydaje. Oczywiście aby  ten śpiwór był praktyczny i spełniał swoją rolę to trzeba je jakoś zamknąć. Dlatego  do klapy B przyszywamy troczki na wolnym końcu, a do klapy C troczki przyszywamy w 1/3 wysokości od góry. Takie przyszycie troczków spowoduje iż klapy będą na siebie zachodzić i ciepełko nie będzie uciekać nam. Można też zastosować inne zamknięcie jak np. zrobić dziurki i przewlekac przez nie sznurek.

Tak mniej więcej wyglądaja elementy potrzebne do uszycia takiego posłania.


Oczywiście można inaczej sobie rozłożyć poszczególne elementy takiego śpiwora, wszystko zależy od Waszej inwencji jak i od materiału jaki posiadacie.

Dla  mniej zdolnych a chcących posiadać jakieś zabezpieczenie przed wilgocią, czy też wolących coś co przypomina klasyczne śpiwory to polecam wykonanie takiego  posłania jak pokazano na ostatnim rysunku. Jest on prosty do wykonania, podobny w swym kształcie do starych śpiworów ale wykonany z materiału. Jeśli masz taką fantazję to możesz sobie taki śpiworek zaimpregnować i wtedy żadna pogoda nie jest Ci straszna.

 

Wszystkim ceniącym sobie wygodę przypominany iż pokazane na rysunkach śpiwory nie są udokumentowane na okres French Indian War, ale abyście czuli sie trochę rozgrzeszeni to informujemy, iż takie jak na ostatnin rysunku widzieliśmy u czeskich rekonstruktorów.


Miłego nocowania 



10 czerwca 2020

Zapomniany James Smith, cz. 2

      Smith przebywał wśród Indianami przez pięć lat i zaczął ich szanować i podziwiać. W 1759 roku, skorzystał jednak z okazji by ich opuścić i wsiadł na francuski statek z angielskimi więźniami przeznaczonymi na wymianę. Po kilku miesiącach spędzonych w Montrealu Smith w końcu powrócił na łono swej białej społeczności. Jego biograf, historyk z Pensylwanii - Wilbur S. Nye, pisze, że jego przyjaciele i rodzina znaleźli go bardzo zmienionego: „Na początku ledwo go poznali z powodu jego odmiennego wyglądu i sposobu mówienia - dźwięcznego, podobnie jak u Indian, któremu towarzyszyły pełne gracji gesty, również charakterystyczne dla tubylców. ” Po zakończeniu wojny z Francuzami i Indianami na pograniczu zapanował względny spokój i taki stan rzeczy utrzymywał się aż do 1763 roku, kiedy to wybuchła rewolta Indian zwana Powstaniem Pontiaka. Osady graniczne były narażone na ataki, ponieważ zgromadzenie kolonialne Pensylwanii, zdominowane przez kwakrów -pacyfistów nie zapewniło odpowiednio licznej i wyszkolonej milicji, która mogła by powstrzymywać rajdy wojenne Indian. Rząd brytyjski również nie był pomocny albowiem nagle, na podstawie niezrozumiałych dla osadników, umocowań prawnych , uznał teraz plemiona indiańskie za niezależne narody posiadające prawa do posiadania ziemi i sprzeciwiał się praktyce zajmowania ich ziemi przez indywidualnych farmerów. Smith wiedział dobrze że ta praktyka nie tylko sprowokowała indiańskie najazdy, ale sprawiła, że stały się one koniecznością dla Indian, ponieważ ci, pozbawiani najlepszych terenów łowieckich byli czasem po prostu zmuszeni do zdobywania w jakimś zakresie zapasów żywności podczas wojennych rajdów na farmy białych. Osadnicy w końcu nie oglądając się już na żadne władze utworzyli własne jednostki bojowe a Smith został wybrany na kapitana. Wybrał dwóch innych byłych jeńców na swoich oficerów i przeszkolił swoich ludzi w zakresie stosowania taktyki zapożyczonej od Indian. Smith i jego ludzie ubierali się podobnie do Indian i jak oni malowali twarze na czerwono i czarno (dlatego zwano ich „Czarnymi Chłopcami”).


      Ich sposoby walki okazały się na tyle skuteczne, iż w końcu na pograniczu Pensylwanii zapanował względny spokój. W 1765 r., kiedy ciągle toczono nieustanne rozmowy pokojowe z Indianami, Smith i 10 jego „Czarnych Chłopców” napadł na transport z darami dla Indian po czym zniszczył wszelką broń i amunicje jakie znajdowały się na wozach. Usprawiedliwiał swój ruch tym, że takie prezenty zbroiły Indian przeciwko osadnikom i farmerom na pograniczu. Jego działalność okazała się jednak solą w oku królewskich komisarzy negocjujących pokój. Dowódca fortu Loudon, aresztował wielu osadników – w większości nie mających nic wspólnego z „Czarnymi Chłopcami”. Smith szybko zwerbował oddział strzelców i rozbił obóz w pobliżu fortu; po czym rozpoczął akcję łapania w niewolę zaskoczonych żołnierzy. Kiedy liczba jego jeńców przerosła liczbę przetrzymywanych w forcie osadników Smith zorganizował wymianę więźniów, dzięki czemu udało mu się uwolnić wszystkich cywilów którzy siedzieli w fortecznym areszcie. Jednak najbardziej spektakularnym osiągnięciem Smitha był jego atak na Fort Bedford w 1769 roku. Wraz z 18 swoimi Czarnymi Chłopcami wyruszył na ratunek aresztowanej grupie kolonistów buntujących się przeciwko królewskim podatkom. Smith szeroko rozpowiadał o swych zamiarach uwolnienia więźniów, tak aby dowiedzieli się o nich Brytyjczycy. Wraz ze swymi ludźmi, forsownym nocnym marszem doszedł do fortu przed świtem na długo przedtem niźli spodziewali się go Brytyjczycy, zmyleni rozpowiadanymi przez Smitha fałszywymi informacjami Czarni Chłopcy, bez trudu przemknęli obok wartowników i zabezpieczyli zbrojownię wewnątrz fortu i błyskawicznie uwolnili aresztantów.

Takie działania wydają się czynić Smitha naturalnym kandydatem na przywódcę podczas wojny o niepodległość USA. Niestety Smith nie był w stanie spełnić swoich ambicji. Zwrócił się do Jerzego Waszyngtona o pozwolenie na utworzenie batalionu strzelców „takich, którzy znają indiańskie metody walki”. Smith wspomina jednak, że „generał Waszyngton nie wpadł w zachwyt z powodu pomysłu by białych mężczyzn przebierać za Indian”.

Podczas wojny o niepodległość Smith otrzymał stopień pułkownika i został skierowany do poprowadzenia wyprawy przeciwko indiańskiej wiosce nad strumieniem French. Tam powinowactwo Smitha z Indian mogło doprowadzić do konfliktu interesów. Tak się jednak nie stało. Nye donosi, że po powrocie Smitha z nieudanej kampanii, został on oskarżony przez niższego stopniem oficera, Archibalda Lochry'ego, który twierdził, że ponieważ Smith „nie chciał zabić Indianina”, odrzucił propozycję zwiadu, przez co zniweczył element zaskoczenia. Miało to doprowadzić do ucieczki Indian. Na prośbę Smitha sprawa została wniesiona do sądu wojskowego. Podczas rozprawy Smith został całkowicie oczyszczony z zarzutów.

Kusi jednak myśl, że Lochry miał podstawy do swoich oskarżeń. Mógł nie wiedzieć, że Indianie z wioski nad strumieniem French pochodzili z grupy do której Smith został adoptowany w przeszłości. W swoim pamiętniku Smith wyjawił, że rozmawiał z nimi w ich własnym języku kilka miesięcy po nieudanej kampanii, „nie informując ich, że tam był”. Sam dowiedział się, że Indianie dokładnie monitorowali jego podejście i znacznie przecenili wielkość jego małej armii. Indianie dokładnie obejrzeli z ukrycia obóz wojskowy i stwierdzili, że nie mogą wykonać korzystnego ataku. Dlatego opuścili swoją wioskę oraz tereny łowieckie i przenieśli się na zachód. Było to typowe działanie Smitha; dzięki swojej wiedzy w zakresie taktyki Indian, był w stanie konsekwentnie zniechęcić wroga do ataku lub też ostatecznie pokonać ich bez konieczności przelewania „morza krwi”. Smith doskonale wiedział, że Indianie byli pragmatyczni i nigdy nie zaatakowaliby bez dużego prawdopodobieństwa na zwycięstwo. W tym konkretnym wypadku Indianie po prostu ocenili mocne strony swojego przeciwnika i rozważnie wycofali się. Smith nie splamił swoich rąk krwią przybranych pobratymców. W 1785 roku, Smith osiedlił się w hrabstwie Bourbon w Kentucky na terytorium przejętym od Indian. Po kilku latach przeniósł się na farmie w Jacob's Creek. Przez wiele lat zasiadał w zgromadzeniu ogólnym hrabstwa, a także pracował jako misjonarz wśród Indian. Jako człowiek schorowany i stary, nie mogący już więcej walczyć, nadal próbował przyczynić się do powiększenia zdolności bojowych swego młodego kraju, publikując dwie prace o taktyce wojny partyzanckiej na modłę indiańską - najpierw w „An Account of the Remarkable Occurrences in the Life and Travels of Col. James Smith ” a następnie w Traktacie o taktyce wojny indiańskiej.

James Smith ok. 1800-1810

Współcześni mu zapamiętali go jako spokojnego, bardzo inteligentnego człowieka i zapalonego czytelnika. To, że był w stanie prowadzić własny dziennik podczas pobytu wśród Indian, było bardzo niezwykłe, biorąc pod uwagę, że większość narracji dotyczących niewoli została napisana wiele lat później z pamięci. Tak więc relacje Smitha są do dnia dzisiejszego uważane za niezwykle cenne, biorąc pod uwagę mnogość szczegółów jakie się w nich znajdują.

Istnieją pewne dowody na to, że Smith redagował i wydawał niewielką gazetę aż do swojej śmierci w 1812 r. Historycy zwracają uwagę i bacznie poszukują wszelkich zachowanych dokumentów spisywanych przez Jamesa Smitha. Gdyby udało się odnaleźć jakieś jego nowe wspomnienia, miałyby one prawdopodobnie nieocenioną wartość historyczną.

James Smith zmarł 11 kwietnia 1813 roku.

                                                                                                                                Oprac. - Naszyjnik



26 kwietnia 2020

Zapomniany James Smith, cz. 1

      James Smith, urodzony w dzisiejszym Mercersburgu w Pensylwania 26 listopada 1737 roku, stał się legendarną postacią pogranicza - Indianin, biały zwiadowca, żołnierz i oficer oraz amerykański patriota został zapomniany zaraz po śmierci. Na szczęście pamięć o nim przetrwała .
      James został schwytany w maju 1755 r. przez Indian Delawarów gdy pracował przy budowie tzw. drogi Braddocka i zabrano go do Fortu Duquesne. Znajdujący się w obrębie Fort Duquesne (obecnie Pittsburgh) młody, zaledwie 18-letni James Smith obserwował niezbyt liczną grupę Indian, francuskich Kanadyjczyków oraz żołnierzy stanowiących załogę Duquesne, którzy wyruszali na spotkanie z armią angielskiego generała Edwarda Braddocka. Smith spodziewał się, że Braddock rozgromi wroga, zajmie francuski fort w widłach Ohio a tym samym wyratuje go i oswobodzi z niewoli. Niestety – późnym popołudniem tego samego dnia, 9 lipca 1755 r. Francuzi i ich indiańscy sojusznicy wrócili w chwale zwycięzców, a Smith wkrótce usłyszał przerażające krzyki torturowanych brytyjskich jeńców, których obdzierano ze skóry i palono żywcem . „Wydawało mi się” - napisał później Smith - „jakby piekielne moce zstąpiły na ziemię”. Nieco później, Smith dowiedział się, że Francuzi i Indianie stracili zaledwie kilkunastu ludzi, podczas gdy Brytyjczycy zostawili na polu bitwy prawie 500 ludzi, nie licząc strat jakie ponieśli podczas odwrotu. Ta katastrofalna porażka była dla Brytyjczyków raczej mało chwalebnym początkiem wojny z Francuzami i Indianami. Była jednak pierwszą bardzo ważną lekcją jaką odebrał Smith, która dotyczyła indiańskich sposobów prowadzenia wojny. Już niebawem, Smith zostanie ekspertem w dziedzinie taktyki i strategii indiańskiej ale także i ogólnie życia Indian.
      Młody Smith został schwytany przez Delawarów i Caughnawaga tuż przed nieszczęsną próbą zajęcia Fortu Duquesne przez Braddocka. Zapewne z powodu młodego wieku, został przeznaczony do adopcji, co wiązało się z koniecznością pokonania tzw. „ścieżki życia„ – tuż za fortem Smith, jak wielu innych , był zmuszony przebiec między dwoma szpalerami Indian, którzy pobili go podczas próby, prawie do nieprzytomności. Ale tylko tak można było zostać Indianinem. Ludzie słabego ducha i odporności byli odsiewani podczas takiej próby. Jakiś czas po klęsce Braddocka, kiedy Smith wydobrzał a jego rany wygoiły się na tyle by można było wyruszyć w podróż, Indianie zabrali go z Fort Duquesne, mimo że usilnie prosił ich by pozostawili go pomiędzy Francuzami. Odmówiono jego prośbie. Nie zostawia się przecież braci pośród białych, choćby i Francuzów. Smith teraz był jednym z nich.
      Podczas ostatecznego dopełnienia ceremonii adopcji w wiosce Caughnawaga nad rzeką Allegheny, młody Smith został zanurzony i obmyty w rzece, włosy na głowie, prócz loku skalpowego, zostały mu dokładnie wygolone za pomocą noża i wyskubane do cna przy pomocy ciepłego popiołu. Przebito mu uszy i założono kolczyki. Dostał także piękne, nowe ubrania oraz niezbędne osobiste wyposażeni jakie powinien posiadać każdy wojownik. Po latach, w swoich pamiętnikach zatytułowanych „Relacje z niezwykłych wydarzeń z życia i podróży płk. Jamesa Smitha” (An account of the remarkable occurrences in the life and travels of Colonel James Smith) Smith zanotował przemowę wodza Caughnawaga, który przemówił do niego poprzez tłumacza: „Mój synu, jesteś teraz ciałem z naszego ciała i kością z kości . Podczas ceremonii, która odbyła się tu dziś, każda kropla białej krwi została wypłukana z twoich żył; należysz teraz do wojowniczego narodu Caughnawaga; jesteś adoptowany do wielkiej rodziny i teraz z wielką powagą zostałeś przyjęty w pokoju na miejsce wielkiego człowieka”. Smith zapisał w pamiętnikach, że Indianie w żaden sposób nie uchybili mu nigdy z powodu jego koloru skóry podczas jego pobytu wśród nich. Był teraz Indianinem i członkiem plemienia. Traktowali go więc uczciwie pod każdym względem przez pięć lat jakie spędził wśród nich.


adopcja Jamesa Smith'a


      Kiedy wódz Caughnawaga skomentował, że Smith został adoptowany „w pokoju i na miejsce wielkiego człowieka” było to dosłowne sformułowanie: jeńcy adoptowani do plemion indiańskich mieli zając miejsca po zabitych lub zmarłych członkach plemienia. Jeśli Smith nawet nieświadomie odstępował od wyznaczonej mu roli wojownika, był natychmiast krytykowany i pouczany. Na przykład, kiedy na początku swej nowej drogi życia pośród Caughnawaga, Smith pomógł kobietom wykarczować teren pod nowe pole kukurydzy został zganiony przez starszych, którzy powiedzieli mu, że został adoptowany w miejsce wielkiego mężczyzny i nie może kopać kukurydzy jak jakaś kobieta. Aby sprostać oczekiwaniom Indian nowy „Indianin” musiał zostać mężczyzną Caughnawag, znawcą lasu, doświadczonym myśliwym i wojownikiem. Smith w końcu stał się nim wszystkimi. Swój kunszt wybitnego wojownika i człowieka lasu potwierdził jednak dopiero po tym jak opuścił Indian.
      Nie jest jasne, czy Smith kiedykolwiek dołączył do jakiejś wyprawy wojennej Indian podczas najazdów na graniczne osiedla białych. Jeśli wziął udział w jakimś napadzie to nie pozostał po tym fakcie żaden ślad choć jest raczej mało prawdopodobne by współplemieńcy pozwolili mu zająć zupełny neutralną postawę. Jak sam wspominał, starał się mimo wszystko, w jakimś sensie pozostać lojalny wobec białej społeczności, a przyłączenie się do Indian w wojnie przeciwko nim, jak zrobili to niektórzy adoptowani biali , byłoby dla niego hańbiącym postępowaniem. Mimo wszystko to Smith był dumny ze swoich osiągnięć choćby jako świetnego myśliwego i w pewnym sensie musiał być to dla niego powód do wstydu. Pozostawał w wiosce ze starymi mężczyznami, kobietami i małymi dziećmi, podczas gdy chłopcy w wieku 12 lat wyruszali na wojnę. Mimo takiego istnego balansowania na linie Smith w rzeczywistości był bardzo zainteresowany tematyką wojny i wykorzystał zaufanie Indian aby zbierać wszelkie możliwe informacje na temat strategii Indian. W swoim „Traktacie o trybie i sposobie wojny indiańskiej” wyjaśnił, w jaki sposób słuchał planów bitewnych Indian i zanotował w swoim dzienniku: „Słuchałem Indian, gdy mieszkałem pośród nich, opowiadali mi we własnym języku, który dobrze znałem o wielu różnych fortelach dzięki którym wielokrotnie przechytrzali białych ludzi…dzięki tym rozmowom, miałem tak wielką okazję poznać ich szczególne sposoby prowadzenia wojny, jak żaden ze współcześnie żyjących białych ”

 
artystyczna wizja wyglądu Smith'a



     Niezwykle ciekawe były dyskusje Indian na temat brytyjskiej taktyki wojskowej, które udało się usłyszeć Smithowi. Podczas gdy podstawową zasadą indiańskiej sztuki wojennej było unikanie strat własnych i walka z zaskoczenia przy wykorzystaniu wszelkich możliwych forteli i zasadzek, Brytyjczycy według Indian robili wszystko by dać się zaskoczyć, nie zachowując żadnej ostrożności i maszerując w ścisłej kolumnie. I grzechem było również to, że bardzo powoli uczyli się na własnych błędach. Przykładowo, po ciężkiej lekcji jaką odebrali nad Monongahelą, wydawało się, że może wyciągną jakieś wnioski. Jednak w 1758 r. pułkownik James Grant, którego wojska stanowiły szpicę armii Johna Forbesa, sprytnie poprowadził swoich szkockich górali z 77 Regimentu Piechoty (Montgomerie's Highlanders), forsownym nocnym marszem, po czym rozbił obóz na wzgórzu w odległości mili od francuskiego fortu Duquesne. Według Indian, Grant winien był z marszu atakować fort. Niestety Anglicy zdradzili swoją obecność nad ranem gdy werble, a co gorsza dudy zagrały na zbiórkę. Bardzo szybko Szkoci zostali po cichu otoczeni przez Indian i francuskich żołnierzy, którzy wybili Szkotów niemal do nogi, zaś wziętych do niewoli ponabijali na pale, a ich kilty umieszczono poniżej nich. Stary wódz - Tecaughretanego, wspomniał również o fatalnym w skutkach fakcie spożywania przez żołnierzy Granta znacznych ilości alkoholu. Była to bitwa o Fort Duquesne w dniu 14 września 1758 r.


cdn. 

oprac. Naszyjnik

31 marca 2020

Mankiet koszuli

      Nasz nieoceniony korespondent, zajmujący się Indianami tak napisał :
Przeanalizowałem sobie sporą ilość starych rycin Indian i w 90 % mankiety w koszulach są marszczone, nie tak jak w koszulach wojskowych.
      Bardzo dziękujemy za tą opinię, dodać trzeba, że chodzi tu o koszule dla Indian, ale jest to dobry początek by cokolwiek o mankietach napisać.
      Niewiele jest do pisania o mankietach, więcej powiedzą same rysunki, które wyjaśnią wiele spraw, taka przynajmniej mamy nadzieje.
      Podstawowy mankiet do koszuli jest prosty, zwykły, taki sam jak w koszulach współczesnych. Na poniższym rysunku widać jak taki mankiet wykonać. Bierzemy kawałek materiału, zginamy go wpół  na lewej stronie i zszywamy po bokach a później wywijamy to na strone prawą. I już mankiet gotowy.







Kolejny rysunek pokazuje jak taki mankiet doszyć do rękawa :



A tak to wygląda po zszyciu :





      Jak widać nie jest to aż tak trudne do zrobienia, trzeba też pamiętać, że rękaw jest przy mankiecie troszkę marszczony no i oczywiście odpowiednio przygotowany. To przygotowanie polega na odpowiednim obszyciu rozcięcia, o czym może kiedyś napiszemy gdy zajmiemy się samym rękawem.
      Dochodzimy teraz do sprawy guzików, tutaj mamy kilka opcji do wyboru. Możemy użyć guzików metalowych, drewnianych lub zrobionych z kości, mogą być ze stopką lub z dziurkami. Powiedzmy sobie szczerze, jakie masz takie doszywasz.


      Czasami w niektórych opracowaniach można spotkać trochę inne zapinanie na guziki niż znamy. Jest ono bardzo ciekawe choć wydaje się niepraktyczne, a to z powodu samego zapięcia. Wydaje się, że takie guziki we współczesnej dobie, gdy dosyć często się przebieramy i nie nosimy na co dzień stroju, to zbyt szybko by się nam gubiły. Choć jest to też prawidłowe rozwiązanie W mankiecie mamy dwie dziurki, odmiennie od standardowej jednej dziurki, i zapinanie jest na dwa połączone guziki. Trochę to skomplikowanie brzmi ale rysunek wszystko wyjaśni.

 
    
     No i dochodzimy do sedna czyli do marszczonego mankietu. Jak już wiemy od naszego korespondenta to takie marszczenie bardzo odpowiednie jest dla koszul indiańskich. Skąd się to wzięło to można się jedynie domyślać. Otóż Indianie otrzymywali sporo koszul jako dary i zapewne nie dostawali byle jakich wojskowych, cywilnych ale raczej ekskluzywne koszule dla dżentelmenów czyli dla bogaczy. Bogatsi biali jak i oficerowie mogli nosić koszule z takimi marszczonymi mankietami (lub falbankami) i nie musiały one być takie zwyczajne  lecz mogły być robione z koronki, czyli na bogato. Nie jest wyjaśnione czy do zwykłych mankietów doszywano takie falbany, choć jest to mało prawdopodobne. Czasem jak się obserwuje zdjęcia zagranicznych rekonów to da się zauważyć, że mankiet przed falbaną jest dosyć szeroki. Nie do końca jest to prawdą, ponieważ ten fragment był dosyć wąski w interesującym nas okresie. Może w okresie rewolucji amerykańskiej było inaczej. Bardzo ważne jest też to, że taką falbanę czy marszczenie nie robiło się z samego rękawa lecz doszywało osobno. Gdyby marszczenie zrobić z samego rękawa to wtedy nie byłoby takie ładne i raczej wąskie, dlatego doszywa się te marszczenie z osobnego kawałka materiału by zrobić ładne kloszowane falbany. Rysunek pokazuje jak to zrobić.





Po zszyciu marszczenia do rękawa oczywiście robimy dziurkę w tym wąskim mankiecie by można łatwiej wsadzić rękę a później zapiać. 


 

Po zszyciu tak powinno to wyglądać jak na zdjęciu poniżej :



Ładnie, prawda? Więc do dzieła






3 marca 2020

Kapota - uzupełnienie

   Umówmy się, że jest zima, no może trochę przesada, ale powiedzmy, że dni są chłodniejsze. Na takie chłodniejsze dni, a w szczególności noce przydaje się coś ciepłego do ubrania. I takim  ciepłym wdziankiem jest właśnie kapota, o której zresztą już pisaliśmy  nie raz. 
    Tym razem małe uzupełnienie. Otóż przeszukując internet na okoliczność wzoru kapoty odpowiedniego na połowę wieku XVIII można znaleźć wiele zdjęć. Trzeba być jednak ostrożnym w wyborze odpowiedniego wzoru. Najlepiej, jeśli nie jesteśmy pewni wzoru, to nie powielajmy go, bo możemy zrobić coś niezgodnego z epoką. Dosyć często pojawiają się zdjęcia takich kapot jak poniżej :


   Ten wzór jak i poniższy, najczęściej można znaleźć w przepastnym internecie : 


      
     Zalecam jednak dużą ostrożność. Mimo, że te kapoty bardzo w swym zewnętrznym wyglądzie przypominają te  kapoty na wiek XVIII, to jednak nimi nie są. Są to  kapoty już z początku wieku XIX, maszynowo  i masowo szyte. Dlatego ponawiam  ostrzeżenie. Jeśli nie wiesz czy to kapota na interesujący Cię okres to jej nie szyj. 


  Tak wygląda wzór na kapotę z XIX w. 

   Podobna do interesujcej nas kapoty z połowy wieku XVIII, ale to nie jest to.
     I jeszcze taka uwaga. Nie każdy koc nadaje sie na kapotę. Już totalnym błędem jest używanie kocy z Hudson's Bay Company, takich jak na poniższym zdjęciu.


Takie koce  pojawiły sie w ofercie HBC dopiero w 1779 r., czyli na okres FIW nie nadają się.
   
Niniejszy post jest ostrzeżeniem by zwracać uwagę co sie robi.

„Tajemnicze wyspy” Windward Islands

       Compagnies franches de la Marine stacjonowali nie tylko w Nowej Francji, ale i w innych koloniach francuskich. W anglojęzycznych opra...