26 kwietnia 2020

Zapomniany James Smith, cz. 1

      James Smith, urodzony w dzisiejszym Mercersburgu w Pensylwania 26 listopada 1737 roku, stał się legendarną postacią pogranicza - Indianin, biały zwiadowca, żołnierz i oficer oraz amerykański patriota został zapomniany zaraz po śmierci. Na szczęście pamięć o nim przetrwała .
      James został schwytany w maju 1755 r. przez Indian Delawarów gdy pracował przy budowie tzw. drogi Braddocka i zabrano go do Fortu Duquesne. Znajdujący się w obrębie Fort Duquesne (obecnie Pittsburgh) młody, zaledwie 18-letni James Smith obserwował niezbyt liczną grupę Indian, francuskich Kanadyjczyków oraz żołnierzy stanowiących załogę Duquesne, którzy wyruszali na spotkanie z armią angielskiego generała Edwarda Braddocka. Smith spodziewał się, że Braddock rozgromi wroga, zajmie francuski fort w widłach Ohio a tym samym wyratuje go i oswobodzi z niewoli. Niestety – późnym popołudniem tego samego dnia, 9 lipca 1755 r. Francuzi i ich indiańscy sojusznicy wrócili w chwale zwycięzców, a Smith wkrótce usłyszał przerażające krzyki torturowanych brytyjskich jeńców, których obdzierano ze skóry i palono żywcem . „Wydawało mi się” - napisał później Smith - „jakby piekielne moce zstąpiły na ziemię”. Nieco później, Smith dowiedział się, że Francuzi i Indianie stracili zaledwie kilkunastu ludzi, podczas gdy Brytyjczycy zostawili na polu bitwy prawie 500 ludzi, nie licząc strat jakie ponieśli podczas odwrotu. Ta katastrofalna porażka była dla Brytyjczyków raczej mało chwalebnym początkiem wojny z Francuzami i Indianami. Była jednak pierwszą bardzo ważną lekcją jaką odebrał Smith, która dotyczyła indiańskich sposobów prowadzenia wojny. Już niebawem, Smith zostanie ekspertem w dziedzinie taktyki i strategii indiańskiej ale także i ogólnie życia Indian.
      Młody Smith został schwytany przez Delawarów i Caughnawaga tuż przed nieszczęsną próbą zajęcia Fortu Duquesne przez Braddocka. Zapewne z powodu młodego wieku, został przeznaczony do adopcji, co wiązało się z koniecznością pokonania tzw. „ścieżki życia„ – tuż za fortem Smith, jak wielu innych , był zmuszony przebiec między dwoma szpalerami Indian, którzy pobili go podczas próby, prawie do nieprzytomności. Ale tylko tak można było zostać Indianinem. Ludzie słabego ducha i odporności byli odsiewani podczas takiej próby. Jakiś czas po klęsce Braddocka, kiedy Smith wydobrzał a jego rany wygoiły się na tyle by można było wyruszyć w podróż, Indianie zabrali go z Fort Duquesne, mimo że usilnie prosił ich by pozostawili go pomiędzy Francuzami. Odmówiono jego prośbie. Nie zostawia się przecież braci pośród białych, choćby i Francuzów. Smith teraz był jednym z nich.
      Podczas ostatecznego dopełnienia ceremonii adopcji w wiosce Caughnawaga nad rzeką Allegheny, młody Smith został zanurzony i obmyty w rzece, włosy na głowie, prócz loku skalpowego, zostały mu dokładnie wygolone za pomocą noża i wyskubane do cna przy pomocy ciepłego popiołu. Przebito mu uszy i założono kolczyki. Dostał także piękne, nowe ubrania oraz niezbędne osobiste wyposażeni jakie powinien posiadać każdy wojownik. Po latach, w swoich pamiętnikach zatytułowanych „Relacje z niezwykłych wydarzeń z życia i podróży płk. Jamesa Smitha” (An account of the remarkable occurrences in the life and travels of Colonel James Smith) Smith zanotował przemowę wodza Caughnawaga, który przemówił do niego poprzez tłumacza: „Mój synu, jesteś teraz ciałem z naszego ciała i kością z kości . Podczas ceremonii, która odbyła się tu dziś, każda kropla białej krwi została wypłukana z twoich żył; należysz teraz do wojowniczego narodu Caughnawaga; jesteś adoptowany do wielkiej rodziny i teraz z wielką powagą zostałeś przyjęty w pokoju na miejsce wielkiego człowieka”. Smith zapisał w pamiętnikach, że Indianie w żaden sposób nie uchybili mu nigdy z powodu jego koloru skóry podczas jego pobytu wśród nich. Był teraz Indianinem i członkiem plemienia. Traktowali go więc uczciwie pod każdym względem przez pięć lat jakie spędził wśród nich.


adopcja Jamesa Smith'a


      Kiedy wódz Caughnawaga skomentował, że Smith został adoptowany „w pokoju i na miejsce wielkiego człowieka” było to dosłowne sformułowanie: jeńcy adoptowani do plemion indiańskich mieli zając miejsca po zabitych lub zmarłych członkach plemienia. Jeśli Smith nawet nieświadomie odstępował od wyznaczonej mu roli wojownika, był natychmiast krytykowany i pouczany. Na przykład, kiedy na początku swej nowej drogi życia pośród Caughnawaga, Smith pomógł kobietom wykarczować teren pod nowe pole kukurydzy został zganiony przez starszych, którzy powiedzieli mu, że został adoptowany w miejsce wielkiego mężczyzny i nie może kopać kukurydzy jak jakaś kobieta. Aby sprostać oczekiwaniom Indian nowy „Indianin” musiał zostać mężczyzną Caughnawag, znawcą lasu, doświadczonym myśliwym i wojownikiem. Smith w końcu stał się nim wszystkimi. Swój kunszt wybitnego wojownika i człowieka lasu potwierdził jednak dopiero po tym jak opuścił Indian.
      Nie jest jasne, czy Smith kiedykolwiek dołączył do jakiejś wyprawy wojennej Indian podczas najazdów na graniczne osiedla białych. Jeśli wziął udział w jakimś napadzie to nie pozostał po tym fakcie żaden ślad choć jest raczej mało prawdopodobne by współplemieńcy pozwolili mu zająć zupełny neutralną postawę. Jak sam wspominał, starał się mimo wszystko, w jakimś sensie pozostać lojalny wobec białej społeczności, a przyłączenie się do Indian w wojnie przeciwko nim, jak zrobili to niektórzy adoptowani biali , byłoby dla niego hańbiącym postępowaniem. Mimo wszystko to Smith był dumny ze swoich osiągnięć choćby jako świetnego myśliwego i w pewnym sensie musiał być to dla niego powód do wstydu. Pozostawał w wiosce ze starymi mężczyznami, kobietami i małymi dziećmi, podczas gdy chłopcy w wieku 12 lat wyruszali na wojnę. Mimo takiego istnego balansowania na linie Smith w rzeczywistości był bardzo zainteresowany tematyką wojny i wykorzystał zaufanie Indian aby zbierać wszelkie możliwe informacje na temat strategii Indian. W swoim „Traktacie o trybie i sposobie wojny indiańskiej” wyjaśnił, w jaki sposób słuchał planów bitewnych Indian i zanotował w swoim dzienniku: „Słuchałem Indian, gdy mieszkałem pośród nich, opowiadali mi we własnym języku, który dobrze znałem o wielu różnych fortelach dzięki którym wielokrotnie przechytrzali białych ludzi…dzięki tym rozmowom, miałem tak wielką okazję poznać ich szczególne sposoby prowadzenia wojny, jak żaden ze współcześnie żyjących białych ”

 
artystyczna wizja wyglądu Smith'a



     Niezwykle ciekawe były dyskusje Indian na temat brytyjskiej taktyki wojskowej, które udało się usłyszeć Smithowi. Podczas gdy podstawową zasadą indiańskiej sztuki wojennej było unikanie strat własnych i walka z zaskoczenia przy wykorzystaniu wszelkich możliwych forteli i zasadzek, Brytyjczycy według Indian robili wszystko by dać się zaskoczyć, nie zachowując żadnej ostrożności i maszerując w ścisłej kolumnie. I grzechem było również to, że bardzo powoli uczyli się na własnych błędach. Przykładowo, po ciężkiej lekcji jaką odebrali nad Monongahelą, wydawało się, że może wyciągną jakieś wnioski. Jednak w 1758 r. pułkownik James Grant, którego wojska stanowiły szpicę armii Johna Forbesa, sprytnie poprowadził swoich szkockich górali z 77 Regimentu Piechoty (Montgomerie's Highlanders), forsownym nocnym marszem, po czym rozbił obóz na wzgórzu w odległości mili od francuskiego fortu Duquesne. Według Indian, Grant winien był z marszu atakować fort. Niestety Anglicy zdradzili swoją obecność nad ranem gdy werble, a co gorsza dudy zagrały na zbiórkę. Bardzo szybko Szkoci zostali po cichu otoczeni przez Indian i francuskich żołnierzy, którzy wybili Szkotów niemal do nogi, zaś wziętych do niewoli ponabijali na pale, a ich kilty umieszczono poniżej nich. Stary wódz - Tecaughretanego, wspomniał również o fatalnym w skutkach fakcie spożywania przez żołnierzy Granta znacznych ilości alkoholu. Była to bitwa o Fort Duquesne w dniu 14 września 1758 r.


cdn. 

oprac. Naszyjnik

31 marca 2020

Mankiet koszuli

      Nasz nieoceniony korespondent, zajmujący się Indianami tak napisał :
Przeanalizowałem sobie sporą ilość starych rycin Indian i w 90 % mankiety w koszulach są marszczone, nie tak jak w koszulach wojskowych.
      Bardzo dziękujemy za tą opinię, dodać trzeba, że chodzi tu o koszule dla Indian, ale jest to dobry początek by cokolwiek o mankietach napisać.
      Niewiele jest do pisania o mankietach, więcej powiedzą same rysunki, które wyjaśnią wiele spraw, taka przynajmniej mamy nadzieje.
      Podstawowy mankiet do koszuli jest prosty, zwykły, taki sam jak w koszulach współczesnych. Na poniższym rysunku widać jak taki mankiet wykonać. Bierzemy kawałek materiału, zginamy go wpół  na lewej stronie i zszywamy po bokach a później wywijamy to na strone prawą. I już mankiet gotowy.







Kolejny rysunek pokazuje jak taki mankiet doszyć do rękawa :



A tak to wygląda po zszyciu :





      Jak widać nie jest to aż tak trudne do zrobienia, trzeba też pamiętać, że rękaw jest przy mankiecie troszkę marszczony no i oczywiście odpowiednio przygotowany. To przygotowanie polega na odpowiednim obszyciu rozcięcia, o czym może kiedyś napiszemy gdy zajmiemy się samym rękawem.
      Dochodzimy teraz do sprawy guzików, tutaj mamy kilka opcji do wyboru. Możemy użyć guzików metalowych, drewnianych lub zrobionych z kości, mogą być ze stopką lub z dziurkami. Powiedzmy sobie szczerze, jakie masz takie doszywasz.


      Czasami w niektórych opracowaniach można spotkać trochę inne zapinanie na guziki niż znamy. Jest ono bardzo ciekawe choć wydaje się niepraktyczne, a to z powodu samego zapięcia. Wydaje się, że takie guziki we współczesnej dobie, gdy dosyć często się przebieramy i nie nosimy na co dzień stroju, to zbyt szybko by się nam gubiły. Choć jest to też prawidłowe rozwiązanie W mankiecie mamy dwie dziurki, odmiennie od standardowej jednej dziurki, i zapinanie jest na dwa połączone guziki. Trochę to skomplikowanie brzmi ale rysunek wszystko wyjaśni.

 
    
     No i dochodzimy do sedna czyli do marszczonego mankietu. Jak już wiemy od naszego korespondenta to takie marszczenie bardzo odpowiednie jest dla koszul indiańskich. Skąd się to wzięło to można się jedynie domyślać. Otóż Indianie otrzymywali sporo koszul jako dary i zapewne nie dostawali byle jakich wojskowych, cywilnych ale raczej ekskluzywne koszule dla dżentelmenów czyli dla bogaczy. Bogatsi biali jak i oficerowie mogli nosić koszule z takimi marszczonymi mankietami (lub falbankami) i nie musiały one być takie zwyczajne  lecz mogły być robione z koronki, czyli na bogato. Nie jest wyjaśnione czy do zwykłych mankietów doszywano takie falbany, choć jest to mało prawdopodobne. Czasem jak się obserwuje zdjęcia zagranicznych rekonów to da się zauważyć, że mankiet przed falbaną jest dosyć szeroki. Nie do końca jest to prawdą, ponieważ ten fragment był dosyć wąski w interesującym nas okresie. Może w okresie rewolucji amerykańskiej było inaczej. Bardzo ważne jest też to, że taką falbanę czy marszczenie nie robiło się z samego rękawa lecz doszywało osobno. Gdyby marszczenie zrobić z samego rękawa to wtedy nie byłoby takie ładne i raczej wąskie, dlatego doszywa się te marszczenie z osobnego kawałka materiału by zrobić ładne kloszowane falbany. Rysunek pokazuje jak to zrobić.





Po zszyciu marszczenia do rękawa oczywiście robimy dziurkę w tym wąskim mankiecie by można łatwiej wsadzić rękę a później zapiać. 


 

Po zszyciu tak powinno to wyglądać jak na zdjęciu poniżej :



Ładnie, prawda? Więc do dzieła






3 marca 2020

Kapota - uzupełnienie

   Umówmy się, że jest zima, no może trochę przesada, ale powiedzmy, że dni są chłodniejsze. Na takie chłodniejsze dni, a w szczególności noce przydaje się coś ciepłego do ubrania. I takim  ciepłym wdziankiem jest właśnie kapota, o której zresztą już pisaliśmy  nie raz. 
    Tym razem małe uzupełnienie. Otóż przeszukując internet na okoliczność wzoru kapoty odpowiedniego na połowę wieku XVIII można znaleźć wiele zdjęć. Trzeba być jednak ostrożnym w wyborze odpowiedniego wzoru. Najlepiej, jeśli nie jesteśmy pewni wzoru, to nie powielajmy go, bo możemy zrobić coś niezgodnego z epoką. Dosyć często pojawiają się zdjęcia takich kapot jak poniżej :


   Ten wzór jak i poniższy, najczęściej można znaleźć w przepastnym internecie : 


      
     Zalecam jednak dużą ostrożność. Mimo, że te kapoty bardzo w swym zewnętrznym wyglądzie przypominają te  kapoty na wiek XVIII, to jednak nimi nie są. Są to  kapoty już z początku wieku XIX, maszynowo  i masowo szyte. Dlatego ponawiam  ostrzeżenie. Jeśli nie wiesz czy to kapota na interesujący Cię okres to jej nie szyj. 


  Tak wygląda wzór na kapotę z XIX w. 

   Podobna do interesujcej nas kapoty z połowy wieku XVIII, ale to nie jest to.
     I jeszcze taka uwaga. Nie każdy koc nadaje sie na kapotę. Już totalnym błędem jest używanie kocy z Hudson's Bay Company, takich jak na poniższym zdjęciu.


Takie koce  pojawiły sie w ofercie HBC dopiero w 1779 r., czyli na okres FIW nie nadają się.
   
Niniejszy post jest ostrzeżeniem by zwracać uwagę co sie robi.

18 lutego 2020

List do przyjaciela : O koszuli

Drogi Przyjacielu

Bardzo serdecznie witam Cię i mam nadzieję, że ten list zastanie Cię w dobrym zdrowiu. Liczę też, że łaskawym okiem spojrzysz na ten list i spokojnie doczytasz go do końca. Nie zawsze się zgadzaliśmy w różnych kwestiach, wiem o tym boś sam mi powiedział iż uważasz mnie za przemądrzałego bufona. Przyjmuję więc pokornie rolę, którą mi narzuciłeś i chciałbym się trochę powymądrzać na temat, który nas obu interesuje. Skoro i tak się wymądrzam, wedle Ciebie, to chciałbym podzielić się z Tobą swoimi przemyśleniami na temat koszul osiemnastowiecznych. Nie będą to suche fakty, bo aby to zrobić trzeba by przestudiować historie mody, przemysłu włókienniczego, poznać produkty ośrodków przemysłowych czy inne tego typu rzeczy. Takie studia mogłyby zająć nawet i całe życie, dlatego będę opierał się w rozważaniach na ogólnie dostępnych informacjach, głównie tych z produkcji filmowych, książek czy też wykrojów, jak i na własnych przemyśleniach.

Proszę Cię Przyjacielu abyś na spokojnie przeczytał to co chciałbym Ci przekazać w tym liście. Przede wszystkim koszula nie jest wieczna i z czasem się niszczy i wcale nie oznacza, że przez to jest gorsza. Powiedziałbym, że w trakcie używania staje się ona lepsza, bardziej realna można by powiedzieć nawet, że żyje. Przybrudzenia i podarcia nie dyskwalifikują koszuli do rekonstrukcji wręcz nadają jej kolorytu. Wszak my tylko się bawimy, nie jesteśmy ludźmi których odtwarzamy i trudno sobie wyobrazić aby w tamtych czasach wszyscy mieli całe czy czyste koszule. To raczej nieprawdopodobne. Co do samej czystości wiadomo, że nie będziemy chodzić w brudnych koszulach, że trzeba pozbyć się niezbyt sympatycznego zapachu, który pozostawia nasze ciało w kontakcie z materiałem. Ale nie musimy prac koszul w wybielaczu czy w trybie gotowania. Można spokojnie koszule wyprać ręcznie i sam ten proces będzie też pewnego rodzaju rekonstrukcją.

O szyciu koszul to wszystko wiadomo, i tak jak sugerujesz Przyjacielu informacje o szyciu znaleźć można w internecie jak i w książkach. Zgadzam się z tym jak najbardziej, ale trzeba uważnie oglądać to co internet oferuje by przypadkiem samemu nie popełnić błędu. Poza tym każda osoba szyjąca ma pewne swoje myki, którymi niechętnie dzieli się z innymi. No i najważniejsza sprawa, nie każdy ma zdolności by utrzymać igłę z nitką w ręce i stworzyć coś sensownego. Zdarzają się ludzie, wybitny nota bene w innych dziedzinach ale z szyciem im nie po drodze i żaden rysunek czy zdjęcie tutaj nie pomoże. Może kiedyś też i do tego się odniosę.

Chciałeś Przyjacielu aby Twoja koszula była dopasowana. No cóż, zasmuciło mnie to ogromnie. Osiemnastowieczne koszule to nie żaden Versace, Gucci czy Prada więc nie muszą być dopasowane. A wręcz przeciwnie. Warto też zaznaczyć, że w tamtym okresie tkaniny bawełniane produkowane w Wielkiej Brytanii były marnej jakości. Przędzarzom brak było zręczności rzemieślników hinduskich, co spowodowało zwyczaj wyrabiania tkanin typu mieszanego lniano-bawełnianego. Tkaniny bawełniane wyrabiane w Indiach przenikały od niepamiętnych czasów do krajów śródziemnomorskich, gdzie starano się je naśladować. Obecnie indyjskie tkaniny raczej kojarzą się z fuszerką bo lepsza nasze europejskie. To kolejny błąd jaki się popełnia.

Najistotniejszą sprawą jednak jest to, że w czasach przed rewolucją przemysłową nie produkowano szerokich materiałów do jakich jesteśmy obecnie przyzwyczajeni. Każdy tkacz tkał tak szerokie materiały aby siedząc mógł swobodnie, bez wstawania, zrobić materiał na szerokość rozstawionych ramion. Można to sobie samemu zmierzyć i wychodzi od ok 70 cm do ok 90 cm, czyli stosunkowo wąskie, jak na obecne standardy. W Francji od 1629 r. zostały ustalone standardy szerokości i długości dozwolone dla materiałów jedwabnych, wełnianych i bawełnianych. W przypadku złamania przepisów fabrykantom groziły grzywny lub konfiskata. A kontrolerzy sprawdzali tkaniny w każdym mieście a nawet i miasteczku.

Skoro więc możliwości techniczne jak i prawo nie pozwalały na produkowanie szerokich materiałów to trzeba było korzystać z tego co jest. I trudno sobie wyobrazić aby krawiec odkrawał kawałek materiału z szerokości by zadowolić próżność klienta i podkreślić jego sylwetkę. Nie do tego służyła koszula. Nam obecnie koszula kojarzy się z jakąś uroczystością ale w osiemnastym wieku żaden szanujący się mężczyzna nie chodził w samej koszuli, bo czuł się nagi. Koszula nie modelowała sylwetki a jedynie chroniła przed niezdrową opalenizną. Sylwetkę miały kształtować kamizelki, i inne wierzchnie nakrycia. Czasem były tak niewygodne by chodzący w nich przybierał odpowiednią, zależną od mody, sylwetkę.

Przyjacielu, robienie koszul dopasowanych a co gorsza w jakikolwiek sposób modelowanych jest błędem. Koszula powinna być obszerniejsza, po to też by w warunkach mniej komfortowych założyć na siebie kilka warstw jak np. w kolonialnych wojskach francuskich 5 koszul, co skutecznie chroni przed chłodem. W warunkach polowych w osiemnastym wieku w szczególności w Ameryce mało przejmowano się modą, ważniejsze było przeżycie. No i oczywiście pamiętać też trzeba, że my nie jesteśmy tak zahartowani jak oni. W porównaniu do ludzi z osiemnastego wieku żyjemy w luksusie a co za tym idzie nie jesteśmy tak odporni na zimno, głód, brud i wysiłek fizyczny jak oni. Trzeba się z tym pogodzić.

Nie chcę Przyjacielu byś odniósł wrażenie iż namawiam Cię abyś chodził jak ostatni obdartus. Nie takie są moje intencje. Chciałbym jednak abyś mniej przejmował się swoim wyglądem, jak i zwrócił uwagę na różnice jakie nastąpiły w modzie. My patrzymy na wszystko z naszej XXI-wiecznej perspektywy, ale to jest zła perspektywa. Zbytnio patrzymy na to jak inni nas widzą i by lepiej się poczuć to czasem jesteśmy w stanie pójść na zbyt mocny kompromis pomiędzy historycznością a wyglądem. Nie tędy droga mój Przyjacielu. Starajmy się trzymać osiemnastowiecznego kanonu mody i wyglądu, nawet jeśli wedle własnego mniemania wyglądamy w koszuli jak w worku po kartoflach.

Mam nadzieję, że w natłoku mego pisania udało Ci się Przyjacielu wyłowić to co chciałem napisać. Koszule osiemnastowieczne były obszerne, rękawy bufiaste i nijak się mają do obecnie sprzedawanych koszul renomowanych firm. Obwód kołnierza niekoniecznie był aż tak super dopasowany do szyi, ale to nie miało znaczenia gdyż zawsze mógł być podtrzymany krawatem. To są najważniejsze rzeczy które chciałem Ci przekazać.

Z wyrazami szacunku

Borys



28 stycznia 2020

Rekonstrukcja czy odtwórstwo ?

     W łonie Sojuszu Grup Rekonstrukcyjnych "Ostatni Mohikanin", ot taka nieformalna koalicja grup interesujących się French & Indian War, pojawił się temat : Czym różni się rekonstrukcja od odtwórstwa. Temat bardzo ciekawy, choć trudny do rozstrzygnięcia i generalnie zależny od osoby którą się pyta o to. Z jednej strony pojęcia rekonstrukcja czy odtwórstwo są równoznaczne czyli są synonimami, ale z drugiej strony mają się do siebie jak określenia "Indianin czy indianista". 
     W żaden sposób nie będę tutaj tworzył jakiś wydumanych  hipotez, tylko na podstawie dostępnych informacji przedstawię najważniejsze ustalenia dotyczące tematu. Każdy Czytelnik, tak mniemam, będzie mógł sobie sam wyrobić zdanie czy są to synonimy czy też nie. Potraktujcie proszę ten wpis raczej w kategoriach ciekawostki a nie jakieś wyroczni.
     Na początek  zajmijmy się Wikipedią, tak wiem rzetelność tego źródła jest dyskusyjna, ale od czegoś trzeba zacząć. Otóż wspomniana Wikipedia podaje taką definicję rekonstrukcji historycznej : zbiór działań podczas których ich uczestnicy odtwarzają w strojach i za pomocą artefaktów wytworzonych współcześnie, względnie oryginalnych, konkretne wydarzenia z przeszłości lub różnorodne aspekty życia w wybranym okresie historycznym. Jest to bardzo popularna definicja i  akceptowana przez środowisko rekonstruktorów.
   Tytułem uzupełnienia trzeba dodać, że w ruchu rekonstrukcyjnym są dwa wyraźne nurty :
  1. living history (żywa historia), która ukazuje wszelkie aspekty życia ludzi sprzed lat, zarówno w zakresie kultury materialnej jak i życia codziennego.
  2. combat reenactment (rekonstrukcja batalistyczna), skupia się na militarnych działaniach na przestrzeni wieków.
     W Polsce początki rekonstrukcji zaczynają się w 1977 r.  Indianiści powiedzą, że od I zlotu PRPI a inni, że od I Turnieju Rycerskiego na zamku w Golubiu - Dobrzyniu. Obie strony mają rację, choć dalsza droga Polskiego Ruchu Przyjaciół Indian to już, według mnie, nie rekonstrukcja.
     Wracając do tematu, socjolog Piotr Kwiatkowski uważa, że pojęcie rekonstrukcji odnosi się tylko i wyłącznie do odtwarzania obiektów materialnych (strojów, przedmiotów, uzbrojenia), a pojęcie odtwórstwa należy rozszerzyć o zachowania społeczne i wydarzenia historyczne. Zwraca też uwagę, że rekonstrukcja odnosi się do dokładnego odtworzenia danego przedmiotu wyłącznie na podstawie zachowanego obiektu czy źródeł ilustracyjnych. Bardzo ogólne stwierdzenie ale w swych szczegółach wyjaśniające różnicę pomiędzy rekonstrukcją a odtwórstwem. 
     Historyk Michał Bogacki sugeruje żeby używać określenia odtwórstwo zamiast rekonstrukcja. Dlaczego? Ponieważ  określenie rekonstrukcja sugeruje odbiorcy odtwarzanie wszystkich procesów z historii, pełną rekonstrukcję strojów wraz z  historycznym procesem ich wytwarzania : od pozyskania surowców, przez przetwarzanie ich historycznymi metodami za pomocą narzędzi i urządzeń aż po stworzenie gotowego produktu. Natomiast  określenie odtwórstwo to całkowity zbiór działań nawiązujących do wizualizacji wszystkich dziedzin życia człowieka w przeszłości. Jak widać to i  tzw. specjaliści mają problem z jednoznacznym odróżnieniem  rekonstrukcji od odtwórstwa. Narzuca się jednakowoż różnica pomiędzy tymi określeniami, rekonstrukcję od odtwórstwa różnią cele : 
  •  odtwórstwo odtwarza stan wiedzy celem popularyzacji samej wiedzy o przeszłości
  • rekonstrukcja rekonstruuje jakiś element przeszłości celem poszerzenia wiedzy.
Zdrowy rozsądek nakazuje jednak poszerzanie swojej wiedzy celem jej popularyzacji, niezależnie od tego jak to nazwiemy czy rekonstrukcją czy odtwórstwem, a cała reszta to tylko sofistyka.

Historyk  i rekonstruktor Michał Bogacki proponuje "uporządkować poziomy odtwórstwa", bardzo mi się to spodobało, bo jest to zgodne z tym co sam myślę. Oto propozycje :
  • I poziom, profesjonalny - charakteryzuje się wysoką wiarygodnością artefaktów jak i podejmowanych przy ich pomocy inscenizacji. Profesjonalny odtwórca poza inscenizacjami zdobywa wiedzę na temat interesującej go epoki.
  • II poziom, hobbysta/modernizator -  charakteryzuje się niższym poziomem od profesjonalisty, jednak nie odbiega w sposób rażący od stanu wiedzy o epoce.
  • III poziom, dyletant -  charakteryzujący się odtwarzaniem w sposób nieumiejętny i błędny, zakłamując rażąco obraz epoki.
  • IV poziom, wybiórczy - charakteryzuje się dowolnością w podejściu do historyczności.
I w sumie nieważne jest jak się drogi Czytelniku będziesz nazywał, rekonstruktor czy odtwórca, a może jeszcze inaczej, najważniejsze aby być przynajmniej na II poziomie rekonstrukcyjnym.

I tego wszystkim życzę
Borys 


16 lipca 2019

Gorham's Rangers - powstanie i historia cz. 2

     W literaturze dotyczącej Gorham's Rangers często przewija się ugruntowany już mit, że jednostka początkowo składała się z Indian Mohawk z Nowego Jorku lub Metysów z Kanady. Poparty szczegółowymi badaniami artykuł Brian'a D. Carroll'a („Savages” in the Service of Empire: Native American Soliders in Gorham's Rangers, 1744-1762) zaprzecza temu stwierdzeniu. W wyniku analizy ocalałych list zaciągu i innych dokumentów odnoszących się do Gorham's Rangers okazało się, że nie udokumentowano przypadku aby w oddziele służył choćby jeden Irokez. Indianie, będący żołnierzami jednostki, pochodzili w większości z plemion Wampanoag i Nauset z Cape Cod, poza kilkoma Pequawket z Maine. Powyższe może być potwierdzone poprzez porównanie męskich nazwisk na listach społeczności misyjnych, aktach notarialnych, dokumentach spadkowych i życiorysach z Barnstable County w XVIII w. Dokumentacja ta wskazuje, iż ludzie ci pochodzili w większości ze społeczności indiańskich z Mashpee, Herring Pond, Yarmouth i innych z Cape Cod a także z Aquinnah w Martha's Vineyard oraz innych w rejonie południowo-zachodnich społeczności indiańskich w New England (Natick, Mashantucket, Mohegan, Niantic, etc.).



Szlak bojowy
  • w 1755, wraz z oddziałami prowincjalnymi z Nowej Anglii i oddziałami brytyjskimi, kompania wzięła udział w oblężeniu Fortu Beausejour na Półwyspie Chignecto, który łączy współczesny Nowy Brunszwik z Nową Szkocją. Później w tym samym roku Gorham's Rangers wzięli udział w wysiedleniach Akadyjczyków.
  • w 1757, pod koniec lipca, oddział przeprowadził rozpoznanie w rejonie okupowanego przez Francuzów Louisbourga przed planowanym lecz zarzuconym atakiem sił Lorda Loudouna. Ludzie Gorhama przebrali się za akadyjskich rybaków i wpłynęli w nocy przejętą łodzią rybacką wprost do portu, wcześniej zmieniając nazwę łódzi na "His Majesty's Schooner Monckton". Zanim jeszcze zostali ostrzelani przez wrogi statek, udało im się zdobyć informacje o przybyciu francuskiej floty wraz z posiłkami. Wiedza ta zaważyła na odstąpieniu Loudoun'a od wcześniej planowanego ataku.
  • w 1758 rangersi wzięli udział w kampaniach mających za zadanie ściganie i uchwycenie grup Akadyjczyków, którzy unikali deportacji. Były to m.in. misje na Cape Sables w Nowej Szkocji, kampania St. John's River i ekspedycja w górę Petitcodiac River. 8 czerwca Joseph Gorham i jego oddział odznaczył się podczas pierwszego desantu brytyjskiej ekspedycji przeciw Louisbourg'owi.
  • w 1759 oddział Gorhams Rangers (jedna kompania) uczestniczył wraz z pięcioma innymi kompaniami rangersów w brytyjskiej ekspedycji przeciwko Quebec'owi. 14 sierpnia żołnierze Gorhama splądrowali i spalili osadę Saint-Paul, znajdującą się w znacznej odległości od Quebec'u.
  • w 1762 regiment został wysłany, w ramach Korpusu Burton'a, na Kubę w celu wzmocnienia sił brytyjskich oblegających Hawanę. Gorham's Rangers dotarli na miejsce 27 czerwca i wzięli udział w oblężeniu i zdobyciu Hawany. Podczas spędzonych tam miesięcy oddział doznał ciężkich strat w wyniku chorób i po kapitulacji Hawany pozostali przy życiu rangersi zostali wcieleni do zdziesiątkowanych regimentów brytyjskich.



    Umundurowanie
     W przesięgu dziewiętnastu lat swojego istnienia Gorham's Rangers używali różnego rodzaju umundurowania. Przykładowo ok. 1750 roku nosili szare kurtki, a w późniejszych okresach czarne lub brązowo-czerwone. Co do Indian, którzy służyli w Gorham's Rangers to otrzymywali oni elementy umundurowania w postaci kurtek i beretów, które to dekorowali na swój tradycyjny sposób. Można stwierdzić, że sami Indianie ubierali się w swe tubylcze stroje w zależności od przynależności plemiennej. ale część bardziej zasymilowanych  wybierało stroje białych. Niektórzy biali rangersi też przejmowali elementy ubioru Indian, takie jak przepaski biodrowe, legginy lub mokasyny. ale byli upominani przez przełożonych za zbytnie obnażanie się przy kobietach. Czyli jak widać z powyższego przenikanie się elementów ubioru było czymś normalnym.


                                                                                                                                            James E. York

za uprzejmą zgodą autora przetłumaczył 
John Doe
 
PS
Informacji w sprawie ubioru Indian udzieliła Diana Lynn Stevens. Dziekujemy



3 czerwca 2019

Gorham's Rangers - powstanie i historia cz. 1


     Jedna z najsłynniejszych i najskuteczniejszych jednostek rangersów powołanych w kolonialnej Ameryce, Gorham's Rangers, rozpoczęła swoją służbę jako prowincjonalna kompania pomocnicza z Massachusetts. Sformowana latem 1744 roku na początku Wojny Króla Jerzego z polecenia gubernatora Williama Shirley jako część posiłków wysłanych przez niego do Nowej Szkocji na odsiecz oblężonemu garnizonowi Fortu Anne w Annapolis Royal. Przez kolejnych siedem lat jednostka ta okazała się niezwykle efektywną w tłumieniu oporu przeciwnych panowaniu brytyjskiemu Akadyjczyków i Indian Mikmak, jednocześnie rozszerzając i zabezpieczając brytyjską strefę wpływów w regionie. 

  Akadyjski milicjant


      Gorham's Rangers byli ekspertami działań rozpoznawczych, prowadzenia operacji z wody oraz partyzantce w rejonach przygranicznych. Ich sztandarową taktyką był niespodziewany desant na nadbrzeżne osady Akadyjczyków lub Indian Mikmak. Głównym środkiem transportu używanym przez jednostkę były obszerne łodzie wielorybnicze mogące pomieścić od dziesięciu do piętnastu rangerów każda. Oddział, mimo iż nieliczny, był główną brytyjską siłą chroniącą prowincję Nowej Szkocji w latach 1744-1749. Początkowo większość z żołnierzy Gorham's Rangers było Indianami dowodzonymi przez brytyjskich oficerów i podoficerów kolonialnych.
      Na czele jednostki stał ambitny i posiadający rozległe koneksje polityczne John Gorham III (1709-1751). W przeszłości kapitan łodzi wielorybniczej i kupiec z Yarmouth, Massachusetts, małego miasteczka na wybrzeżu Cape Cod. Pomimo iż rodzina Gorham odgrywała w historii wojskowości Nowej Anglii istotną rolę, sam John Gorham nie posiadał żadnego wyszkolenia i doświadczenia w prowadzeniu działań wojennych na pograniczu, oprócz podstawowego przeszkolenia milicyjnego w konwencjonalnej sztuce wojennej. Podobnie zresztą jak i młodsi oficerowie w oddziale, którzy w większości byli jego krewnymi. W początkowym okresie działania oficerowie fachu uczyli się od Indian z których oddział był sformowany. Większość spośród 48 szeregowych było Indianami Wampanoag i Nauset z Cape Cod. Niektórzy z nich służyli w indiańskich kompaniach rangersów dwadzieścia lat wcześniej podczas Wojny Dummera (1722 - 1726), regionalnym konflikcie kolonii Massachusetts i New Hampshire z Indianami Abenaki i innymi członkami Konfederacji Wabenaki w Maine. Wielu z indiańskich żołnierzy było jednocześnie zakontraktowanymi wielorybnikami lub członkami załóg wczesnych jankeskich łodzi wielorybniczych. Niewielki kontyngent sześciu wojowników, w tym również weteranów, Pequawket z Saco River w Maine, także dołączył do jednostki. Wśród nich znajdował się człowiek, którego brytyjscy koloniści nazywali „Kapitan Sam” (był to prawdopodobnie sachem z plemienia Pequawket, który w dokumentach francuskich określany jest jako Jerome Atecuando). Kapitan Sam pełnił funkcję głównego przewodnika jednostki, jej tłumacza i negocjatora. 

Abenaki

      Oddział Gorhama służył jako modelowa jednostka dla wielu przyszłych oddziałów rangerskich, ucząc taktyki walki pogranicznej amerykańskie  oddziały prowincjonalne i regularne jednostki brytyjskie. W okresie od 1747 do 1749 kilkukrotnie rangersi Gorhama szkolili siły prowincjonalne wysłane do Nowej Szkocji w podstawach prowadzenia walk partyzanckich. Natomiast od 1749 do 1751 powołanych do życia zostało sześć dodatkowych kompanii rangerskich w celu wzmocnienia obrony Nowej Szkocji. Wszystkie one stworzone zostały na wzór Gorham's Rangers. Dowódca jednego z tych oddziałów, George Scott, w późniejszym czasie pomagał w organizacji i kierowaniu oddziałami lekkiej piechoty brytyjskiej w czasie Wojny Siedmioletniej. Ich taktyka i umundurowanie oparte były na taktyce i wzorcach Gorham's Rangers. W okresie od 1749 do 1751 oddział Gorhama brał udział we wznoszeniu umocnień nowo założonego miasta Halifax. W grudniu 1751, po śmierci kapitana Johna Gorhama (służącego w stopniu podpułkownika w prowincjonalnych oddziałach Massachusetts), jego następcą został jego młodszy brat Joseph (1724-1790) awansowany z porucznika do stopnia kapitana. W roku 1752 pozostałe kompanie rangersów utworzone w Nowej Szkocji zostały rozwiązane. Aktywny pozostał jedynie oddział Gorhama. Podczas Wojny Brytyjczyków z Francuzami i Indianami (French and Indian War - FIW) kompania, dowodzona obecnie przez Josepha Gorhama, odgrywała znaczącą rolę przede wszystkim w walkach toczących się w Nowej Szkocji, jednakże brała też udział w wielu innych istotnych kampaniach tego konfliktu. W latach 1755 – 1760 oddział nie był angażowany gdziekolwiek indziej niż na terenie Nowej Szkocji jako że odgrywał on główną rolę w zwalczaniu partyzanckich oddziałów Indian Mikmak i buntowników akadyjskich. Rangersi aktywnie uczestniczyli również w akcji przymusowych przesiedleń Akadyjczyków w latach 1755-1760. Była to zakrojona na ogromną skalę operacja, nosząca cechy czystki etnicznej, mająca na celu deportację całej katolickiej i francuskojęzycznej populacji Akadyjczyków z kanadyjskich Prowincji Nadmorskich. Opuszczone przez Akadyjczyków ziemie mieli zając brytyjscy protestanci. Oddział wziął również udział w ataku na Fort Beausejour w 1755 roku, w drugim oblężeniu Louisbourga w 1758 oraz odegrał istotną rolę w prowadzeniu działań partyzanckich i uskutecznianiu taktyki spalonej ziemi w rejonie Quebecu podczas jego oblężenia w 1759. W roku 1761 oddział został administracyjnie uznany za część armii brytyjskiej. W kolejnym roku jednostka wzięła udział w ekspedycji do Hawany, podczas której połowa kompani zmarła w wyniku choroby tropikalnej. Tam też sama kompania została rozwiązana a pozostali przy życiu rangersi zostali wcieleni do regularnych regimentów armii brytyjskiej. Przez większość FIW Gorham's Rangers działali w rejonie Halifaxu, często współdziałając z bliźniaczą jednostką stacjonującą w Fort Cumberland na Przylądku Chignecto. Ten bliźniaczy oddział, ukształtowany na wzór Gorham's Rangers, był dowodzony przez Kapitana Benoniego Danksa, i często określany jest mianem „Dank's Rangers”. Obie kompanie stworzyły w 1761 roku jeden korpus rangerski Nowej Szkocji, którego dowódcą został Joseph Gorham. Obie kompanie liczyły podczas wojny pomiędzy 90 a 100 żołnierzy, jednakże kompania Gorhama została wzmocniona na potrzeby oblężenia Quebecu do 125 ludzi. Kompania Danka została powiększona do tej samej wielkości przed ekspedycją do Hawany. 

 rekonstrukcja Dank's Rangers (??)
(znalezione w necie)


      Do połowy lat 1750-tych większość z pierwszych indiańskich członków Gorham's Rangers zginęła w walce, zdezerterowała, została pojmana, zmarła na skutek chorób bądź nie zaciągnęła się ponownie. Indianie z południa Nowej Anglii byli rekrutowani do jednostki aż do 1761 roku i pozostawali podstawowym jej elementem, jednakże podczas trwania FIW większością nowych rekrutów byli Anglo-Amerykanie lub niedawni imigranci ze Szkocji lub Irlandii. Pomimo tego, że Indianie w końcu stali się w kompanii mniejszością, sama jednostka w dalszym ciągu stosowała taktykę, której pionierami w latach 1740-tych byli pierwsi członkowie oddziału z plemion Wampanaog, Nauset i Pequawket. Arkana tej taktyki Gorham's Rangers uczyli innych anglo-amerykańskich i brytyjskich dowódców. Dank's Rangers, podobnie jak Gorham's Rangers, również posiadali w swoich szeregach Indian z Nowej Anglii, jednakże ich liczba nie była w żaden sposób zbliżona do tej z kompani Gorhama. W jednostce Danka najprawdopodobniej służyło ich nie więcej niż pół tuzina. W roku 1763, pomimo kilkukrotnych prób odtworzenia jednostki na potrzeby Powstania Pontiac'a, Gorham'a Rangers zostali rozwiązani.
James E. York 
cdn.

za uprzejmą zgodą autora przetłumaczył 
John Doe

„Tajemnicze wyspy” Windward Islands

       Compagnies franches de la Marine stacjonowali nie tylko w Nowej Francji, ale i w innych koloniach francuskich. W anglojęzycznych opra...