17 marca 2021

Pierwszy szturm na Fort William Henry marzec 1757

   Z początkiem zimy 1756/57 dowódcy francuscy stworzyli plan ataku na Fort William Henry. Zmusiły ich do tego informacje indiańskich zwiadowców o dużej ilości łodzi budowanych przez Brytyjczyków. Mogłoby to zagrozić Fortom : Carillon i Saint-Frederic. W związku z tym Markiz Pierre de Rigaud de Vaudreuil, gubernator Nowej Francji polecił swojemu bratu Markizowi Francois de Rigaud de Vaudreuil zebranie w Forcie Saint-Jean małej armii celem przygotowania do ataku. Zastępcą Francois Rigauda miał być Paul Joseph Le Moyne de Longueuil i jako dowódca brygady Jean Daniel Dumas, kapitan Campagnie Frenches de la Marine. Siły jego liczyły około 1500 ludzi i składały się z:
  • Wojsko regularne (4 oddziały fizylierów i 1 grenadierów) pod dowództwem kpt. grenadierów Francois Medard de Poulhariee z Royal Roussilion Infanterie
  • Campagnies Franches de la Marine (300 ludzi)
  • Milicja (600 ludzi)
  • Ochotnicy z Montrealu pod dowództwem kpt. milicji Markiza Dufy de Sauniee (50 ludzi)
  • Indianie (300 wojowników)
   Ekspedycja planowała wyruszyć w styczniu ale z powodu poważnej choroby Rigauda wyruszyli dopiero pod koniec lutego. Pierwsza kolumna sił Rigauda opuściła Fort Saint-Jean 20 lutego. Składała się z 6 bardzo dobrych kompanii (kolonistów i milicji) oraz Indian Abenaki z Saint-Francois. Dowódcą kolumny był Narkiz de Saint-Martin, porucznik oddziałów kolonialnych. Druga kolumna dowodzona przez Markiza Duchat, kapitana Languedoc Infanterie wyszła 21 lutego. Składała się z 2 oddziałów wojska, 3 mieszanych kompanii, Indian Abenaki z Becancour, Algonkinów i Indian Nippissing. Trzecia kolumna dowodzona przez kapitana Markiza Ducoin z Royal Roussillion Infanterie wyszła 22 lutego. Składała się z 2 oddziałów wojska, 3 mieszanych kompanii oraz Indian Iroquois z Sault-Saint-Louis(1). Tego samego dnia, niespodziewanie nastąpiła odwilż powodująca pękanie lodu na rzece. Opóźniło to wyjście czwartej kolumny, która 25 lutego opuściła w końcu Fort Saint-Jean. Składała się z oddziału grenadierów, kompanii ochotników, 4 mieszanych kompanii, Indian Iroquois z Deux-Montagnes i Huronów z Lorette.
    Odwilż zatrzymała również 3 poprzednie kolumny, którym zamokło zaopatrzenie i zmusiło do oczekiwania na nową dostawę. Markiz de Longueuil z Huronami z Lorette, będąc oddzielony od swojej kolumny, dołączył do kolumny pierwszej dowodzonej przez Saint-Martina. Po przybyciu do Fortu Saint-Frederic (późniejszy Crown Point) przygotowali wszystko dla nadchodzących następnych oddziałów. Marsz tych oddziałów odbywał się z wieloma perypetiami spowodowanymi złą pogodą. Jednak sukcesywnie kolumny przybywały do fortu by wreszcie 5 marca wszystkie osiągnęły Fort Saint-Frederic.
    Tymczasem Rigaud wysłał wcześniej dowódcę artylerii, kapitana Markiza le Chevalier Lemercier do Fortu Carillon (późniejszy Fort Ticonderoga) celem poczynienia odpowiednich przygotowań do planowanej operacji. Miał on nadzorować naprawę muszkietów i wykonanie około 300 drabin oblężniczych.
   Ciągle trwająca odwilż coraz bardziej opóźniała marsz Francuzów. 15 marca dotarli wreszcie do Fortu Carillon skąd zabrano drabiny i rozpoczęto przygotowania do przejścia z Jeziora Champlain na Jezioro Saint-Sacrament (Jezioro George). O świcie, 16 marca około 100 Indian wyszło na zwiad a następnie wyruszyła kolumna osłaniana z boków przez Langueuila z Indianami podzielonymi na dwie grupy. W przedniej straży szła kompania ochotników z Montrealu wyszukując miejsc na odpoczynek. Indiańscy zwiadowcy rozpoznawali wzgórza przed kolumną wojska i szukali śladów wroga. 17 marca kolumna podeszła do drogi do Fortu George a rankiem następnego dnia była 6 km od osłoniętego wzgórzami Fortu George (Fort William Henry czasem nazywany był fortem George choć pewnie chodzi o ufortyfikowany obóz, zimą nie obsadzony załogą). Wieczorem 18 marca, ciągle niezauważeni Francuzi byli już w pobliżu Fortu William Henry. Rigaud rozdzielił Poulhariee, Dumasa i Lemerciera z Francuzami i Indianami do obserwacji fortu z oddalonych o 2 km wzgórz. Rigaud planował wykorzystać zaskoczenie i wspiąć się po drabinach na mury. Jeśli by się to nie udało, pozostawało blokować fort i zniszczyć barki, łodzie, magazyny i wszelkie zabudowania pod fortem.
    Garnizon fortu liczył 346 żołnierzy irlandzkich i rangersów. Dowódcą fortu był uzdolniony major William Eyre z 44th Regiment of Foot. Rangersami, dowodził John Stark. Pod rozkazami Starka było 50 rangersów. Oficerami Starka byli jego kolega Jonathan Brewer i dobry przyjaciel (prywatnie sąsiad) James Rogers, starszy brat Roberta Rogersa (James później, podczas nieobecności porucznika Bulkeleya dowodził Hobb's Rangers Company).
 

    Brytyjczycy nie spodziewali się ataku i byli zupełnie nieświadomi zagrożenia. Tym bardziej, że 17 marca mieli obchodzić święto Św. Patryka(2). Wieczorem,16 marca Stark przypadkowo dowiedział się, że jego rangersi, chociaż nie są katolikami zamierzają razem z irlandzkimi żołnierzami obchodzić święto ich patrona. Wiedział, że większość żołnierzy to Irlandczycy i jego rangersi też w większości byli irlandczykami lub jak on sam szkocko-irlandzkiego pochodzenia. Wiedział też, że świętować będą nadmiernymi ilościami rumu i świerkowego piwa. Świętowanie było dla nich okazją do przełamania monotonii obozowego życia. Zdawał sobie jednak sprawę jakim zagrożeniem dla fortu byliby pijani żołnierze i rangersi, i jaką to stwarzało okazję do ewentualnego ataku. Wydał więc stosowne rozkazy markietantowi rangersów, który między chatami rangersów miał swoje składy. Zakazał mu wydawać rangersom wszelkich „spirituous liquors” bez jego pisemnej zgody. Dzięki temu większa część rangersów obchodziła dzień Św. Patryka na trzeźwo chociaż protestów, żali i przekleństw Stark słuchać musiał cały dzień. W tym dniu był najbardziej znienawidzonym dowódcą. Rangersi stojący na warcie we wschodniej części fortu przeklinali Starka widząc pod nimi świętujących żołnierzy. 
   W czasie gdy większość irlandzkich żołnierzy była pijana, w pobliżu fortu byli już Francuzi. Irlandzcy żołnierze zmęczeni wieczornymi balangami i codziennymi, rutynowymi obowiązkami dnia, noc spędzali w głębokim śnie. Gdy noc 17 marca i następny dzień minęły spokojnie, Stark przechodząc między barakami rangersów, widząc ich ponure miny zaczął się zastanawiać czy zrobił dobrze zakazując im imprezowania z żołnierzami. Jednakże wkrótce jego przeczucia się sprawdziły gdy jeden z rangersów pilnujących chat po wschodniej stronie fortu odkrył lekki ruch na zamarzniętym jeziorze (prawdopodobnie Francuzi sprawdzali grubość lodu). Stark natychmiast powiadomił komendanta, który rozkazał rangersom schronić się do fortu. Rozkazał również obudzić wszystkich żołnierzy i zająć im stanowiska na wałach obronnych. Miano zachować absolutną ciszę.
    Gdy Rigaud zorientował się, że stracił okazję zaskoczenia, najpierw wycofał się by kilka godzin później powrócić i otoczyć fort. Brytyjczycy prowadzili do nich energiczny ale mało skuteczny ostrzał z muszkietów.
    W nocy z 19 na 20 marca Brytyjczycy znów usłyszeli skradających się po lodzie Francuzów. Po otwarciu ognia w stronę dochodzących do nich dźwięków zmusili Francuzów do odwrotu. Kilka prób ponownego zdobycia murów zakończyło się fiaskiem. W tej sytuacji zgodnie z rozkazami Francuzi próbowali podpalić 2 żaglowce i pozostawioną na brzegu dużą ilość łodzi bateaux ale ich mokre naręcza chrustu zapaliły tylko kilka z nich. Rangersi wyskoczyli z fortu by je ratować ale było już za późno. Tak te ataki opisywali Brytyjczycy: „Niedługo potem wróg próbował podejść pod fort ale napotkał na tak gorące i niespodziewane przyjęcie, że zmusiło go to do wycofania się” i dalej: „Nie było widać śladów Francuzów ale nocą powrócili...zamierzając wspiąć się na mury ale obrońcy nieustannym ogniem, gdy tylko podchodzili robili ich zamysł bezskutecznym”.
    Następnego dnia, w niedzielę 20 marca w odległości około 1 mili od fortu Brytyjczycy dostrzegli zdradzający położenie francuskiego obozu dym. Major Eyre natychmiast rozkazał rangersom wyjść na rozpoznanie. Rangersi powrócili przed południem informując, że Francuzów jest bardzo dużo i szykują się do następnego ataku. Około 12:00 w południe cała armia francuska wyszła na jezioro zbliżając się do fortu. Brytyjczycy poczuli grozę, patrząc z wysokości wałów na idące jak okiem sięgnąć wojsko. Francuzi nieśli ze sobą drabiny oblężnicze i duże ilości suchego chrustu. Oddział Indian wysłano do zablokowania drogi do Fort Edward. Jednakże idący na czele Francuzi zaczęli machać do Brytyjczyków flagą. Brytyjski oficer z kilkoma ludźmi wyszedł na spotkanie i z zawiązanymi oczami przyprowadził do fortu szefa kanadyjskiej artylerii François-Marc-Antoine le Merciera. Mercier w imieniu Rigauda przekazał majorowi Eyre propozycję poddania fortu na bardzo korzystnych warunkach. W razie odmowy zagroził generalnym szturmem i masakrą. Eyre odpowiedział, że będzie się bronił do końca. Merciera z ponownie zawiązanymi oczami wyprowadzono z fortu. Rigaud użył tych negocjacji jako małej dywersji. Nie mogąc wcześniej zdobyć murów wysłał Merciera by od wewnątrz podejrzał najsłabsze miejsca do uderzenia. Teraz należało spodziewać się oczekiwanego ataku. Armia francuska zbliżyła się do fortu, rozpoczęto obustronną kanonadę. John Stark wspominał później w swoich dziennikach, że nawet chorzy na szkorbut(3) żołnierze i rangersi z ewakuowanego do fortu szpitala, którzy mogli chodzić wstali z łóżek i stanęli na szańcach obronnych. Jednak spodziewanego generalnego szturmu nie było, Francuzi skupili się na paleniu brytyjskiej floty i wszystkiego pod fortem.
    W nocy z 20 na 21 marca Francuzi rozpalili kilka ognisk. Kanadyjscy ochotnicy podpalili ponad 300 bateaux i 3 żaglowce. Brytyjczycy odpowiedzieli tylko kilkoma salwami armatnimi i bombami. Podpalono również 30 sążni(4) drewna opałowego dla garnizonu, magazyny pełne ubrań, broni i wyposażenia. Przed świtem prawie wszystko wokół Fortu William Henry było w ogniu. Brytyjczycy mieli dużo szczęścia, że nie było wiatru, gdyby nie to drewniane elementy palisady zapaliłyby się od temperatury.
  Około godziny 10:00, 21 marca, ogień przygasł a zaczął sypać gęsty śnieg. Opady trwały cały dzień i całą noc pokrywając jezioro i ziemię ponad metrową warstwą śniegu.
   Nocą z 21 na 22 marca kontynuowano oblężenie mimo bardzo złej pogody. Burza śnieżna i topniejący śnieg prawie całkowicie uniemożliwiały rozpalenie jakiegokolwiek ognia. Ostatnim, nie podpalonym jeszcze żaglowcem był duży, prawie gotowy do wodowania okręt, niemal stykający się bukszprytem z jednym z bastionów fortu. Rozzłoszczony odwilżą i narzekającymi Indianami francuski dowódca przywiązywał bardzo dużą wagę do jego zniszczenia. Zatem rankiem 22 marca grupa 20 francuskich ochotników i żołnierzy dowodzonych przez Markiza Wolfa podjęła śmiałą próbę podpalenia stojącego na drewnianej pochylni okrętu, nie spalonych jeszcze niektórych magazynów, szpitala, tartaku, zapasów bali i tarcicy oraz kilkunastu chat rangersów. Ustawienie ich było takie, że były chronione ogniem fortowych muszkietów. Jednak komendant Eyre widząc determinację Francuzów postanowił poświęcić wszystkie zewnętrzne budynki. Rangersi musieli patrzeć jak płonie ich dobytek pozostawiony w pośpiesznie opuszczonych chatach. Błagali by pozwolić im zrobić wypad celem odrzucenia wroga i ratowania pozostawionych rzeczy. Ostatecznie łupem Francuzów padły 2 galery 28-30 wiosłowe i część zabudowań pod fortem, w tym chaty rangersów. Straty Francuzów w tym wypadzie to 5 żołnierzy, 1 oficer i ranny wojownik indiański.
   23 marca, wobec przedłużającej się odwilży francuski dowódca zdecydował zakończyć operację i armia wyruszyła w drogę powrotną. Dzień później Francuzi dotarli do Fortu Carillon, skąd część wojska i milicji wysłano do Fortów Saint Frederic i Saint Jean.
   Atak na Fort William Henry trwał od 18 – 23 marca 1757 roku. Efektem francuskiej kampanii było zniszczenie dużej ilości zaopatrzenia i co było bardzo ważne prawie całej floty brytyjskiej na Jeziorze George. Opóźniło to znacznie operacje ofensywne Brytyjczyków w tym rejonie. Dzięki czujności rangersów Starka fort został obroniony. Po tych wydarzeniach fort wzmocniono a pod koniec marca nowym dowódcą mianowano podpułkownika George Monro. Jednak pod nowym dowódcą fort nie miał tyle szczęścia, 5 miesięcy później podczas drugiego ataku fort musiał stawić czoło kilkakrotnie silniejszej armii Montcalma. Podczas tego ataku Fort William Henry został całkowicie zniszczony.

Oprac. YP

Źródła:

www.kronoskaf.com

Burt Loescher - The History of Rogers Rangers vol.1

Reminiscences of French War Containes Rogers Expedition by John Stark

Fort William Henry 1755–1757 – Ian Castle, Osprey

 * * * 

PRZYPISY

(4) Miara miała długość rozpostartych ramion dorosłego mężczyzny. Pochodną sążnia jest sąg – jako sześcienna miara drewna

(3) Szkorbut jest spowodowany brakiem witaminy C w organizmie. Szkorbut swoim oddziaływaniem możne objąć wiele narządów, stąd jest zakwalifikowana jako choroba wielonarządowa. Szkorbut dawniej często występował wśród żeglarzy, piratów i innych osób znajdujących się na pokładzie statków na morzu dłużej niż mogły być przechowywane nietrwałe owoce i warzywa (żywiąc się zamiast tego, peklowanym i solonym mięsem, suszonymi ziarnami) oraz wśród żołnierzy, podobnie pozbawionych takiej żywności przez dłuższy czas.

(2) Dzień Świętego Patryka - święto patrona Irlandii – św. Patryka, obchodzone 17 marca.

(1) Chodzi o Caughnawaga

 

1 marca 2021

Czapka dla mariniaka

 

Bonnet de police, czapka przypominająca swym kształtem szlafmycę, pojawiła się w zestawie odzieżowym wysłanym do Louisbourga ale chodzi o prawdziwe czapki do snu, czyli szlafmyce. Nie jest wykluczone, że na podstawie tych czapek do snu żołnierze wykonywali właśnie czapki polowe z dostępnych im materiałów. Ten rodzaj okrycia głowy nie był standardowym wyposażeniem mariniaków, ale pokrywał zapotrzebowanie na dodatkowe zestawy odzieżowe.

 

 

 Typowy kształt czapki polowej przypominał stożek z doszytym na obwodzie otokiem, podobnym do mankietu, zawiniętym do góry. Czapki wykonywano ze starych mundurów i mogły być : albo jednokolorowe lub dwukolorowe. Dwukolorowe miały niebieski otok i białą pozostałą część czapki, czyli stożek, jednokolorowe były całe niebieskie. Obwód otoka był wykończony białą wełnianą lub bawełnianą lamówką, a na froncie mogła znajdować się albo biała lilia Burbonów lub biała kotwica. Niektóre czapki podszyte były lnianym lub bawełnianym materiałem, tworząc napotnik. Compagnie de Langlade preferuje całe niebieskie czapki polowe z białą kotwicą.
 
Bardzo ważne jest, że czapek polowych nie noszono razem z szustokorem.
 


22 lutego 2021

Wspominki o Gorham Rangers

 

W Nowej Szkocji działały dwie znane kompanie rangersów – Gorham's Rangers i Dank's Rangers. Tej pierwszej warto poświęcić więcej miejsca ponieważ była to najstarsza kompania rangersów działająca nieprzerwanie od 1744 roku do jej rozwiązania w 1763. Rangersi Gorhama zaczynali jako Kpt. John Gorham's Indian Rangers of the Woods. Kompania złożona była głównie z Indian Mohawk i Metysów, doskonale zaznajomionych z indiańską taktyką. We wrześniu 1744 roku ówczesny gubernator Nowej Szkocji, William Shirley wysłał kompanię Gorhama do Annapolis celem wzmocnienia garnizonu. Podczas tej kampanii przeprowadzili wiele potyczek z indiańskimi sprzymierzeńcami Francuzów. W 1747 roku John Gorham dostał od króla Jerzego II patent oficerski kapitana armii regularnej do dowodzenia kompanią 100 ludzi w celu obrony twierdzy Annapolis i prowincji Nowa Szkocja. W latach 1747 – 1749 Gorham's Rangers wspólnie z głównymi siłami bronili prowincji wspierani przez dwa uzbrojone, prywatne okręty żaglowe Gorhama. Operując na wodzie i lądzie, zastraszali Indian i akadyjskich Francuzów systematycznie powiększając obszar angielskiego panowania. W 1749 roku kompania włączona została do wojsk Nowej Szkocji stając się właściwie regularnym oddziałem. I chociaż Wojna króla Jerzego zakończyła się w 1748 roku, oni ciągle zaciekle walczyli z Francuzami i Indianami aż do 1752 roku. W latach 1749 – 1752 kompania Gorhama czasowo połączona była z dwoma innymi, krótko istniejącymi kompaniami. Przez cały ten czas prowadzili rekrutację wzmacniając kompanię. W październiku 1750 roku ogłoszenie w Boston Weekly News zachęcało „dżentelmenów ochotników” do zaciągania się do Niezależnych Kompanii Rangersów w Nowej Szkocji. Rekruci obiecane mieli uniformy z niebiesko-czarnego sukna, fundusze na rozrywki i w dyskretny sposób nagrody za indiańskie skalpy.


W 1751 roku zmarł John Gorham, jego następcą został młodszy brat Joseph, który do tej pory był pierwszym porucznikiem w kompanii.


W 1755 roku zapiski francuskie wymieniały ich jako „...niezależną kompanię 120 porządnych Maringhams (Mohican) Indian, którymi nasi indiańscy sprzymierzeńcy pogardzają i złych obywateli z innych narodów. Korpus ten przeznaczony jest do działań w lasach”, dodając że oni nie „rezydują w Halifax”. Wtedy kompania miała 110 szeregowych i 6 oficerów, później w 1757 roku zwiększono stan do 130 rangersów i 8 oficerów. W 1758 roku Gorham's Rangers byli częścią armii gen. Amhersta podczas oblężenia twierdzy Louisbourg chroniąc tyły i flanki Brytyjczyków przed Francuzami i Indianami. Następnego roku rangersi Gorhama byli jedną z sześciu kompanii rangerskich wchodzących w skład armii gen. Jamesa Wolfe'a biorącej udział w ataku na Quebec. W rzeczywistości Gorham's Rangers działali bardziej na wschód od Quebecu, niszcząc w sierpniu i na początku września 1759 roku wiele osad takich jak La Malbaie i Kamouraska. Wrócili do Nowej Szkocji po kapitulacji miasta. W sierpniu 1760 roku Joseph Gorham w uznaniu zasług awansowany został na stopień majora armii regularnej. Jego rangersi nazywali się teraz North American Rangers i jako jedyny oddział rangerski włączeni zostali w skład armii regularnej. Oddział składał się z jego własnej i jednej lub kilku innych kompanii. Prawdopodobnie część z nich wysłano do dzisiejszego Nowego Brunszwiku. W 1762 roku jakieś 225 rangersów Gorhama wysłano do New York skąd wypłynęli do Hawany gdzie dołączyli do oblegających miasto Brytyjczyków. Po upadku Hawany rangersi wcieleni zostali do innych brytyjskich regimentów stacjonujących na Kubie. Gorham i jego oficerowie powrócili do New York przeprowadzając nową rekrutację do tworzącego się Corps of Rangers. Oddział ten rozwiązano pomiędzy 1763 – 1764 rokiem chociaż później część z nich walczyła przeciwko Pontiakowi.

 

oprac. Duch Niagary

 

PS. :

tekst pochodzi z nieistniejącej już naszej starej strony o rangersach 



16 lutego 2021

Benjamin Church

 Ojciec amerykańskich rangersów, jego postać troszkę po macoszemu została potraktowana przez polską wikipedie. https://pl.wikipedia.org/wiki/Benjamin_Church Już lepiej wygląda sprawa na angielskiej wiki. Poniżej przedstawiamy kilka ciekawostek dotyczących pierwszego rangersa.
  • Jego matką była Elizabeth, córka Richarda i Elizabeth Warrenów

  • Był stolarzem i osiedlił się w Little Compton w Rhode Island (ziemia Sakonnetów na południowym wschodzie zatoki Narragansett)

  • Jego żoną była Alice, córka Constanta Southworta, pasierba Williama Bradforda, czyli nie byle kim była.

  • Benjamin zaprzyjaźnił się z Awashonks, kobietą wodzem Sakonnetów.

  • Ranny podczas zdobywania fortu Narragansettów czyli tzw. Wielkiej Bitwy na Bagnach (Great Swamp Fight - 19 grudnia 1675 r.),

  • 12 maja 1676 r. urodził mu sie drugi syn, któremu nadal imię na cześć teścia, czyli Constant. Pierwszy syn mial na imię Thomas

  • Podczas tzw. Wojny króla Filipa w 1676 r. zwerbowal Sakonnetów kobiety wodza Awashonks oraz kilku białych do swej kompanii.

  • Kompania Churcha liczyła 18 Anglików i 22 Sakonnetów.

  • W ciągu dwóch miesięcy działalności kompani Church wział do niewoli 700 Indian, więcej niz pozostałe oddziały angielskie razem wzięte.

  • W chwili wybuchu Wojny królowej Anny w 1702 r., Benjamin tak sie roztył, że potrzebowal dwóch sług by sie poruszać

  • W latach 1689 – 1704 poprowadził pięc wypraw przeciwko Francuzom i Indianom z Maine.

  • W 1716 r. opublikował z pomocą starszego syna Thomasa “Ciekawe zapiski dotyczące wojny Filipa” (Entertaining Passages relating to Philip's War)

  • Jego otyłość stała sie przyczyna śmierci, gdy w 1718 r. koń sie potknął, zrzucił jeźdźca na ziemię z taką siłą, że pękło mu naczynie krwionośne doprowadzając do krwotoku i w końcu do śmierci.


     

14 czerwca 2020

Zamiast pierzyny taki śpiwór

Obozując w terenie, pod namiotem albo i pod chmurka czasem przydaje się coś więcej jak koc by się przykryć i odgrodzić od wilgoci nocy. Na poniższych rysunkach pokazujemy śpiwór jaki samemu można sobie uszyć. Jednak trzeba pamiętać iż pochodzi ono z tzw. okresu Fur Trade. Nie ma żadnych zapisków, albo nie udało się nam do nich dotrzeć, które mówiłyby o tym iż takie śpiwory używano podczas French Indian War. Jest to wymysł późniejszy, ale praktyczny, dlatego zostawiamy Wam decyzję czy chcecie sobie coś takiego zrobić czy też nie.

Oczywiście taki śpiwór to tylko pokrowiec, do którego wsadzamy coś by było nam miękko i w miarę wygodnie. Można więc wsadzić do środka koc lub jakiś inny materiał, wedle uznania. Ważne jest aby łóżko było przynajmniej od spodu wodoodporne, co będzie ratowało nasze nerki przed zapaleniem. Podane rozmiary są oczywiście tylko przykładowe, można sobie samemu dobrać najbardziej nam pasujący rozmiar.

Oto pierwszy śpiwór, trochę skomplikowany do zrobienia, na pierwszy rzut oka, ale to tylko złudzenie. Te wnęki pod głowę i nogi, nazwane kieszeniami D, E mogą być oczywiście tej samej wielkości.


Tak wygląda całość po zszyciu. Jak juz pisaliśmy jest to tylko wariant, Wy możecie sobie trochę coś pozmieniać. Dobrym pomysłem jest wypośrodkować klapy B, C którymi sie owijamy, tak by samo łóżko stało się uniwersalne. Spowoduje to, że nie będzie miało znaczenia gdzie ma być głowa a gdzie nogi. Uwieżcie czasem się to bardzo przydaje. Oczywiście aby  ten śpiwór był praktyczny i spełniał swoją rolę to trzeba je jakoś zamknąć. Dlatego  do klapy B przyszywamy troczki na wolnym końcu, a do klapy C troczki przyszywamy w 1/3 wysokości od góry. Takie przyszycie troczków spowoduje iż klapy będą na siebie zachodzić i ciepełko nie będzie uciekać nam. Można też zastosować inne zamknięcie jak np. zrobić dziurki i przewlekac przez nie sznurek.

Tak mniej więcej wyglądaja elementy potrzebne do uszycia takiego posłania.


Oczywiście można inaczej sobie rozłożyć poszczególne elementy takiego śpiwora, wszystko zależy od Waszej inwencji jak i od materiału jaki posiadacie.

Dla  mniej zdolnych a chcących posiadać jakieś zabezpieczenie przed wilgocią, czy też wolących coś co przypomina klasyczne śpiwory to polecam wykonanie takiego  posłania jak pokazano na ostatnim rysunku. Jest on prosty do wykonania, podobny w swym kształcie do starych śpiworów ale wykonany z materiału. Jeśli masz taką fantazję to możesz sobie taki śpiworek zaimpregnować i wtedy żadna pogoda nie jest Ci straszna.

 

Wszystkim ceniącym sobie wygodę przypominany iż pokazane na rysunkach śpiwory nie są udokumentowane na okres French Indian War, ale abyście czuli sie trochę rozgrzeszeni to informujemy, iż takie jak na ostatnin rysunku widzieliśmy u czeskich rekonstruktorów.


Miłego nocowania 



10 czerwca 2020

Zapomniany James Smith, cz. 2

      Smith przebywał wśród Indianami przez pięć lat i zaczął ich szanować i podziwiać. W 1759 roku, skorzystał jednak z okazji by ich opuścić i wsiadł na francuski statek z angielskimi więźniami przeznaczonymi na wymianę. Po kilku miesiącach spędzonych w Montrealu Smith w końcu powrócił na łono swej białej społeczności. Jego biograf, historyk z Pensylwanii - Wilbur S. Nye, pisze, że jego przyjaciele i rodzina znaleźli go bardzo zmienionego: „Na początku ledwo go poznali z powodu jego odmiennego wyglądu i sposobu mówienia - dźwięcznego, podobnie jak u Indian, któremu towarzyszyły pełne gracji gesty, również charakterystyczne dla tubylców. ” Po zakończeniu wojny z Francuzami i Indianami na pograniczu zapanował względny spokój i taki stan rzeczy utrzymywał się aż do 1763 roku, kiedy to wybuchła rewolta Indian zwana Powstaniem Pontiaka. Osady graniczne były narażone na ataki, ponieważ zgromadzenie kolonialne Pensylwanii, zdominowane przez kwakrów -pacyfistów nie zapewniło odpowiednio licznej i wyszkolonej milicji, która mogła by powstrzymywać rajdy wojenne Indian. Rząd brytyjski również nie był pomocny albowiem nagle, na podstawie niezrozumiałych dla osadników, umocowań prawnych , uznał teraz plemiona indiańskie za niezależne narody posiadające prawa do posiadania ziemi i sprzeciwiał się praktyce zajmowania ich ziemi przez indywidualnych farmerów. Smith wiedział dobrze że ta praktyka nie tylko sprowokowała indiańskie najazdy, ale sprawiła, że stały się one koniecznością dla Indian, ponieważ ci, pozbawiani najlepszych terenów łowieckich byli czasem po prostu zmuszeni do zdobywania w jakimś zakresie zapasów żywności podczas wojennych rajdów na farmy białych. Osadnicy w końcu nie oglądając się już na żadne władze utworzyli własne jednostki bojowe a Smith został wybrany na kapitana. Wybrał dwóch innych byłych jeńców na swoich oficerów i przeszkolił swoich ludzi w zakresie stosowania taktyki zapożyczonej od Indian. Smith i jego ludzie ubierali się podobnie do Indian i jak oni malowali twarze na czerwono i czarno (dlatego zwano ich „Czarnymi Chłopcami”).


      Ich sposoby walki okazały się na tyle skuteczne, iż w końcu na pograniczu Pensylwanii zapanował względny spokój. W 1765 r., kiedy ciągle toczono nieustanne rozmowy pokojowe z Indianami, Smith i 10 jego „Czarnych Chłopców” napadł na transport z darami dla Indian po czym zniszczył wszelką broń i amunicje jakie znajdowały się na wozach. Usprawiedliwiał swój ruch tym, że takie prezenty zbroiły Indian przeciwko osadnikom i farmerom na pograniczu. Jego działalność okazała się jednak solą w oku królewskich komisarzy negocjujących pokój. Dowódca fortu Loudon, aresztował wielu osadników – w większości nie mających nic wspólnego z „Czarnymi Chłopcami”. Smith szybko zwerbował oddział strzelców i rozbił obóz w pobliżu fortu; po czym rozpoczął akcję łapania w niewolę zaskoczonych żołnierzy. Kiedy liczba jego jeńców przerosła liczbę przetrzymywanych w forcie osadników Smith zorganizował wymianę więźniów, dzięki czemu udało mu się uwolnić wszystkich cywilów którzy siedzieli w fortecznym areszcie. Jednak najbardziej spektakularnym osiągnięciem Smitha był jego atak na Fort Bedford w 1769 roku. Wraz z 18 swoimi Czarnymi Chłopcami wyruszył na ratunek aresztowanej grupie kolonistów buntujących się przeciwko królewskim podatkom. Smith szeroko rozpowiadał o swych zamiarach uwolnienia więźniów, tak aby dowiedzieli się o nich Brytyjczycy. Wraz ze swymi ludźmi, forsownym nocnym marszem doszedł do fortu przed świtem na długo przedtem niźli spodziewali się go Brytyjczycy, zmyleni rozpowiadanymi przez Smitha fałszywymi informacjami Czarni Chłopcy, bez trudu przemknęli obok wartowników i zabezpieczyli zbrojownię wewnątrz fortu i błyskawicznie uwolnili aresztantów.

Takie działania wydają się czynić Smitha naturalnym kandydatem na przywódcę podczas wojny o niepodległość USA. Niestety Smith nie był w stanie spełnić swoich ambicji. Zwrócił się do Jerzego Waszyngtona o pozwolenie na utworzenie batalionu strzelców „takich, którzy znają indiańskie metody walki”. Smith wspomina jednak, że „generał Waszyngton nie wpadł w zachwyt z powodu pomysłu by białych mężczyzn przebierać za Indian”.

Podczas wojny o niepodległość Smith otrzymał stopień pułkownika i został skierowany do poprowadzenia wyprawy przeciwko indiańskiej wiosce nad strumieniem French. Tam powinowactwo Smitha z Indian mogło doprowadzić do konfliktu interesów. Tak się jednak nie stało. Nye donosi, że po powrocie Smitha z nieudanej kampanii, został on oskarżony przez niższego stopniem oficera, Archibalda Lochry'ego, który twierdził, że ponieważ Smith „nie chciał zabić Indianina”, odrzucił propozycję zwiadu, przez co zniweczył element zaskoczenia. Miało to doprowadzić do ucieczki Indian. Na prośbę Smitha sprawa została wniesiona do sądu wojskowego. Podczas rozprawy Smith został całkowicie oczyszczony z zarzutów.

Kusi jednak myśl, że Lochry miał podstawy do swoich oskarżeń. Mógł nie wiedzieć, że Indianie z wioski nad strumieniem French pochodzili z grupy do której Smith został adoptowany w przeszłości. W swoim pamiętniku Smith wyjawił, że rozmawiał z nimi w ich własnym języku kilka miesięcy po nieudanej kampanii, „nie informując ich, że tam był”. Sam dowiedział się, że Indianie dokładnie monitorowali jego podejście i znacznie przecenili wielkość jego małej armii. Indianie dokładnie obejrzeli z ukrycia obóz wojskowy i stwierdzili, że nie mogą wykonać korzystnego ataku. Dlatego opuścili swoją wioskę oraz tereny łowieckie i przenieśli się na zachód. Było to typowe działanie Smitha; dzięki swojej wiedzy w zakresie taktyki Indian, był w stanie konsekwentnie zniechęcić wroga do ataku lub też ostatecznie pokonać ich bez konieczności przelewania „morza krwi”. Smith doskonale wiedział, że Indianie byli pragmatyczni i nigdy nie zaatakowaliby bez dużego prawdopodobieństwa na zwycięstwo. W tym konkretnym wypadku Indianie po prostu ocenili mocne strony swojego przeciwnika i rozważnie wycofali się. Smith nie splamił swoich rąk krwią przybranych pobratymców. W 1785 roku, Smith osiedlił się w hrabstwie Bourbon w Kentucky na terytorium przejętym od Indian. Po kilku latach przeniósł się na farmie w Jacob's Creek. Przez wiele lat zasiadał w zgromadzeniu ogólnym hrabstwa, a także pracował jako misjonarz wśród Indian. Jako człowiek schorowany i stary, nie mogący już więcej walczyć, nadal próbował przyczynić się do powiększenia zdolności bojowych swego młodego kraju, publikując dwie prace o taktyce wojny partyzanckiej na modłę indiańską - najpierw w „An Account of the Remarkable Occurrences in the Life and Travels of Col. James Smith ” a następnie w Traktacie o taktyce wojny indiańskiej.

James Smith ok. 1800-1810

Współcześni mu zapamiętali go jako spokojnego, bardzo inteligentnego człowieka i zapalonego czytelnika. To, że był w stanie prowadzić własny dziennik podczas pobytu wśród Indian, było bardzo niezwykłe, biorąc pod uwagę, że większość narracji dotyczących niewoli została napisana wiele lat później z pamięci. Tak więc relacje Smitha są do dnia dzisiejszego uważane za niezwykle cenne, biorąc pod uwagę mnogość szczegółów jakie się w nich znajdują.

Istnieją pewne dowody na to, że Smith redagował i wydawał niewielką gazetę aż do swojej śmierci w 1812 r. Historycy zwracają uwagę i bacznie poszukują wszelkich zachowanych dokumentów spisywanych przez Jamesa Smitha. Gdyby udało się odnaleźć jakieś jego nowe wspomnienia, miałyby one prawdopodobnie nieocenioną wartość historyczną.

James Smith zmarł 11 kwietnia 1813 roku.

                                                                                                                                Oprac. - Naszyjnik



26 kwietnia 2020

Zapomniany James Smith, cz. 1

      James Smith, urodzony w dzisiejszym Mercersburgu w Pensylwania 26 listopada 1737 roku, stał się legendarną postacią pogranicza - Indianin, biały zwiadowca, żołnierz i oficer oraz amerykański patriota został zapomniany zaraz po śmierci. Na szczęście pamięć o nim przetrwała .
      James został schwytany w maju 1755 r. przez Indian Delawarów gdy pracował przy budowie tzw. drogi Braddocka i zabrano go do Fortu Duquesne. Znajdujący się w obrębie Fort Duquesne (obecnie Pittsburgh) młody, zaledwie 18-letni James Smith obserwował niezbyt liczną grupę Indian, francuskich Kanadyjczyków oraz żołnierzy stanowiących załogę Duquesne, którzy wyruszali na spotkanie z armią angielskiego generała Edwarda Braddocka. Smith spodziewał się, że Braddock rozgromi wroga, zajmie francuski fort w widłach Ohio a tym samym wyratuje go i oswobodzi z niewoli. Niestety – późnym popołudniem tego samego dnia, 9 lipca 1755 r. Francuzi i ich indiańscy sojusznicy wrócili w chwale zwycięzców, a Smith wkrótce usłyszał przerażające krzyki torturowanych brytyjskich jeńców, których obdzierano ze skóry i palono żywcem . „Wydawało mi się” - napisał później Smith - „jakby piekielne moce zstąpiły na ziemię”. Nieco później, Smith dowiedział się, że Francuzi i Indianie stracili zaledwie kilkunastu ludzi, podczas gdy Brytyjczycy zostawili na polu bitwy prawie 500 ludzi, nie licząc strat jakie ponieśli podczas odwrotu. Ta katastrofalna porażka była dla Brytyjczyków raczej mało chwalebnym początkiem wojny z Francuzami i Indianami. Była jednak pierwszą bardzo ważną lekcją jaką odebrał Smith, która dotyczyła indiańskich sposobów prowadzenia wojny. Już niebawem, Smith zostanie ekspertem w dziedzinie taktyki i strategii indiańskiej ale także i ogólnie życia Indian.
      Młody Smith został schwytany przez Delawarów i Caughnawaga tuż przed nieszczęsną próbą zajęcia Fortu Duquesne przez Braddocka. Zapewne z powodu młodego wieku, został przeznaczony do adopcji, co wiązało się z koniecznością pokonania tzw. „ścieżki życia„ – tuż za fortem Smith, jak wielu innych , był zmuszony przebiec między dwoma szpalerami Indian, którzy pobili go podczas próby, prawie do nieprzytomności. Ale tylko tak można było zostać Indianinem. Ludzie słabego ducha i odporności byli odsiewani podczas takiej próby. Jakiś czas po klęsce Braddocka, kiedy Smith wydobrzał a jego rany wygoiły się na tyle by można było wyruszyć w podróż, Indianie zabrali go z Fort Duquesne, mimo że usilnie prosił ich by pozostawili go pomiędzy Francuzami. Odmówiono jego prośbie. Nie zostawia się przecież braci pośród białych, choćby i Francuzów. Smith teraz był jednym z nich.
      Podczas ostatecznego dopełnienia ceremonii adopcji w wiosce Caughnawaga nad rzeką Allegheny, młody Smith został zanurzony i obmyty w rzece, włosy na głowie, prócz loku skalpowego, zostały mu dokładnie wygolone za pomocą noża i wyskubane do cna przy pomocy ciepłego popiołu. Przebito mu uszy i założono kolczyki. Dostał także piękne, nowe ubrania oraz niezbędne osobiste wyposażeni jakie powinien posiadać każdy wojownik. Po latach, w swoich pamiętnikach zatytułowanych „Relacje z niezwykłych wydarzeń z życia i podróży płk. Jamesa Smitha” (An account of the remarkable occurrences in the life and travels of Colonel James Smith) Smith zanotował przemowę wodza Caughnawaga, który przemówił do niego poprzez tłumacza: „Mój synu, jesteś teraz ciałem z naszego ciała i kością z kości . Podczas ceremonii, która odbyła się tu dziś, każda kropla białej krwi została wypłukana z twoich żył; należysz teraz do wojowniczego narodu Caughnawaga; jesteś adoptowany do wielkiej rodziny i teraz z wielką powagą zostałeś przyjęty w pokoju na miejsce wielkiego człowieka”. Smith zapisał w pamiętnikach, że Indianie w żaden sposób nie uchybili mu nigdy z powodu jego koloru skóry podczas jego pobytu wśród nich. Był teraz Indianinem i członkiem plemienia. Traktowali go więc uczciwie pod każdym względem przez pięć lat jakie spędził wśród nich.


adopcja Jamesa Smith'a


      Kiedy wódz Caughnawaga skomentował, że Smith został adoptowany „w pokoju i na miejsce wielkiego człowieka” było to dosłowne sformułowanie: jeńcy adoptowani do plemion indiańskich mieli zając miejsca po zabitych lub zmarłych członkach plemienia. Jeśli Smith nawet nieświadomie odstępował od wyznaczonej mu roli wojownika, był natychmiast krytykowany i pouczany. Na przykład, kiedy na początku swej nowej drogi życia pośród Caughnawaga, Smith pomógł kobietom wykarczować teren pod nowe pole kukurydzy został zganiony przez starszych, którzy powiedzieli mu, że został adoptowany w miejsce wielkiego mężczyzny i nie może kopać kukurydzy jak jakaś kobieta. Aby sprostać oczekiwaniom Indian nowy „Indianin” musiał zostać mężczyzną Caughnawag, znawcą lasu, doświadczonym myśliwym i wojownikiem. Smith w końcu stał się nim wszystkimi. Swój kunszt wybitnego wojownika i człowieka lasu potwierdził jednak dopiero po tym jak opuścił Indian.
      Nie jest jasne, czy Smith kiedykolwiek dołączył do jakiejś wyprawy wojennej Indian podczas najazdów na graniczne osiedla białych. Jeśli wziął udział w jakimś napadzie to nie pozostał po tym fakcie żaden ślad choć jest raczej mało prawdopodobne by współplemieńcy pozwolili mu zająć zupełny neutralną postawę. Jak sam wspominał, starał się mimo wszystko, w jakimś sensie pozostać lojalny wobec białej społeczności, a przyłączenie się do Indian w wojnie przeciwko nim, jak zrobili to niektórzy adoptowani biali , byłoby dla niego hańbiącym postępowaniem. Mimo wszystko to Smith był dumny ze swoich osiągnięć choćby jako świetnego myśliwego i w pewnym sensie musiał być to dla niego powód do wstydu. Pozostawał w wiosce ze starymi mężczyznami, kobietami i małymi dziećmi, podczas gdy chłopcy w wieku 12 lat wyruszali na wojnę. Mimo takiego istnego balansowania na linie Smith w rzeczywistości był bardzo zainteresowany tematyką wojny i wykorzystał zaufanie Indian aby zbierać wszelkie możliwe informacje na temat strategii Indian. W swoim „Traktacie o trybie i sposobie wojny indiańskiej” wyjaśnił, w jaki sposób słuchał planów bitewnych Indian i zanotował w swoim dzienniku: „Słuchałem Indian, gdy mieszkałem pośród nich, opowiadali mi we własnym języku, który dobrze znałem o wielu różnych fortelach dzięki którym wielokrotnie przechytrzali białych ludzi…dzięki tym rozmowom, miałem tak wielką okazję poznać ich szczególne sposoby prowadzenia wojny, jak żaden ze współcześnie żyjących białych ”

 
artystyczna wizja wyglądu Smith'a



     Niezwykle ciekawe były dyskusje Indian na temat brytyjskiej taktyki wojskowej, które udało się usłyszeć Smithowi. Podczas gdy podstawową zasadą indiańskiej sztuki wojennej było unikanie strat własnych i walka z zaskoczenia przy wykorzystaniu wszelkich możliwych forteli i zasadzek, Brytyjczycy według Indian robili wszystko by dać się zaskoczyć, nie zachowując żadnej ostrożności i maszerując w ścisłej kolumnie. I grzechem było również to, że bardzo powoli uczyli się na własnych błędach. Przykładowo, po ciężkiej lekcji jaką odebrali nad Monongahelą, wydawało się, że może wyciągną jakieś wnioski. Jednak w 1758 r. pułkownik James Grant, którego wojska stanowiły szpicę armii Johna Forbesa, sprytnie poprowadził swoich szkockich górali z 77 Regimentu Piechoty (Montgomerie's Highlanders), forsownym nocnym marszem, po czym rozbił obóz na wzgórzu w odległości mili od francuskiego fortu Duquesne. Według Indian, Grant winien był z marszu atakować fort. Niestety Anglicy zdradzili swoją obecność nad ranem gdy werble, a co gorsza dudy zagrały na zbiórkę. Bardzo szybko Szkoci zostali po cichu otoczeni przez Indian i francuskich żołnierzy, którzy wybili Szkotów niemal do nogi, zaś wziętych do niewoli ponabijali na pale, a ich kilty umieszczono poniżej nich. Stary wódz - Tecaughretanego, wspomniał również o fatalnym w skutkach fakcie spożywania przez żołnierzy Granta znacznych ilości alkoholu. Była to bitwa o Fort Duquesne w dniu 14 września 1758 r.


cdn. 

oprac. Naszyjnik

Shillelagh - irlandzka maczuga

(wym. szilejli ) to tradycyjna  irlandzka laska oraz broń obuchowa  (pałka/maczuga). Charakteryzuje się grubą, sękatą strukturą i dużą, natu...